Go to content Go to navigation Go to search

Bogu niech będą dzięki!

December 31st, 2013 by xAndrzej

Zastanowiłem się przez chwilę, co robią na sylwestra święci w niebie? Przecież są już w wieczności i nie muszą żegnać starego ani witać nowego roku. Ich kategorie czasu są zupełnie inne niż nasze. Radość świętych w niebie nie ma końca, nie jest podyktowana chęcią zapomnienia o trudach codzienności czy zapicia i przetańczenia ziemskich smutków. Jakąś intuicją niebiańskiej radości jest chyba sposób w jaki kończymy każdy rok. Pragniemy się bawić i radować i w tym duchu witać nowy etap czasu. Nawet jeśli ta radość jest chęcią oderwania się od tego, co już stare i nadzieją na coś zupełnie nowego, to jest w tym doświadczeniu jakaś prawda o naszym powołaniu do świętości. Lubię ten wieczór, nawet teraz, kiedy nie chodzę już na wielkie bale, a większość czasu tej nocy spędzę na modlitwie. To jest dla mnie wieczór dziękczynienia. Z perspektywy całego roku widać bowiem dobrze, jak Bóg pisze prosto po krzywych liniach. Jakoś dziwnie bardziej chce mi się dziękować za rzeczy trudne, za chwile bezradności i braku sukcesów. Może dlatego, że nie ma nic nadzwyczajnego w dziękowaniu za powodzenia i spełnione oczekiwania, a jest jakaś radość w odkryciu tego, że Bóg nawet ze słabości wyprowadza moc. Naprawdę tak jest, że największe osiągnięcia naszego życia, są zwykle wtedy, kiedy posłuchaliśmy Boga i spełniliśmy Jego wolę. Dziękuję więc Bogu, za te wszystkie momenty minionego roku, w których pozwoliłem Mu działać w moim życiu. Jeszcze bardziej jestem Mu wdzięczny za ludzi, poprzez których przychodził do mnie. Bogu niech będą dzięki!

