Go to content Go to navigation Go to search

Czas wzrastania

May 14th, 2015 by xAndrzej

Jest już wiosna! Głupio będzie, jeśli rośliny przegonią nas we wzrastaniu. Drzewa, kwiaty i trawy mają takie tempo wzrostu, że tylko patrzeć jak kwitną i będą owocować. A przecież Bóg powołał nas do tego, „abyśmy owoc przynosili”. To nasze podstawowe powołanie. Jesteśmy powołani do wzrostu, a nie do stabilizacji. Ziarno posiane w ziemię nie może się w niej beztrosko zadomowić jak w ciepłym gniazdku, stać się konsumentem wszystkiego, dla tycia we własnej skorupie. Ono musi umierać, żeby przynosić owoc. Przebijać własną stagnację, żeby wybić się w roślinę, przestać się oglądać na siebie, żeby zbliżać się do słońca. Być może pod ziemią jest ciemno, ale w miarę bezpiecznie. Ryzyko wzrostu to odwaga wychylenia się ponad ziemię, ku niebu, za cenę bycia targanym przez wiatr, uderzanym przez burze, deptanym przez przypadkowych przechodniów. Bóg jest Panem naszego wzrostu. Jezus jest tym, który zstępuje pod ziemię, żeby umacniać nasze korzenie. Ojciec jest w niebie, żeby nas przyciągać ku Sobie. A Duch Święty prowadzi nas przez Jezusa do Ojca, jak roślinę, dla której jednakowo ważne są zarówno korzenie jak i owoce.

Byście szli i owoc przynosili

April 18th, 2015 by xAndrzej

Trzeba pójść. Jak Abraham – uwierzyć i wyjść w nieznane.
Jak Mojżesz – przestać pytać o zdolności i predyspozycje.
Jak Izajasz – nie zwalać powołania na innych.
I jak Jonasz – nie uciekać od swojej Niniwy.
Po prostu pójść w nieznane. Nasza droga jest zawsze drogą ku Tajemnicy.
Bóg wyprowadza i zapewnia Ziemię Obiecaną. Reszta jest zaufaniem.
To dziwne, że Bóg powołuje, a nie pokazuje konkretów,
Że daje kierunek i nie usuwa przeszkód i mgławic.
Każe iść i jakby za mało wyjaśnia: dokąd.
„Chodźcie, a zobaczycie ! ” – i to wszystko.
Złapać Boga za rękę i więcej nie stawiać pytań.
Oto wielka tajemnica naszej wiary.

Klerycka Droga Krzyżowa

March 1st, 2015 by xAndrzej

Klerycka Droga Krzyżowa
WSD Archidiecezji Częstochowskiej – 27 lutego 2015 r.

Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego. Jak bardzo to Serce musi krwawić i jest zranione przez grzechy kapłanów i powołanych do kapłaństwa. Bardzo to musi boleć, jeśli ktoś obiecywał, deklarował, chce iść za Jezusem, że kocha i pragnie Go naśladować, a zdradza, odchodzi, myśli po swojemu a nie po Bożemu.
Na Golgocie objawia się w pełni kapłaństwo Chrystusa. Jedyny i Wieczny Kapłan staje się Barankiem. Kapłan staje się Ofiarą. Samego siebie składa na ołtarzu krzyża.
Ta droga jest zawsze dla kapłana sprawdzianem jego kapłaństwa. A czym jest ta droga dla kleryka? Sprawdzianem formacji – testem na to, czy potrafię swoje osobiste wizje na kapłaństwo włożyć w formę jedynego i wiecznego kapłaństwa Chrystusa.

STACJA I

JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY

Zapowiadał to uczniom od początku. Mówił, że przyjdzie ta godzina, kiedy Go pojmą, skażą na śmierć i zabiją. Chyba nie zrozumieli tego zachłyśnięci cudami, tłumem ludzi, nauką z mocą. Nawet nie pomyśleli o czym On mówi, zapowiadając, że umrze. Mistrz upomniał wprawdzie kiedyś Piotra, który deklarował, że nie pozwoli Go zabić, ale i to puścili szybko w niepamięć. Chęć sukcesu, magia powodzenia, prestiż bycia uczniem tak popularnego Mistrza – to stało się najważniejszym motywem ich powołania. Już podczas sądu zrozumieli, że w ich drogę wpisane jest umieranie. Cały ten proces zmierza przecież do jednego – żeby zabić Jezusa. A co robią uczniowie? Uciekają. Odchodzą. Zapierają się. Czy to znaczy, że wybrali Jezusa dla osobistego sukcesu?
Dlaczego chcesz być księdzem? A jeśli wszystkie ludzkie trybunały odrzucą Jezusa, jeśli Go wyrzucą ze szkoły i zabiorą ci pieniądze za naukę religii, jeśli wyśmieją cię w mediach, a może nawet sprofanują kościoły i wyrzucą cię z plebanii – czy wtedy też będziesz chciał być księdzem? A może odejdziesz? Dlaczego chcesz być księdzem ?

STACJA II

JEZUS BIERZE KRZYÅ» NA SWOJE RAMIONA

„Królestwo moje nie jest z tego świata!” – mówi Jezus do Piłata. Piłat nie znalazł w Nim winy. Kazał Go ubiczować i oddał Żydom. „Sami Go ukrzyżujcie!” „Precz. Precz. Ukrzyżuj Go!” – krzyczeli bez opamiętania. Oddał Go więc na ukrzyżowanie. Postawili przed Nim krzyż na znak, że Go skreślają, wyrzucają spośród żywych. Jezus wie, że staje przed zasadniczym wyborem: życie lub śmierć; chwała świata lub chwała ojca; własna wygoda lub cierpienie dla drugich. Każdy wybór jest krzyżem. Coś musisz definitywnie skreślić, żeby coś wybrać. Dla czegoś musisz umrzeć, żeby żyć dla Boga. Nie da się iść za Jezusem bez skreślenia siebie, swojej świeckości. Każdy wybór jest krzyżem. Musisz definitywnie skreślić i odrzucić coś, co kompletnie nie pasuje do kapłaństwa Chrystusa, czego w Nim nie ma. Czy jesteś gotowy to skreślić? Jeśli nie, to nie pójdziesz dalej za Jezusem. Nawet jeśli pójdziesz w kapłaństwo, to nie będzie kapłaństwo Jezusa.