Rodzina księdza

December 29th, 2013 by xAndrzej

Swoim uczniom Jezus daje wyraźną obietnicę, że jeśli zostawią swoich ojców, matki, braci i siostry, otrzymają w zamian dużo więcej. Nie jest to pewnie wezwanie do porzucenia najbliższych, do zerwania z nimi kontaktów, ale zachęta do poszerzenia swojej ziemskiej rodziny o nowych braci i siostry. Praktyka celibatu nie wynika z tego, że rodzina byłaby jakimś zagrożeniem w misji księdza. Ksiądz nigdy nie może być arodzinny, obojętny i zdystansowany do ludzi.
Nasz ksiądz biskup Antoni często mówi do ministrantów, że odkrywając życiowe powołanie mają wybierać między małżeństwem z teściową i bez niej. Kapłaństwo jest jakąś formą małżeństwa, a więc też wejścia w więzi możliwie najbliższe z ludźmi. Ksiądz żeni się z Kościołem, a więc ze wspólnotą ludzi zgromadzonych w imię Chrystusa. Po święceniach kapłańskich nie zacząłem żyć gdzieś poza rodziną, ale w samym środku rodziny Chrystusa- Kościoła. Ta moja nowa, kapłańska rodzina urzeczywistnia się w konkretnej wspólnocie ludzi, pośród której posługujemy. Choć całym sercem tkwię w mojej ziemskiej rodzinie, pamiętam o rodzicach i najbliższych, to kiedy poszedłem za Jezusem i stałem się kapłanem, opuściłem rodzinny dom, a Bóg wprowadził mnie w doświadczenie nowych domów i nowych rodzin.
PierwszÄ… rodzinÄ… w moim kapÅ‚aÅ„skim życiorysie byÅ‚a parafia. Choć od mojego wikariatu minęło już 20 lat to ciÄ…gle mówiÄ™, że byÅ‚a to “moja pierwsza miÅ‚ość”. Doskonale pamiÄ™tam dzieci i ministrantów, pierwsze wyjazdy w góry i wycieczki na rowerach, dialogowane kazania do najmÅ‚odszych i spotkania w krÄ™gach rodzin. PamiÄ™tam doskonale ogniste rozmowy z mÅ‚odymi o Panu Bogu, zapach domów, do których wchodziÅ‚em po kolÄ™dzie i Å‚zy w oczach razem z tymi, którzy żegnali najbliższych. Parafia jest cudownym miejscem rodzinnych wiÄ™zi ksiÄ™dza z ludźmi. Nie mogÄ™ czasem zrozumieć ksiÄ™dza, który parafiÄ™ traktuje tylko jak miejsce pracy, który nie potrafi pokochać swoich parafian takimi, jakimi sÄ….
Największe, rodzinne więzy pozwolił mi Bóg zbudować w parafii dla studentów. W żadnym małżeństwie nie miałbym tylu wspaniałych córek i synów, a dziś również duchowych wnuków i wnuczek. Duszpasterstwo akademickie dla wielu młodych stawało się domem, w którym nie tylko się poznawali, ale w którym rodziły się prawdziwe miłości, tworzyły się małżeństwa i rodziny. Kim był w tym wszystkim kapłan? Często po prostu ojcem, do którego szło się po radę, który musiał wysłuchać cierpliwie poważnych zwierzeń, doradzić, a często przeprowadzić mądrze przez czas wielkiej burzy między dzieciństwem a dorosłością. Dziś wiele z tych małżeństw to po prostu kawałek mojej najbliższej rodziny, za których się modlę i o których często myślę, ciesząc się z sukcesów i zamartwiając się, gdy mają problemy. Kiedyś ktoś mówi, że księża nic nie rozumieją z życia rodzinnego, to myślę sobie, że ci ludzie, chyba kompletnie nie wiedzą czym jest kapłaństwo. My, księża, nie żyjemy przecież w obcym świecie, a służąc tak wielu rodzinom, wchodzimy w bardzo wiele ich problemów i doświadczeń.
MojÄ… aktualnÄ… rodzinÄ… jest seminarium. Nie lubiÄ™ mówić o sobie, że jestem tu przeÅ‚ożonym, choć pewnie i sÅ‚owo ojciec, nie do koÅ„ca definiuje mojÄ… obecnÄ… rolÄ™. MogÄ™ jednak Å›miaÅ‚o powiedzieć, że caÅ‚a to wspólnota to moja kolejna kapÅ‚aÅ„ska rodzina. Każda moja modlitwa, każda Msza Å›wiÄ™ta, wiele moich myÅ›li i trosk, sporo pokuty i umartwienia skierowanych jest na kleryków. Znam ich doskonale po imieniu i z dumÄ… patrzÄ™, jak dorastajÄ… do kapÅ‚aÅ„stwa, jak przezwyciężajÄ… siebie, swój egoizm i swoje sÅ‚aboÅ›ci, żeby dorosnąć do tej wielkiej sÅ‚użby. Czasem nie Å›piÄ™ w nocy, kiedy wiem, że marnujÄ… powoÅ‚anie i gubiÄ… ideaÅ‚y i idÄ… na Å‚atwiznÄ™. Jest w tym coÅ› z ojcostwa. W każdym razie każdy z nich jest moim duchowym synem, nawet wtedy gdy sÅ‚abo siÄ™ realizujÄ™ w roli ojca. ÅšwiÄ™ty PaweÅ‚ nie baÅ‚ siÄ™ mówić o swoich uczniach, że “rodzi ich w bólach”. Seminarium to również Å›wietne miejsce do realizowania swojego ojcostwa. Kiedy ma siÄ™ ponad stu bardzo różnych synów, czÅ‚owiek uczy siÄ™ i wzrasta ku peÅ‚ni ojcostwa. Czy wiÄ™c można ksiÄ™dza podejrzewać, że kompletnie nie wie, co to znaczy być ojcem?
W dniu Świętej Rodziny z Nazaretu wyraźnie sobie uświadomiłem, że żaden ksiądz nie żyje poza rodziną i bez rodziny. Jeśli tylko prawdziwie i z miłością spełniamy swoje kapłańskie powołanie, Bóg spełnia swoją obietnicę, obok naszych rodzonych ojców, matek, braci i sióstr daje nam stokroć większą rodzinę, o wiele więcej tych, dla których my jesteśmy ojcami, a oni są naszymi braćmi i siostrami.

Ten, którego Jezus kochał

December 27th, 2013 by xAndrzej

Å»adne ludzkie zabiegi nie majÄ… takiej mocy, żeby na trwaÅ‚e uczynić z nas prawdziwych Å›wiadków Ewangelii. Nic ziemskiego nie jest w stanie uczynić nas caÅ‚kowicie czystymi, oderwanymi od miÅ‚oÅ›ci wÅ‚asnej i upodobania w rzeczach tego Å›wiata. Każdy, nawet najsilniejszy impuls z zewnÄ…trz może nas co najwyżej zmusić na jakiÅ› czas do dopasowania siÄ™ do wymagaÅ„ Ewangelii, ale bÄ™dzie to zawsze, albo ze strachu, albo dla nagrody. CzujÄ™ coraz bardziej, że nigdy nie zdobÄ™dÄ™ siÄ™ na prawdziwe ubóstwo, jeÅ›li tylko bÄ™dzie ono wynikać z moich wÅ‚asnych postanowieÅ„ i chÄ™ci. CzujÄ™, że nawet najwiÄ™ksza moja ambicja na Å›wiÄ™tość bÄ™dzie tylko odgrywaniem roli Å›wiÄ™tego, mniej lub bardziej udanym aktorstwem, zewnÄ™trznÄ… maskÄ…, którÄ… bÄ™dÄ™ zdejmowaÅ‚ w chwilach samotnoÅ›ci i zmÄ™czenia. JakaÅ› siÅ‚a musi narodzić siÄ™ we mnie i musi to być siÅ‚a miÅ‚oÅ›ci. Andrzej, Piotr i Jan spotkali takÄ… MiÅ‚ość i Ona ich uzdolniÅ‚a do natychmiastowego zostawienia wszystkiego. JeÅ›li zazdrość może być zdrowa, to zazdroÅ›ciÅ‚em dziÅ› Å›w. Janowi, że mógÅ‚ napisać o sobie, że jest uczniem, “którego Jezus kochaÅ‚”. Janowi nie brakuje pokory. Kiedy pisze o dwóch uczniach, którzy pierwsi pobiegli do grobu, wymienia imiÄ™ Piotra i w pokorze nie podaje swojego imienia. Nie chce pewnie nazywać siÄ™ “pierwszym”, woli bardziej nazywać siÄ™ “kochanym”, bo pierwszeÅ„stwo to już jest jakaÅ› zewnÄ™trzna rola do odegrania, a miÅ‚ość to siÅ‚a od wewnÄ…trz, dla której nie majÄ… znaczenia kolejnoÅ›ci - pierwszy czy ostatni. Wielcy ludzie Biblii każde swoje zadanie zaczynajÄ… od wycofania siÄ™ na pustyniÄ™, od wejÅ›cia do namiotu spotkania z Panem, żeby najpierw doÅ›wiadczyć Jego MiÅ‚oÅ›ci. Nic nie można zrobić autentycznego dla Boga jeÅ›li czÅ‚owiek nie poczuje, że jest przez Boga kochany. To miÅ‚ość Chrystusa “przynagla nas”. Każde inne przynaglenie jest niebezpieczne i zawsze kryje siÄ™ pod nim naszej “ja”. JeÅ›li nie przynagla nas miÅ‚ość Chrystusa to najwiÄ™ksze nawet dzieÅ‚a dla Boga sÄ… bez Boga. Nie modlÄ™ siÄ™ wiÄ™c o czystość dla siebie, żeby ona czasem nie byÅ‚a tylko mojÄ… czystoÅ›ciÄ…. Nie modlÄ™ siÄ™ o ducha ubóstwa, żebym nie chciaÅ‚ być ubogim ze wzglÄ™du na siebie. Nie modlÄ™ siÄ™ o gorliwość i zaangażowanie w gÅ‚oszeniu Ewangelii, żebym sobie czasem nie przypisaÅ‚ zasÅ‚ug i nie liczyÅ‚ ludzi, których sam nawróciÅ‚em i pomysłów, które wymyÅ›liÅ‚em. ModlÄ™ siÄ™ za to każdego dnia o miÅ‚ość Chrystusa, żebym mógÅ‚ stanąć w prawdzie i odkryć to, że jestem uczniem, którego Jezus kocha. Tylko wtedy moja czystość nie bÄ™dzie moja, moje ubóstwo nie bÄ™dzie moje, a moja gorliwość nie bÄ™dzie ze wzglÄ™du na mnie. Jezus nie uczyniÅ‚ żadnego cudu dla siebie, zawsze robiÅ‚ to dla drugich. We wszystkim jednak szukaÅ‚ woli Ojca, bo to miÅ‚ość Ojca do Syna przynagliÅ‚a Go, żeby samego siebie zÅ‚ożyć w ofierze Ojcu.
Modliłem się dziś do św. Jana, żeby podzielił się ze mną miłością Chrystusa. Nie mam wątpliwości, że chętnie się na to zgodzi, bo miłość Boga jest nieograniczona i, co najważniejsze, rozlana jest w sercach naszych.