STACJA III

JEZUS UPADA PO RAZ PIERWSZY

Droga kapłana, tak jak droga Jezusa, jest pełna prób. To, że się raz wybrało nie znaczy, że już nie trzeba wybierać. Ledwie Jezus przeszedł kawałek drogi krzyż wypadł Mu z rąk. Obolały i wymęczony upada na ziemię. Znów trzeba decydować czy wstać, czy iść dalej, czy znowu brać krzyż. Leżący na ziemi Jezus patrzy jednak na twarze zagubionych ludzi. Czasem z dołu widać więcej niż z góry. Z dołu widać, że pod objawami złości, nienawiści, niesprawiedliwości kryje się mnóstwo ludzkich ran. Jak będziesz księdzem to nie patrz nigdy na ludzi z góry. Zejdź czasem ze swej ambony, w ich normalne, szare życie, w problemy, które dźwigają, cierpienia, które znoszą – a znowu zrozumiesz, dlaczego ludzie, cię potrzebują nie jak kumpla, ale jako księdza. Bo jako kapłan, możesz im przynieść Boga, bez którego naprawdę nie dadzą sobie rady.

STACJA IV

PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ

Dla matki syn zawsze pozostanie dzieckiem. Nawet gdy jest już dorosłym człowiekiem, gdy ma swoje życie i swoją samodzielność. Ale syn musi kiedyś przestać być dzieckiem, musi zostawić swój dom, swoją matkę, swoje dziecięce życie i zachowania, żeby spełnić własne zadania i powołanie. W tej stacji nie ma czułości i pieszczot. Jest dojrzałość Matki, która chce tylko dać znać, że jest przy Synu, że rozumie Jego drogę, że choć cierpi – nie będzie się wtrącać w Jego plany i zmieniać Jego woli. Jest też dojrzałość Syna, który potrafi połączyć synowską wdzięczność i docenić troskę Matki, ale który też wie, że musi zostawić Jej dom i ciepło Jej rąk, żeby z dziecka stać się ojcem dla innych. Zobacz swoją dojrzałość do duchowego ojcostwa w kapłaństwie przez relację do swojej mamy. Czy będąc dla niej dalej czuły i opiekuńczy, potrafisz jednak ją zostawić, zostawić jej dom, żeby Kościół uczynić swą Matką i sowim domem?

STACJA V

SZYMON Z CYRENY POMAGA DŹWIGAĆ KRZYŻ JEZUSOWI

Wiemy, że Szymon jest zmęczony. Za nim cały dzień ciężkiej pracy. Jest przecież już około piętnastej. Dla tego, kto pracuje w polu od samego wschodu słońca to prawie już koniec dnia. Ma prawo do wolnego wieczoru, ma prawo do odpoczynku, ma prawo wreszcie do czasu dla siebie. Jest tak zmęczony, że nawet tłum ludzi i jakieś uliczne sensacje są dla niego bez znaczenia. Przymuszony przez żołnierzy bierze krzyż Jezusa. Nie wiem, czy sobie zdaje sprawę z tego, że w takich kiepskich okolicznościach, bez zgody własnej woli, dokonuje najważniejszego dzieła swojego życia? Tak często czuję się zmęczony. Ile razy zmęczenie przeszkadza mi w byciu przy Jezusie, w wykonywaniu kapłańskich posług. „Boję się zmęczenia ludzi dobrych” – mówił św. Jan XXIII. Ale pewnie nie chodziło o lęk przed zmęczeniem, ale o zaniechanie dobra. Tak, masz i będziesz miał prawo do odpoczynku, ale niech wolny dzień i twoje prawo do odpoczynku nie będą ważniejsze niż zbawienie siebie i innych ludzi. Lepiej przecież zmęczonym wejść do nieba, niż wypoczętym trafić do piekła.

STACJA VI

WERONIKA OCIERA TWARZ JEZUSOWI

Myślę, że była młodą kobietą. Musiała mieć przecież sporo sił i sprytu, żeby przedrzeć się przez tłum i dotrzeć do Jezusa. Stanęła przy Nim tak blisko, że mogła własną chustą dotknąć Jego ciała, otrzeć Jego twarz, dotknąć Jego ust, przetrzeć Jego oczy. Jezus nie bał się bliskości tej kobiety. Wiedział dobrze, że jej intencje są czyste jak jej chusta. Jego oblicze mogło się dokładnie odbić na jej chuście dzięki jej czystości. Mimo bliskości, zachowali czystość, bo ich wspólnym celem była wrażliwość, dobro i bezwarunkowa pomoc innym. Bez tego nie ma czystej bliskości. Nie uda mi się żyć w czystości, jeśli cały nie będę dla drugich. Tylko ci, co myślą o sobie, o zaspokojeniu siebie i własnych pożądań brudzą każdą relację. Celibat nie polega tylko na pilnym strzeżeniu swojej czystości, ale na całkowitym poświęceniu się dal innych. Jeśli więcej będziesz myślał i żył dla drugich niż dla siebie będzie ci łatwiej żyć w czystości. Czy moje relacje są czyste, tak, żeby w każdej relacji, nawet do najpiękniejszej dziewczyny, chodziło o oblicze Jezusa a nie o mnie?