Radość wiary

December 27th, 2013 by xAndrzej

Zwykle w dzień św. Szczepana przypada na mnie kolej, żeby mówić kazanie. Chyba każdemu, kto prawdziwie wszedł w klimat Bożego Narodzenia, męczeńska śmierć Szczepana burzy trochę nastrój. Jeszcze wczoraj z rozkoszą przyjmowaliśmy anielskie wezwanie do radości, a w drugi dzień świąt widzimy kamienie rzucane w młodego człowieka, który, jak Jezus - nic złego nie zrobił. Znam dobrze ten zamysł Kościoła, znam kilka starożytnych tekstów o sensie tej świątecznej kolejności, ale po ludzku chciałoby się, żeby nic nie zburzyło radości z Bożego narodzenia. Bóg jest jednak do bólu szczery. W niczym nie jest podobny do dzisiejszych twórców reklamy, którzy muszą za wszelką cenę ukrywać każdą niedogodność swojego produktu. Obietnice Boże dotyczą czegoś dużo ważniejszego niż doczesność. Bóg nie narodził się po to, żeby nam podać receptę na udane ziemskie życie, ale żeby umrzeć dla tego życia i narodzić się do wieczności. Toteż w Boże Narodzenie musi być, jakby jednym tchem, mowa o narodzinach na ziemi i narodzinach dla nieba. Zatrzymanie się tylko na ziemskich urodzinach byłoby zakłamaniem sensu misji Jezusa.
RozumiejÄ…c to wszystko mówiÅ‚em dziÅ› kazanie o radoÅ›ci. W Å›mierci Szczepana jest bowiem jakaÅ› wielka, ukryta radość. Kamienowany nie przestaje siÄ™ modlić, a jego modlitwa jest wielkim uwielbieniem Pana i serdecznym przebaczeniem dla oprawców. W jego wewnÄ™trznej wolnoÅ›ci bije radość. Nikt i nic nie jest w stanie ukraść Szczepanowi pewnoÅ›ci sensu obranej drogi. Å»adne ziemskie okolicznoÅ›ci, żadne najtwardsze nawet kamienie nie sÄ… w stanie przebić jego serca, które oddaÅ‚ w caÅ‚oÅ›ci Bogu. GÅ‚Ä™boka perspektywa nieba jest dla niego nieporównywalnie ważniejsza niż najwiÄ™ksze zaszczyty i przyjemnoÅ›ci tej ziemi. To jest wielka tajemnica wiary. Ona zawiera siÄ™ przecież także w tajemnicy Bożego Narodzenia. OkolicznoÅ›ci narodzenia Jezusa sÄ… przecież również po ludzku bardzo mizerne. PróbowaÅ‚em, jak każe papież Franciszek, uciec trochÄ™ od sentymentalizmu tych Å›wiÄ…t. Na medytacji rozmyÅ›laÅ‚em o sytuacji Maryi i Józefa. Te dziewięć miesiÄ™cy, Å‚Ä…cznie z finaÅ‚em w Betlejem, to wielka próba wiary. Z Nazaretu do Betlejem jest okoÅ‚o 150 kilometrów. To wiÄ™cej niż z CzÄ™stochowy do Krakowa. Trzeba byÅ‚o to pokonać pieszo. Aż trudno sobie wyobrazić kobietÄ™ w dziewiÄ…tym miesiÄ…cu ciąży wÄ™drujÄ…cÄ… taki szmat drogi. Do tego wszystkiego nie byÅ‚o dla nich miejsca w gospodzie, żadnego, choćby kawaÅ‚ka łóżka dla majÄ…cej za chwilÄ™ rodzić kobiety! Bóg rodzi siÄ™ w skalnej grocie przeznaczonej dla bydÅ‚a. W takich okolicznoÅ›ciach, trochÄ™ jak kpina niebios mogÅ‚yby siÄ™ wydać sÅ‚owa anioÅ‚a: “Oto zwiastujÄ™ wam radość wielkÄ…!”. A jednak byÅ‚o radoÅ›nie! I ta radość udzieliÅ‚a siÄ™ najpierw ludziom najbiedniejszym i najprostszym. Im Å‚atwiej byÅ‚o zrozumieć radość, której źródÅ‚em nie sÄ… pieniÄ…dze, zaszczyty, tytuÅ‚y, ważnoÅ›ci, uciechy i prezenty.
Czasem jak odruch obronny może się wydawać uwielbienie i radość męczenników rzucanych na areny tuż przed rozwścieczone dzikie zwierzęta. Człowiek ze swej natury powinien zadrżeć i zakrzyczeć na widok niebezpieczeństwa. Szczepan ze zwykłej sprawiedliwości powinien podzielić gniew i zazdrość swoich oprawców. To byłoby takie naturalne. Bóg jednak daje człowiekowi siłę przekroczyć skażoną naturę i zachować się tak, jakby się było w raju, jeszcze przed grzechem. Wiara jest więc największym źródłem radości. Po co więc zabijać się i walczyć o radość z tego świat skoro w wierze, można się radować nawet będąc zabijanym.

Na czym stoi mój dom?

December 5th, 2013 by xAndrzej

Zaczęło mocno wiać. WedÅ‚ug prognoz czeka nas porzÄ…dny huragan. Kiedy mieliÅ›my dziÅ› poranne rozmyÅ›lanie, za oknami kaplicy daÅ‚o siÄ™ sÅ‚yszeć spore uderzenie wiatru. A ewangelia do rozmyÅ›lania byÅ‚a dziÅ› o domu zbudowanym na skale. Choć przyszedÅ‚ potop, deszcz i wichura dom nie zostaÅ‚ uszkodzony, bo staÅ‚ na porzÄ…dnym fundamencie. W takiej atmosferze Å‚atwo wiÄ™c byÅ‚o wejść w medytacjÄ™. Za oknem szalejÄ…cy wiatr, a my mamy sobie wyobrazić dom uderzany silnym podmuchem wichury. Ostoi siÄ™ czy nie?- to wszystko zależy na czym jest zbudowany. Tak jest w Å›wiecie materii, ale podobnie dzieje siÄ™ z nami, z naszym życiem. Nie unikniemy trudnych sytuacji, chwil, kiedy wszystko siÄ™ wali, kiedy uderzajÄ… na nas olbrzymie ciosy doÅ›wiadczeÅ„ i podÅ‚ych okolicznoÅ›ci. Wtedy wszystko zależy od tego na czym budujemy. SÅ‚abość duchowa i psychiczna wielu ludzi jest winÄ… fatalnych fundamentów, na których ustawili życie. Rozpad rodzinnej wspólnoty też czÄ™sto zależy od tego, na co ci małżonkowie tak naprawdÄ™ postawili w swoim życiu. PrzypomniaÅ‚em sobie przykÅ‚ad z kazania O. Piotra Rostworowskiego, kameduÅ‚y. KiedyÅ› opowiadaÅ‚ o swojej wizycie u wybitnego lekarza, który umieraÅ‚ na raka. Kiedy lekarz zobaczyÅ‚ zakonnika rozpÅ‚akaÅ‚ siÄ™ jak maÅ‚e dziecko i z wielkim bólem woÅ‚aÅ‚: “To nie tak miaÅ‚o być!” Na te sÅ‚owa rozpaczy ojciec Piotr postawiÅ‚ mu pytanie: “A na co ty postawiÅ‚eÅ› w życiu? Na co ty liczyÅ‚eÅ›?” Kiedy dziÅ› wiaÅ‚o za oknem w kaplicy, a ja myÅ›laÅ‚em nad domem zbudowanym na skale, stawiaÅ‚em sobie podobne pytanie: “Na co ja stawiam w życiu? Na co ja liczÄ™?” Wiem, że przy dobrej, sÅ‚onecznej i spokojnej pogodzie Å‚atwo jest powiedzieć, że stawiam na Boga. Ale jakÄ… mam pewność, czy mój dom, moja wiara, moja miÅ‚ość do Boga nie okażą siÄ™ za sÅ‚abe w chwilach wielkiej próby? Wielu moich braci kapÅ‚anów staje wobec takiego potopu i wichury. NiesÅ‚usznie szkalowani, osÄ…dzani z góry przez obcych i swoich, wyÅ›miewani lub po prostu odrzuceni i potwornie samotni. Nie potÄ™piam ich kiedy siÄ™ zaÅ‚amujÄ… i czasem nawet odchodzÄ… gdzieÅ› na bok. ModlÄ™ siÄ™ za nich, żeby fundamenty ich kapÅ‚aÅ„skiego domu wytrzymaÅ‚y tÄ™ wichurÄ™, a Å›ciany, nawet mocno uszkodzone, żeby udaÅ‚o siÄ™ na nowo odbudować.