STACJA VII

PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM

Często inni są powodem naszych upadków. Z pewnością Jezus jest już zmęczony i wyczerpany. Ma za sobą już połowę tych niewyobrażalnych męczarni. I choć sam jest już bardzo słaby inni wcale Mu nie ułatwiają tej drogi. Dla zabawy, dla jakiejś zbiorowej uciechy plują na Jezusa, popychają Go, traktują jak rzecz, którą można się zabawić. Rzucają Mu pod nogi przeszkody, jakby specjalnie chcieli, żeby upadł. On upada nie tylko z własnej winy, ale jest popychany do upadku. Mam być kapłanem po to, żeby pomagać innym powstawać z upadku. Nie dozwól nigdy, Panie, aby ludzie upadali przez kapłanów – upadali w grzech, w uzależnienie, w cierpienie. Nie dozwól nigdy, Panie, abym ja sam był dla kogoś przyczyną zniechęcenia w wierze, zgorszenia, upadku w grzech. Przepraszam Cię, Jezu, za kapłanów, przez których złe postępowanie ludziom trudniej idzie się za Tobą!

STACJA VIII

JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

Zbroczony krwią i już pewnie ledwo widzący na oczy Jezus mija właśnie grupę kobiet. Wreszcie jakiś ludzki odruch, kawałek ludzkiego współczucia. To jest ważne dla Jezusa, dlatego zwraca na nie uwagę pomimo własnego cierpienia. „Nie płaczcie nade Mną, ale nad sobą i nad waszymi dziećmi”. Jezus wie, jak właściwie można Mu pomóc. Niewielką pomocą dla Niego są nasze emocje i wzruszenia, płakanie nad Nim i teoretyczne rozważanie Jego boleści. On potrzebuje naszego osobistego nawrócenia. Czy rozumiesz to i o tym pamiętasz? Bez mojego nawrócenia nie przyniosę ulgi Jezusowi. Dalej będzie strasznie cierpiał. Ksiądz też musi się nawracać i to w pierwszej kolejności. Wzywając innych do nawrócenia, sam musi być przykładem pracy nad sobą. Tak bardzo lubi mówić o cudzych grzechach, wymieniać zło świata, zagrożenia, które świat przynosi, a Jezus chce, żebyśmy zaczęli od siebie. Bo może największym wrogiem Kościoła nie są jakieś, wrogie, obce ideologie, ale grzechy ludzi wierzących, a szczególnie grzechy kapłanów.

STACJA IX

TRZECI UPADEK JEZUSA

Jezusowa droga przez mękę ma czasem swoje szczególne kryzysy. Ten upadek jest już kolejnym. Jezus naprawdę przechodzi granice ludzkich możliwości i bólu. Cierpienie atakuje ze wszystkich stron. Z bólem fizycznym miesza się olbrzymi ból samotności, opuszczenia przez bliskich ludzi, olbrzymie rany niezrozumienia i odrzucenia miłości. W takiej chwili diabeł podpowiada, żeby może już z tym skończyć, poddać się, skapitulować. Za dużo jest grzechów ludzkich, żeby je udźwignąć. Jezus przywalony belką krzyża do ziemi, resztkami wzroku widzi tylko ludzkie stopy. On Bóg, jak żebrak leży u nóg ludzi. Może przez moment przypomniał sobie wieczernik i stopy Piotra. Umył mu wtedy nogi i Piotr stał się zdolny do komunii z Bogiem. Leżąc na ziemi Jezus widzi setki ludzkich, brudnych nóg. Jak im nie umyje tego, co w nich brudne nie będą zbawieni, nie będą mieć udziału w Bogu. To Mu daje siły, żeby się podnieść. Wiem, że czasem w powołaniu przeżywasz wielkie kryzysy. Walcz jednak o powołanie, walcz o kapłaństwo. Nie odchodź zbyt pochopnie. Pomyśl, że jak nie zostaniesz księdzem, jak odejdziesz, to tysiącom ludzi nie będzie miał kto, w imieniu Chrystusa, umyć nóg.

STACJA X

JEZUS Z SZAT OBNAŻONY
Zdarli z Niego ubranie. Choć, prawdę mówiąc, ta tunika nie przypominała już żadnego porządnego ubrania – zabrudzona, przepocona, zakrwawiona, praktycznie nie miała większej wartości. Żołnierze podarli Jego szatę, żeby każdy mógł wziąć coś dla siebie, a o tunikę, rzucili los. Oni też chcieli trochę zarobić na Jezusie. Może tam, na Golgocie, to były grosze, ale w Polsce, w kapłaństwie, można jeszcze zarobić całkiem niezłe pieniądze. Pamiętaj, że to są pieniądze zarobione na Jezusie, na Jego Męce. One nie są twoje, tak jak szaty i tunika nie należały do żołnierzy. Kapłan diecezjalny nie składa ślubu ubóstwa, żeby nie było, że jego skromne i proste życiem być jego dobrowolnym wyborem. My mamy praktykować ubóstwo nie ze ślubów, ale ze sprawiedliwości. Dają ci pieniądze bo jesteś klerykiem. Wielu pieniędzy, z tych, które masz, byś nie dostał, gdybyś nie był w seminarium. Zapłacą mi za katechezę, ale przecież nie głoszę na niej własnej nauki, tylko naukę Jezusa. Złożą mi ofiarę za Mszę świętą i sakramenty, choć przecież to nie ja w nich działam tylko Chrystus. Wszystkie pieniądze, którymi dysponuje kapłan, są pieniędzmi Chrystusa. Pomyśl więc, na co Jezus wydałby te pieniądze, a na co ty je wydajesz?

STACJA XI

PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA

Wszystko jest już przygotowane do ukrzyżowania. Skazaniec sam, na własnych plecach przyniósł krzyż na Golgotę. Żołnierze w podręcznych torbach mają już gotowe sznury i gwoździe, hizop i gąbkę, butelkę z octem i włócznie dla dobicia skazańca. Skazaniec też jest gotowy. Stoi całkiem nagi i bezbronny. Jest tak umęczony, że już na pewno nie będzie stawiał oporu. Teraz już można wbijać gwoździe. Nas to przeraża, ale dla nich to kolejne ukrzyżowanie. Przyzwyczaili się do ludzkiej krwi. Można się przyzwyczaić do grzechów. Czasem jesteśmy bardziej przybici do grzechu niż do Boga, więcej zrobimy dla grzechu niż dla Boga. Wiele nałogów jest dla nas silniejszych niż wierność Bogu! Jezu przybity do krzyża, proszę Cię za kapłanów uzależnionych od grzechu, od podwójnego życia, od papierosów, wódki, pornografii, homoseksualizmu, pedofilii, do pieniędzy, od władzy i znaczenia. Oderwij ich, Jezu, od wszystkich grzechów i zwiąż ze Sobą i swoim krzyżem.