Pytanie z porannego rozmyślania brzmiało mi w uszach i sercu przez cały dzień. Może dlatego, że i wiatr wieje coraz mocniej? Od czasu do czasu zerkałem na przedmioty w moim domu myśląc, czego mi byłoby szkoda, gdyby wtargnął do środka wiatr i zaczął wywiewać z mojego mieszkania wszystko, co napotka na swojej drodze? Czy żal by mi było paru groszy uskładanych na przyszłość? Czy martwiłbym się gdyby zwiało mi z półek wszystkie, najcenniejsze książki i kilka obrazów ze ścian? Zaśmiałem się lekko na myśl, jak wichura wywiewa mi z szafy mój kanonicki mucet i prałacką sutannę. Czy byłoby mi żal tych czerwonych ozdóbek, które są czasem tak ważne dla księży? A może chroniłbym przed wiatrem zdobyte dyplomy, tytuły i mój niewielki dorobek naukowy? Pomyśleliście kiedyś o tym, czego byście bronili, jeśli huragan wtargnąłby do waszego domu?

Dzisiejszy dzień zakończyliśmy godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. Wiało za oknem jeszcze silniej niż rano, ale dopiero po adoracji zauważyłem, że ani razu, przez całą tę godzinę, nie pomyślałem o sobie, o swoim domu, o zagrożeniu, nie miałem w sobie żadnego lęku, że może się za chwilę wydarzyć jakaś globalna katastrofa. Patrzyłem na Jezusa, modliłem się razem ze wszystkimi i miałem w sercu olbrzymi pokój. Wiatr wiał coraz silniej, a Jezus w Najświętszym Sakramencie nic sobie z tego nie robił - dalej cichutko i pokornie po prostu był z nami, świecąc w naszą stronę swoim subtelnym blaskiem. Zamiast słuchać wiatru zacząłem patrzeć na Jezusa, i w Nim, jeszcze więcej ufać Bogu. To chyba najlepsza odpowiedź na pytanie o to, na czym postawić swój dom?