STACJA XII

PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

Wykonało się! Już dalej człowiek nie może pójść. Nie ma sił i możliwości. Jezus po ludzku nic już nie może zrobić. Krzyż jest jak ściana, do której się dochodzi i dalej nie można już iść. Dalej już nic nie widać tylko śmierć. Co można zrobić, kiedy nie widzi się już nic przed sobą? Pamiętaj, że możesz wtedy spojrzeć w górę. „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego!” Moje możliwości się już skończyły, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. W Twoje ręce oddaję moje życie. Nie czekaj z tym do śmierci. Nie czekaj z tym, aż Cię Bóg postawi pod ścianą, ale już teraz i w każdej chwili oddaj swoje życie w ręce Boga. Nie bierz życia tylko w swojej ręce, ale włóż je w ręce Boga. Wiem, że do tego trzeba dużo zaufania i pokory. Wiem, że się boisz, że jak nie weźmiesz siebie i swoich spraw w swoje ręce to inni cię wykorzystają, pominą, oszukają. Zaufaj Ojcu jak Jezus! A wtedy nawet śmierć nie będzie dla ciebie kresem życia.

STACJA XIII

JEZUS ZDJĘTY Z KRZYŻA

Może czasem stawiamy sobie pytanie, dlaczego nie było Maryi w poranek wielkanocny przy pustym grobie? Dlaczego nie było Jej przy tylu spotkaniach Zmartwychwstałego Jezusa z uczniami? Jezus nie musiał Jej udowadniać, że żyje. Ona została przy Nim na resztę Wielkiego Piątku i na Wielką Sobotę. Wzięła Jego martwe ciało na swoje ręce i była pewna, że Jezus żyje, że pokonał śmierć. Choć jej fizyczne oczy widziały trupa, choć jej ręce czuły wyraźnie zimne ciało zmarłego Syna, Ona wiedziała, że pod tym welonem śmierci żyje Bóg. Maryjo, jako kapłan często biorę na swoje ręce Ciało Chrystusa. Kilkunastu naszych braci przyjmuje właśnie posługę akolity – sługi Bożego Ciała. Wymódl nam taką wiarę, Maryjo, żeby to było widać, że adorując Eucharystię, niosąc i rozdając Komunię świętą, sprawując Mszę świętą – nie dotykamy i nie rozdajemy ciastek czy zwykłego chleba, ale dajemy ludziom żywego Boga!

STACJA XIV

PAN JEZUS ZŁOŻONY DO GROBU

Józef z Arymatei, za zgodą Piłata, wziął ciało Jezusa. Nikodem, ten, który kiedyś przyszedł do Niego nocą, namaścił ciało Mistrza mirrą i aloesem. Owinęli ciało w płótna i pochowali w nowym grobie, w ogrodzie. Gdyby umieli czytać znaki, odkryliby całą prawdę o Jezusie. Nowy grób to znak nowego życia. Ogród to znak obfitości i owocowania. Najważniejsze rzeczy niewidoczne są dla oczu. Można je rozpoznać sercem i wiarą. Objawienie tych prawd to revelatio, prawda, która jest ukryta pod welonem, jak się nakrywa welonem Najświętszy Sakrament w Grobie Pańskim. Wiara jest bowiem rewelacyjna, bo nawet po zasłoną grobu rodzi się nowe życia. Kościół jest rewelacyjny, bo pod powłoką ludzkich słabości i struktur, mieszka w nim prawdziwy Bóg. Kapłaństwo jest rewelacyjne, bo, choć jesteśmy z tej samej gliny, co wszyscy ludzie, nosimy w sobie, jak w glinianych naczyniach skarb żywego Boga. Jezu, napełniaj nas radością i uczyń nas świadkami rewelacyjności Boga, który nawet pod znakiem krzyża ukrywa wspaniały dar prawdziwego, nowego i wiecznego życia.

Uzdrowienie przez dotyk

February 15th, 2015 by xAndrzej

Dotknięcie Boga ma moc uzdrawiającą. Gdyby ludzie chcieli tak naprawdę się Go dotknąć byliby uzdrowieni, jeśli nie fizycznie to na pewno duchowo. Dotyk jest osobistym spotkaniem dwóch osób. Nie można nikogo dotknąć na odległość, z dystansu, z oddali. Żeby doświadczyć uzdrawiającego dotyku Boga trzeba się do Niego zbliżyć. Problem w tym, że bardzo nie chcemy, żeby ktoś nas dotykał w chore miejsca. W głębi popękani, na zewnątrz wysuwamy kolce jak kaktus, broniąc się przed dotknięciem. Trędowaty z Ewangelii podjął ryzyko. Ominął prawo, pokonał ból, przekroczył swój wstyd i wyszedł na spotkanie z Bogiem. A potem zrobił gesty, które są warunkiem uzdrowienia: przyszedł do lekarza, z pokorą – przez uklęknięcie – uznał Jego moc nad chorobą. Nie był pewny, że zostanie uzdrowiony, dlatego zapytał Jezusa, czy On chce go oczyścić. Często zranieni, ubrudzeni, cierpiący zamykamy się w sowich ranach a pycha i jakieś niepojęte ambicje zatrzymują nas przed pójściem z tym wszystkim do Jezusa. Czasem nawet udajemy, że nie boli, na zewnątrz gramy silnych, żeby tylko nie okazać słabości. Dotyk Boga może nas uzdrowić, ale wymaga przyjścia do Jezusa, uznania swojego bólu, dotknięcia Boga.
Jeszcze ważniejszą i cudowniejszą jest reakcja Jezusa. On nie uzdrawia słowem, ale dotykiem swojej boskiej ręki. Dobrze wie, że trąd to strasznie zaraźliwa choroba i kiedy się dotknie trędowatego weźmie na siebie jego nieczystość. Taki jest Bóg. On nie leczy dobrymi radami, nie wypisuje recepty z gotowym lekarstwem, ale bierze na Siebie nasze słabości, nasze zranienia i grzechy. Wchodzi w nasze problemy, żeby je wziąć na Siebie. Poniesie za to straszne konsekwencje – będzie cierpiał i z ostanie zabity za nasze grzechy. My, ludzie, może dlatego boimy się czasem pomagać innym, żeby tylko nie brać ich problemów na siebie, nie dźwigać ich słabości. Bóg nie boi się dotknąć największych naszych ran, najbardziej zaraźliwych i gorszących. Przyjdź do Jezusa! Im więcej masz ran, problemów, ciężarów, tym bardziej przyjdź!

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii

February 8th, 2015 by xAndrzej

Tak wyglądał typowy dzień Jezusa w czasie Jego publicznej działalności: uzdrawianie chorych, wypędzanie złych duchów, modlitwa i głoszenie Ewangelii. Zadziwia przy tym wszystkim olbrzymia gorliwość Jezusa. Jak trzeba to nawet zarywa noc, żeby tylko móc służyć i żeby nie zaniedbać żywej relacji z Ojcem. On wie, że Jego misja to kwestia życia i śmierci, zbawienia lub potępienia. Wiara w Boga to nie jest tylko kwestia prywatnych przekonań, jakiś nasz osobisty wybór określonych wartości czy własnego poglądu na świat. Jak wiesz, że coś jest absolutnie konieczne do życia – poświęcisz temu wszystkie swoje siły. Wiara w Ewangelię jest konieczna do zbawienia dlatego Jezus nie szczędzi sił, żeby głosić Ewangelię. Przesłanie Ewangelii jest też koniecznym fundamentem do budowania życia na ziemi, bo bez tego fundamentu wszystko, co budujemy, jest budowane na piasku, jest kruche, nietrwałe i prędzej czy późnij doprowadzi nas do ruiny osobistej i społecznej. To dlatego z taką pasją święty Paweł wszystko poświęcił głoszeniu Ewangelii i bez najmniejszej wątpliwości wyznaje, że to jest nasz obowiązek, a nie dobra wola, że „biada nam, gdybyśmy nie głosili Ewangelii”. Głoszenie to jest wielkim zadaniem i wielkim trudem. Właśnie dlatego, że ewangelizacja jest warunkiem wiary i życia z Bogiem, jest też miejscem wielkiego sprzeciwu sił bezbożnych. Diabeł zgodzi się szybciej na naszą prywatną drogę do świętości niż na nasze odważne głoszenie Ewangelii. Stąd tyle jego wściekłości wobec publicznego wyznania wiary, wobec obecności Boga w miejscach publicznych i życiu społecznym. Dlatego Hiob przygotowuje nas dzisiaj do tego zadania realnie przypominając, że to jest nieustanna walka, wielki bój o życie Boże w nas i w świecie. Tu nie ma jakiejś spokojnej równowagi, jakiejś zdrowej tolerancji, tu jest walka świata przeciwko Bogu i Jego Ewangelii. Świat jest dziś bardziej tolerancyjny dla grzechu i zła niż dla prawdy, dobra i wiary. Biada nam, jeśli nie będziemy walczyć o głoszenie Ewangelii. Bez tego czeka nas nie tylko duchowa zagłada, ale w konsekwencji również i fizyczne zabijanie i śmierć, bo grzech prędzej czy później przynosi śmierć.
Wszystko, co robi Jezus podporządkowane jest głoszeniu królestwa Bożego. W dzisiejszej Ewangelii widać wyraźnie, że wszystko – uzdrawianie, wypędzanie złych duchów, a nawet modlitwa mają służyć głoszeniu Ewangelii. Jezu przecież zostawia wielu chorych, nie wdaje się w długie dyskusje z demonami, a nawet skraca swoją modlitwę, żeby móc iść dalej i głosić. Naprawdę, to wszystko, co robi, ma służyć głoszeniu Ewangelii. Ewangelista Marek bardzo świadomie zauważa trzy, jakby podstawowe działania Jezusa, które towarzyszą głoszeniu i są jego uwiarygodnieniem.
1. Uzdrawianie chorych. Choroba otwiera ludzi na słuchanie Boga. Jezus czyni cuda uzdrowienia, żeby wzbudzić wiarę. Cudownie uzdrowieni mają w sobie jakiś wewnętrzny imperatyw, żeby głosić moc Jezusa. Tłumy chcą słuchać Boga, bo widzieli cuda. To bardzo potrzebne do przebudzenia w wierze. Obok tych fizycznych cudów, już sama obecność Jezusa wśród chorych uwiarygodnia i określa Jego misje. Być przy ubogich i cierpiących, służyć im do końca, nawet w najbardziej terminalnym stanie szanować ich godność i prawo do życia. Wielu świętych przez swoje świadectwo służby ubogim i chorym ze względu na Chrystusa przyśpieszało nawrócenie wielu niewierzących. Fizyczne i moralne cuda otwierają innych na słuchania Ewangelii.
2. Jezus wyrzuca złe duchy i co najdziwniejsze zakazuje im mówić o Nim, bo one wiedzą kim On jest. W głoszeniu Ewangelii to bardzo ważne, żeby wiedzieć kto mi mówi o Bogu. Złe duchy też chcą nam mówić o Bogu, ale w niczym nie wolno ich słuchać, bo one są duchami kłamstwa i przewrotności. Właśnie dlatego, że wiedzą kim On jest, potrafią najlepiej zafałszować, wykrzywić jezusową Ewangelię. W Biblii prawdą jest nie tylko to, co mówię, ale przede wszystkim to, kto mi to mówi. Stąd Jezu powie o sobie, że On jest Prawdą. Diabeł nigdy nie będzie prawdą, choćby ją inteligentnie udawał, choćby nas pouczał o Bogu. Dziś jest wielu takich, którzy próbują interpretować po swojemu Ewangelię, uzdrawiać i pouczać Kościół, Papieża, Biskupów, ale kim oni są, jaka jest ich wiara i życie Bogiem? Może to niekiedy diabeł, próbuje nam głosić Ewangelię. Zobacz kim jest ten, kto ci próbuje mówić o wierze? W czyje imię i z czyjego mandatu próbuje on kształtować twoje życie i twoją religijność?
3. Modlitwa. Właśnie ona jest najlepszym sprawdzianem autentyczności głoszenia Ewangelii. Diabeł się nie modli. On nie ma kolan – jak pisali święci - i dlatego wszystko, co próbuje mi mówić, nawet o Bogu, jest fałszywe. Kiedy ktoś ci głosi Ewangelię, zapytaj, a najlepiej zaobserwuj, czy ten ktoś się modli. Sam, kiedy chcesz komuś mówić o Jezusie, nie rób tego, jeśli się nie modlisz. Bo modlitwa to nasza relacja z Bogiem, a głosić Boga, nie mając z Nim żadnych relacji, jest jak głoszenie jakiejś ideologii, a nie wiary, bo wiara to przede wszystkim moja osobista więź z Jezusem. Głosząc Jezusa mam mieć udział w Jego życiu i Ewangelii.