Bóg przychodzi z zewnątrz

December 4th, 2013 by xAndrzej

Choć Bóg mieszka we mnie nie jest mnÄ…. Choć miÅ‚ość Boża rozlana jest we wnÄ™trzu mojego serca to nie jest ona mojÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ… ani moim uczuciem, ale darem od Boga. Ja nie “rodzÄ™” w sobie Boga, co najwyżej to On chce “narodzić” siÄ™ we mnie. JeÅ›li Boże rzeczy zakryte sÄ… przed mÄ…drymi i roztropnymi a dostÄ™pne sÄ… prostaczkom to tylko dlatego, że mÄ™drzec sam coÅ› najpierw wymyÅ›la, a prosty czÅ‚owiek otwarty jest na to co przychodzi z zewnÄ…trz. Jest różnica miÄ™dzy myÅ›leniem a wiarÄ…. MyÅ›l rodzi siÄ™ najpierw we mnie a potem ubieram jÄ… w sÅ‚owa. Wiara to najpierw sÅ‚owo, które Bóg kieruje do mnie i które przychodzi z zewnÄ…trz i dopiero wtedy staje siÄ™ przedmiotem mojego myÅ›lenia. Zawsze siÄ™ bojÄ™, żeby nie wymyÅ›lać Boga, żeby nie skupić siÄ™ tak mocno na swoim wewnÄ™trznym Å›wiecie, że Bóg przejdzie obok mnie, a ja Go nie zauważę. TrochÄ™ tak jak zamyÅ›lony czÅ‚owiek, który idzie ulicÄ…. MyÅ›li o ideach a nie widzi ludzi. Może siÄ™ wiÄ™c zdarzyć, że bÄ™dÄ™ myÅ›laÅ‚ o Bogu i nie zauważę Boga. Jak kapÅ‚an, który tak siÄ™ spieszyÅ‚ do Å›wiÄ…tyni, myÅ›laÅ‚ może intensywnie o piÄ™knie liturgii, komponowaÅ‚ strukturÄ™ swojego nauczania i byÅ‚ dumny z ofiary, którÄ… zaraz zÅ‚oży na oÅ‚tarzu, że nawet nie zauważyÅ‚ leżącego przy drodze poranionego czÅ‚owieka.
Jeśli w adwencie mam się uczyć gotowości na przyjście Pana, to znaczy, że mam wyglądać Go gdzieś na zewnątrz. Ktoś, kto dopiero ma przyjść nie jest jeszcze obecny w środku mojego domu. On przychodzi z zewnątrz. Przychodzi w drugim człowieku i w wydarzeniach, przychodzi w okolicznościach i najmniej spodziewanych sytuacjach.
Jak żebrak, który czasem staje na mojej drodze. Kompletnie nie pasuje do obmyślonego scenariusza zajęć, wręcz mi przeszkadza zrealizować moje plany. Najczęściej więc szybko go mijam zanurzony w myślach o tym, jak i gdzie znaleźć Boga. A przecież Bóg jest w tym żebraku. Gdybym tylko się zatrzymał, zostawił swoje osobiste wyobrażenia o sposobach przychodzenia Pana i po prostu spojrzał temu biedakowi w oczy - spotkałbym Pana. Tak jest z każdym napotkanym człowiekiem.
Bóg tyle razy staje obok mnie, a ja Go mijam, skupiony bardziej na swoich wewnętrznych myślach i odczuciach niż na otwarciu się na przychodzącego Pana.

Bliskość Pana

December 2nd, 2013 by xAndrzej

Pan jest blisko! Dosłownie tak jest! W naszym seminarium jest kilka kaplic z Najświętszym Sakramentem. Żywy Bóg czeka w nich na spotkanie z nami. Żyję pod jednym dachem z Panem Bogiem i śmiało mogę powiedzieć, że Pan jest blisko. Całe więc działanie jest po mojej stronie. To ode mnie zależy czy pójdę do Niego, czy znajdę czas i ochotę, żeby być blisko Boga. Odprawiałem dziś Mszę świętą w ogrzewalni dla bezdomnych. W niewielkim pomieszczeniu, które służy tym ludziom do spania, jedzenia, odpoczywania, do wszystkiego - nagle pośrodku stanął ołtarz, a w trakcie Mszy świętej przyszedł do nich Pan. Bóg jest konkretny. Jak mówi, że przyjdzie to przychodzi. Gotów jest iść do człowieka na najgłębsze peryferie. Nie do końca jest więc prawdą, że Bóg jest daleki. Chodzimy ulicami i często mijamy kilka kościołów z żywą obecnością Pana. W samej Częstochowie jest ponad pięćdziesiąt kościołów, kilka kaplic z całodziennym wystawieniem, a jedna z wystawionym Jezusem 24 godziny na dobę. Nawet jeśli ktoś ma do kościoła kilka kilometrów, to nie są to odległości nie do pokonania. Również ludzie chorzy, choć na pewno z wieloma ograniczeniami, przy większej determinacji są w stanie zapewnić sobie dość częste przyjście Pana w komunii świętej. W każdej minucie dnia, gdzieś na świecie odprawiana jest Msza święta. Jeszcze lepiej jest z obecnością Boga w Jego Słowie. Nie ma dziś żadnych problemów z dostępnością do Biblii. Pan więc przychodzi z różnych stron i pod różnymi postaciami. Chodzi rzeczywiście tylko i wyłącznie o naszą gotowość na przyjście Pana, o otwartość naszych serc i umysłów. Kiedy dziś rano zacząłem modlić się wezwaniem Maranatha! - Przyjdź, Panie Jezu! - natychmiast odkryłem, jak On jest blisko i tak naprawdę moje oddalenie od Niego jest tylko i wyłącznie moją winą, moim zaniedbaniem, moim wyborem czegoś lub kogoś innego. Jak przyjdzie Pan, w tym ostatecznym swoim przyjściu na końcu moich dni, zobaczę chyba jeszcze wyraźniej, jak blisko był Pan i jak często to ja sam się wymawiałem i usprawiedliwiałem z nieobecności przy Nim.