Iść za Barankiem

January 24th, 2015 by xAndrzej

Iść za Barankiem
Gdyby Jezus były lwem wielu poszłoby za Nim jak za tarczą chroniącą przed każdym niebezpieczeństwem. Gdyby był wspaniałym rumakiem, wielu przyjęłoby Go z nadzieją, że ich szybko i z przygodami przeniesie przez życie. A On stał się dla nas Barankiem – zwierzęciem raczej bezbronnym i takim, które nadaje się tylko na ofiarę. Może dlatego trudno jest być uczniem Jezusa, bo trzeba pójść bardziej z miłości niż z wyrachowanej korzyści, więcej ufając słabości niż pokładając ufność w mocy. Ci, którzy poszli za Barankiem długo musieli uczyć się tej drogi. Najtrudniej było im chyba uwierzyć, że moc w słabości się doskonali, że ilekroć niedomagamy, tylekroć jesteśmy mocni. Droga za Barankiem jest drogą w ubóstwie: życia, poznania, kochania. Baranek chce, żebyśmy szli za Nim nie dla tego co ma, ale dla tego kim jest. Bo wszystko, co nam daje zużyje się i przeminie i zostanie tylko On, który jest jedyną Bramą do Ojca.

Wody Jordanu weselcie siÄ™

January 10th, 2015 by xAndrzej

Najważniejszą sprawą mojego życia jest to, że jestem ochrzczony. Chrzest jest dużo ważniejszy od tego, że urodziłem się mężczyzną, że zostałem księdzem, że pełnie jakieś funkcje w Kościele i świecie. To byłoby po prostu nijakie bez łaski Chrztu! Dlaczego?
Przez Chrzest jesteśmy uczestnikami natury Boga. Staliśmy się podobni do Boga. Mamy coś z Boga! Dzięki temu mogę wołać do Niego: Abba, Ojcze! I czuć się ciągle Jego ukochanym dzieckiem.
W momencie Chrztu wybiło we mnie źródło wody życia. My się rodzimy jak nieurodzajna pustynia. Bóg pochylił się nad Jordanem i przez Chrzest otworzył mi źródło wody żywej. W Ziemi Świętej zobaczyłem to wyraźnie. Wszędzie pustynia, a po środku niej wody Jordanu – jedyne źródło życia. Bez chrztu żyjemy jak na pustyni.
Choćbyście byli nie wiem jak ważni i tak najważniejsze jest to, czy jesteście ochrzczeni. Poczujcie dziś moc Chrztu Świętego!

Rodzimy siÄ™ w masce

January 4th, 2015 by xAndrzej

Jesteś mądry czy głupi? To dla każdego z nas ważne pytanie. Przecież najczęstszą obelgą jest nazwać kogoś głupkiem. Czujemy to wewnętrznie, że człowiek głupi głupio żyje, podejmuje złe decyzje, nie umie dobrze rozróżniać i łatwo daje się wyprowadzić w pole. Nikt nie chce uchodzić za głupka. Dlatego, jak chcemy kogoś poniżyć nazywamy go głupim. Często też, aby obniżyć wartość i mądrość wiary ośmiesza się ją, a ludzi wierzących określa się jako ciemnych i zacofanych. Co jest kryterium rozróżnienia głupoty od mądrości? Czy decydują o tym jacyś inni ludzie, którzy w naszej opinii uchodzą za mądrych? Czy mądre jest tylko to, co mi się wydaje, że jest mądre? W raju jedynym kryterium mądrości był Bóg. Dlatego raj to miejsce szczęścia i harmonii. Poznanie dobra i zła było zarezerwowane dla Boga, a ludzie byli szczęśliwi, bo ufali bezgranicznie Bogu i pełnili Jego wolę. Grzech w pierwszym rzędzie dotknął naszego umysłu, naszej zdolności poznania. To nasz umysł odwrócił się od Boga i co gorsza, zgubił prawdę o świecie i o człowieku. Stąd nasze ciągłe poszukiwanie prawdy i nasze nieustanne pomyłki i rozczarowania. Skażeni grzechem rodzimy się w masce, jaką próbujemy sami nałożyć na siebie, na świat, na innych i na samego Boga. Grzech nie jest w pierwszym rzędzie tylko jakimś złem moralnym, ale infekcją umysłu, chorobą naszej „jaźni”, w której tworzymy sobie zafałszowane wizje siebie i świata.
To nie rzeczy są grzeszne i złe, ale nasz umysł. Po grzechu Adam próbował zrzucić winę na Ewę, Ewa na węża. I tak jest do dziś. Uważamy, że jesteśmy grzeszni, bo zły jest świat, ludzie, niektóre rzeczy. Jak pisał Tomasz Merton, próbujemy zrzucić winę za swoje upadki na różne przedmioty, a przecież pierwsze źródło winy jest w nas, w naszym umyśle. To nie telewizor, komputer, używki są złe, tylko nasze myślenie i nasza wola godzą się na złe używanie tych rzeczy. Dlatego św. Paweł modli się w dzisiejszym czytaniu z Listu do Efezjan o ducha mądrości i objawienia. Paweł uważa też, że prawdziwe nawrócenie człowieka zaczyna się od nawrócenia umysłu, od poszukiwania prawdziwej mądrości. W Biblii mądrość jest czymś tak ważnym i fundamentalnym, że traktowana jest wręcz osobowo, bo od prawdziwej mądrości zależy to, czy będziemy sobą, czyli prawdziwymi osobami. Biblia jest zapisem tego, jak Bóg pomaga człowiekowi odnaleźć zagubioną w raju prawdziwą mądrość. Pierwszym krokiem tego poszukiwania jest uznanie swojego grzechu. Przez grzech oszukuję siebie, tworzę jakąś egoistyczną wizję świata. Stąd muszę najpierw uznać w pokorze, że nie ja tworzę mądrość, że ona nie jest produktem mojego własnego myślenia. Moje myślenie jest egoistyczne, skłonne do fałszu. Mądrości muszę więc szukać poza sobą.
Dowodem mądrości jest stworzony świat. Tam, gdzie człowiek, nie zepsuł świata, zadziwia on swoją mądrością. Zadziwia mnie piękno przyrody, barwy kwiatów, urokliwość lasów i gór, wspaniałe pejzaże jezior i mórz. Zadziwia mnie mądrość pracowitych mrówek i ptaków, które potrafią przemierzać bezbłędnie tysiące kilometrów. Stworzony świat jest dziełem mądrości Boga i dlatego jest dobry. Człowiek wierzący jest zakochany w takim świecie. Świętość przenigdy nie może być pogardą dla tego świata, jest raczej podziwem dla niego i dostrzeżeniem w każdym stworzeniu Bożej obecności. Ale to jeszcze za mało, żeby poznać prawdziwą Mądrość. Nasz skażony umysł może zlekceważyć tę mądrość stworzenia, egoistycznie wykorzystać świat i pozmieniać na swoją modłę.
Bóg Mądrości postanowił więc dać ludziom Prawo i Proroków. Uzdrowić nasz umysł przez Boże drogowskazy kamiennych tablic Dekalogu i przez natchnionych ludzi, których On, Bóg, obdarza nadprzyrodzoną mądrością. Ludzie jednak szybko połamali tablice Bożego prawa i do dziś wielu z nich uważa, że najważniejsze jest prawo ludzkie, państwowe, a to Boże to tylko kwestia prywatnej religijność. Chory umysł znów daje o sobie znać, podpowiadając, że to ludzie a nie Bóg są kryterium między głupotą a mądrością. Na tej samej zasadzie zabija się proroków, albo zagłusza ośmieszaniem i posądzeniem o głupotę.
Kiedy nadeszła pełnia czasów, zesłał Bóg swojego Syna, zrodzonego z Niewiasty. Słowo Boga, stało się Ciałem. Żadne, najpiękniejsze stworzenie, żaden, najbardziej wykształcony i najświętszy człowiek nie może nam pomóc odnaleźć prawdziwej mądrości. Choroba naszego umysłu okazała się tak dotkliwa, że ani stworzenia, ani żadna ludzka mądrość nie uwolniły ludzkiego umysłu od egoizmu i fałszywych masek. Tym, jedynym, który może człowiekowi pomóc odnaleźć mądrość Boga jest sam Bóg. On sam, Jeden. Dlatego Ojciec posłał Syna na świat, a tym, którzy Go przyjęli dało Światłość, Mądrość i Moc.

Nic ze mnie

December 29th, 2014 by xAndrzej

Czasem tak trudno uwierzyć, że wszystko, o co chodzi w Eucharystii jest od Niego. Nic, kompletnie nic, z mocy Mszy świętej nie jest od nas. Tylko wtedy gdy sobie to uświadamiam, naprawdę odprawiam Mszę świętą. Bez tego zwyczajnie gram. Może czasem jak najzdolniejszy aktor czy poeta pięknie wypowiadam słowa, silę się na ciekawe treści, ale nie w tym jest moc. Nie jestem aktorem tylko księdzem, a Msza święta nie jest religijnym teatrem dla podgrzania emocji i zaspokojenia ludzkich gustów. Przy ołtarzu jestem tylko zwykłym narzędziem, a moją najważniejszą rolą jest oddać się całkowicie do dyspozycji Panu. Nawet księdza muszę przestać odgrywać, bo kapłaństwo to nie jest rola tylko sakrament. W dniu święceń zgodziłem się, żeby wszystko przejął Chrystus, żebym żył ja, ale już nie ja, żeby żył we mnie Bóg.
Trudno mi czasem uwierzyć, kiedy odprawiam Mszę świętą w pustej seminaryjnej kaplicy, że na ołtarzu umiera mój Bóg, że w tej śmierci jest zbawienie i moc dla całego świata. Zatrzymuję się między słowami liturgii, żeby usłyszeć w nich Boga. I choć nie ma kompletnie nikogo wyraźnie słyszę, że Boga to nie przeraża, że dalej kocha, umiera i zbawia. Choćby wszyscy przestali chodzić na Mszę świętą, Bóg dalej będzie oddawał siebie. Tak trudno uwierzyć, że w tych szybkich słowach, aż nudnych czasem i znanych na pamięć, Bóg robi cuda, o których nam się nawet nie śniło. W pustej kaplicy nie muszę się silić na piękne recytacje, nie ma muzyki i śpiewów, wykwintnej asysty i zapachu kadzidła, a jest przecież ta sama moc, ta sama wielka tajemnica wiary! Choć jestem sam, jest ze mną cały świat, cały Kościół, całe niebo! W kielichu, do którego nalewam zaledwie kilka kropel wina, powstaje Krew Jezusa, której zupełnie wystarcza, żeby obmyć miliony grzechów. W małej, białej hostii rodzi się Ciało Chrystusa, jak jedna tabletka skuteczna na wszystkie choroby świata. Żadna moc Mszy świętej nie jest ze mnie. Sztuka bycia księdzem polega chyba na tym, żeby nie dać się uwieść, że jakaś siła płynie ze mnie. Wiem, że ludzie szukają mądrych, dobrych, zdolnych kapłanów, ale jeśli się na tym koncentrują jeszcze myślą po ludzku, a nie po Bożemu. Moje kapłaństwo jest praktycznie wyłącznie ze względu na Eucharystię. Żeby zrealizować kapłaństwo mógłbym nic innego nie robić jak tylko celebrować Eucharystię. Obym tylko pamiętał, że jestem zwykłym narzędziem w rękach Pana, że to On, a nie ja błogosławi, rozdaje Siebie, składa dziękczynienie i daje się połamać.
Tak trudno uwierzyć, że to samo działanie, że ta sama zbawcza moc płynie z pokornej Mszy świętej odprawianej w zimnym kościele, w powszedni dzień, z kiepskim zaangażowaniem księdza i z kilkoma starszymi paniami w ławkach. Bóg jeden wie, ile dla nas robi przez te wszystkie zziębnięte Eucharystie, przez ekspresowe Msze święte w drodze do pracy, przez tę zwykłość, że aż szarość starszych kobiet, które jak prorokini Anna przychodzą codziennie do świątyni, wierząc, że doczekają się wreszcie spotkania z Jezusem oko w oko.
Czy rozumiesz, że nic, kompletnie nic, z mocy Mszy świętej nie jest z nas? A przecież nigdzie indziej nie ma takiej mocy, takiej życiodajnej siły jak ta płynąca z ołtarza. Bez Eucharystii po prostu nie ma życia, prawdziwego życia na ziemi i wiecznego życia w niebie.