Czas Wcielenia

December 1st, 2013 by xAndrzej

Zaczęliśmy adwent. W kościele mamy już świecę roratnią i wieniec adwentowy. Znowu zaczęliśmy wołać do Boga tak, jak powinniśmy to robić przez cały rok - Maranatha! Przyjdź, Panie Jezu! Uświadomiłem sobie dzisiaj, że to nie wystarczy powiedzieć, że adwent to czas przygotowania do Bożego Narodzenia. Nie o pobożne przeżycie świąt tu chodzi, ani nawet nie o powtórkę wydarzeń z Betlejem. Zaczął się czas wcielenia. Kolejny okres uświadamiania sobie, że Bóg pragnie się wcielić w nasze życie, w nasze słowa, relacje, decyzje. Bo On już się narodził, już Jest, codziennie do nas przychodzi - ale my, chyba za mało, a niekiedy w ogóle, nie wcielamy Go w życie. Wcielenie to tajemnica Boga, który wchodzi w konkrety naszej historii życia, przenika wszystkie jego warstwy zaczynając od naszego ciała. Mam ciągle przed sobą niespełnione do końca zadanie ucieleśnienia w sobie Boga, tak Go naśladować, żeby moje życie było Jego życiem, żeby drogi po których chodzę, były drogami Pana.
Jest czasem otchłań między Ewangelią a stylem naszego życia, mimo, że w nią wierzymy, kontemplujemy ją i uznajemy za najważniejszy i jedyny program dla nas. Adwent to czas radykalniejszego wcielenia Słowa Bożego, żeby to Słowo naprawdę stało się ciałem.
Zbudowaliśmy ogromny dystans między teorią a praktyką ewangelicznego życia. Piszemy mnóstwo komentarzy i własnych interpretacji do Ewangelii, głosimy kazania siląc się w nich, żeby pokazać naszą ludzką mądrość na temat Pana Boga, publikujemy sterty nowych dekretów i rozporządzeń - a Słowo wciąż czeka na to, żeby stać się ciałem. Tak rozumiem Izajasza, który prorokuje, że Bóg chce od nas, abyśmy zasypali doły i wyrównali góry, które stworzyliśmy sobie między słowem a ciałem, między pobożnym mówieniem i życiem, między wzniosłymi deklaracjami a czynną miłością. Może to dobrze, że adwentowe rekolekcje są krótsze i skromniejsze, żeby znowu nie przegadać Boga?
Boże Narodzenie to wcielenie Boga, czas w którym Syn Boży wszedł w ludzką naturę i historię. Przygotować się do tego czasu można tylko poprzez zmianę życia.
Najpierw trzeba się obudzić i zobaczyć, że świat jak złodziej kradnie nam Boga, że świat fałszuje nam prawdziwe kierunki drogi i robi wszystko, żebyśmy tylko nie szli ścieżkami Pana. Tak, muszę się szybko obudzić, żeby wyraźnie zobaczyć, że wiele dróg po których idę, nie są drogami Boga. Obietnice świata, jego styl i moda, jego poprawność i bogactwa są po to, żeby uśpić mnie na przejście Pana. Przecież Jezus wciąż przechodzi, Pan jest wciąż blisko, a mnie usypia świat i tak angażuje, że tracę z pola widzenia samego Boga.
Pora więc odwrócić porządek i zacząć tak się umniejszać w tym co światowe, żeby mógł zacząć żyć we mnie Bóg. Kiedy wypełnia mnie bez reszty duch tego świata, nie ma miejsca na ducha Jezusa. Nasze ciało jest ograniczone i nie pomieści wszystkiego, żeby więc wcielić Boga, trzeba najpierw dużo z siebie powyrzucać.
Zaczął się adwent. W tym roku nie chcę go spędzić na myśleniu o świętach Bożego Narodzenia, ale mocno pragnę, aby był to czas wcielenia, żeby wreszcie cała ta wiedza o Bogu, wszystkie te moje wzruszenia i modlitewne doznania, wielkie pobożne pragnienia i całe to moje gadanie o Jezusie i Jego Ewangelii o wiele bardziej niż dotąd stało się życiem. Maranatha! Przyjdź, Panie Jezu!