Milczenie Nazaretu

December 28th, 2014 by xAndrzej

W pięknym tekście bł. Pawła VI o Świętej Rodzinie najbardziej zdumiewa mnie to, że papież wymienia na pierwszym miejscu milczenie w Nazarecie. Tak, jakby to był fundament wszystkiego innego. Może w odniesieniu do mnichów czy zakonników byłoby to oczywiste, ale dlaczego jest to tak istotne w życiu rodziny? Cisza w rodzinie kojarzy mi się najgorzej jak to możliwe. Ciche dni, milczenie małżonków, obrażone miny dzieci, smętne mijanie się bez słowa. To może bardziej boleć niż kłótnia. A jednak nie da się zrozumieć Świętej Rodziny bez milczenia. Tyle, że w Nazarecie nie oznacza ono zamkniętych ust, ale postawę ducha. Jakąś walkę o skupienie się na sobie i nie wpuszczanie w progi domu zamętu świata, zgiełku i rozproszenia się na milion zewnętrznych spraw. Pewnie nie jest to dziś łatwe dlatego jest walką, żeby faktycznie rodzinę postawić na pierwszym miejscu. Żadna praca, żadne pieniądze i rzeczy, żaden dobrobyt nie może być ważniejszy niż obecność z rodziną.
Milczenie Nazaretu to także sztuka wsłuchania się w głos Boga. Bez milczenia to niemożliwe, nawet wtedy, gdy tak intensywnie rozmawiamy z Bogiem, że nie pozwalamy Mu dojść do słowa. Jak wiele rodzin dałoby się uratować, gdyby bardziej słuchały Boga niż siebie!
Nie wierzę też w to, że w rodzinie wszystko trzeba omówić, przegadać, że wszystko musi być jasne i w dialogu, że nie ma w niej żadnego miejsca na przemilczenia. Wierzę, że są czasem takie chwile, w których milczenie wyjaśniłoby więcej niż gadanie, że cisza dałaby lepsze owoce niż niekończące się dyskusje i walka na racje.
Siedzi mi w sercu rozmowa z młodziutką dziewczyną. Zupełnie nie pytana zaczęła mi się tłumaczyć, że nigdy w życiu nie zostanie zakonnicą, bo nie wytrzymałaby ciszy. Zacząłem ją pocieszać, że to nie taki wielki problem, bo przecież mało dziewczyn powołuje Pan Bóg do zakonu, może być przecież dobrą żoną i matką, założyć piękną rodzinę. „Co? Rodzinę? – odpaliła mi natychmiast – Chyba ksiądz nie wie, ile kosztują dzieci, ile wysiłku wymaga prowadzenie domu. Nie myślę o rodzinie, bo chcę jeździć po świecie, zwiedzać ciekawe miejsca, prowadzić aktywne życie”. Wiem, że jej pewnie szybko przejdzie taka wizja świata, ale znów uderzyła mnie ta zbieżność niechęci do milczenia i niechęci do rodziny. Widocznie tak jest naprawdę, że życie rodzinne wymaga jakiegoś wewnętrznego pokoju, stabilizacji, ciszy. Milczenie Nazaretu to warunek wstępny świętego małżeństwa i rodziny.

A jak jest z moją kapłańską ciszą, bo pewnie i moje milczenie jest warunkiem wstępnym mojej zdolności do budowania wspólnoty ludzi z Bogiem? Hałas, który robię wokół siebie koncentruje ludzi co najwyżej na mnie, a nie na Panu Bogu. Milczenie Nazaretu to ważny przymiot kapłańskiego serca, w którym nie powinno być miejsca na zgiełk i zamęt świata. Muszę się więc wytrwale uczyć ciszy, bo szczególnie w kapłańskim życiu staje się ona czymś co robi miejsce Słowu Pana. Byłbym bardziej nosicielem pokoju Chrystusa, gdybym dużo mniej gadał, krytykował, oceniał a znacznie więcej się modlił i milczał.

« Previous Entries Next Entries »