Go to content Go to navigation Go to search

Dwie radości

July 31st, 2012 by xAndrzej

ÅšwiÄ™ty Ignacy dzisiaj walczyÅ‚ o nas u Pana Boga. MyÅ›lÄ™, że nie przestaÅ‚ być rycerzem, zmieniÅ‚ tylko zupeÅ‚nie sens i technikÄ™ walki. Tak jak kiedyÅ› walczyÅ‚ na ziemi o chwaÅ‚Ä™ Boga, tak pewnie teraz walczy w niebie, żebyÅ›my nie stracili wiary i mieli odwagÄ™ Å›wiadczyć o Jezusie i Jego KoÅ›ciele. KoÅ›ciół natomiast w dzieÅ„ liturgicznego wspomnienia Å›w. Ignacego przypomina nam jego duchowe rozeznawanie radoÅ›ci. ZbolaÅ‚y i unieruchomiony mÅ‚ody Ignacy zostaÅ‚ przez Opatrzność Bożą trochÄ™ zmuszony do refleksji nad sobÄ…. Choroba czasem jest dla nas prowokacjÄ… Boga, żebyÅ›my siÄ™ wreszcie zatrzymali i porzÄ…dnie pomyÅ›leli, co tak naprawdÄ™ jest sensowne w życiu. Ignacy chciaÅ‚, jak każdy zdrowy czÅ‚owiek, żyć w radoÅ›ci, ale takiej prawdziwej i gÅ‚Ä™bokiej, a nie udawanej i na chwilÄ™. CzytajÄ…c na przemian awanturnicze książki o rycerzach i pobożne teksty o Jezusie i Å›wiÄ™tych odczuÅ‚ jakieÅ› dwa rodzaje radoÅ›ci. Wyobrażam sobie jak go wciÄ…gaÅ‚y przygody zawadiackich rycerzy, jak marzyÅ‚ wtedy, żeby być poÅ›ród nich, zwyciężać i mieć u stóp caÅ‚y Å›wiat. Kiedy czytaÅ‚ Å›wiÄ™te ksiÄ™gi też poczuÅ‚ radość. Może nie takÄ… energicznÄ… i obrazowÄ…, ale gÅ‚Ä™boko wciÄ…gajÄ…cÄ… i przynoszÄ…cÄ… pokój. Dwa źródÅ‚a radoÅ›ci i dwa podobne do siebie przeżycia. Które sÄ… bardziej prawdziwe? ÅšwiÄ™ty Ignacy odkryÅ‚, że można to sprawić dopiero z opóźnieniem, jakby po owocach radoÅ›ci, kiedy odejdÄ… od nas przedmioty uciechy. To byÅ‚o dla niego wielkie odkrycie, że radoÅ›ci Å›wiatowe sÄ… nienasycone, ciÄ…gle trzeba coÅ› mieć, coÅ› przeżywać, ciÄ…gle siÄ™ trzeba bombardować przedmiotami i przeżyciami. Bo jak tego nie ma czÅ‚owiek czuje siÄ™ pusty i wÅ›ciekÅ‚y. Inaczej jest z radoÅ›ciÄ… duchowÄ…. Ona jakby nie przemija. SkoÅ„czony dobry uczynek jeszcze dÅ‚ugo niesie radość i pokój. PorzÄ…dnie odprawiona modlitwa raduje serce duchowym zwyciÄ™stwem nad sobÄ…. Grzech przynosi radość na poczÄ…tku, a potem szybko zamienia siÄ™ w duchowego kaca i owocuje poplÄ…tanym życiem. Cnota, choć wiąże siÄ™ z pewnym trudem i umartwieniem, jakoÅ› dziwnie przynosi po czasie poczucie bezpieczeÅ„stwa i Å‚ad w życiu. Jakie to ważne, żeby dobrze rozeznawać radoÅ›ci! Bogu bardzo zależy, żebyÅ›my mieli radość w sobie. “Radujcie siÄ™ w Panu! - nawoÅ‚uje Å›w. PaweÅ‚ - Jeszcze raz powtarzam, radujcie siÄ™!”.

Wysławiam Boga za radość w sercu, nawet wtedy, gdy się ma pochmurne oblicze. Uwielbiam dziś Boga za ludzi, którzy choć niewiele mają, mają w sobie mnóstwo radości. Modlę się za ziemskich bogaczy, którzy ciągle są nieszczęśliwi, bo zawsze mają za mało. Polecam wstawiennictwu św. Ignacego wszystkich ludzi smutnych, bo widocznie jeszcze nie zaufali Panu. Modlę się za smutnych i zgorzkniałych księży, za napompowanych pychą kleryków, za posępnych ludzi wiary, aby znaleźli prawdziwą radość w Panu. Jeszcze więcej modliłem się dziś za tych, którzy pomylili radości, którzy stali się łatwym łupem blefowania diabła i zaczęli szukać radości w pieniądzach, samochodach, dobrze sytuowanych znajomych, w przyjemnościach i zmysłowych uciechach. Modlę się też dziś o radość dla czytelników tego wpisu, ale o radość doskonałą - nawet w fatalnych ludzkich okolicznościach. Cały czas pamiętam w modlitwie o naszych klerykach. Modlę się nieustannie o powołania. Dołączcie do mojej modlitwy o powołania, bo mam przekonanie, że jest jeszcze bardzo wielu ludzi, którzy słyszą wołanie Boga, ale się boją podjąć decyzję! Naszą modlitwą musimy rozpędzić wszystkie te lęki, bo na drodze pragnienia Boga nie może wygrać lęk!

Poznanie siebie

July 30th, 2012 by xAndrzej

Jest jakaś zasadnicza różnica w poznawaniu innych od poznania siebie. Na innych mogę popatrzeć z zewnątrz, z jakimś zdrowym dystansem. W poznaniu siebie mogę tak się skoncentrować na sobie, że aż zacznę się kręcić wokół samego siebie. Można czasem zwariować od takiego rozmyślania nad sobą, można się czasem zaplątać w gąszczu własnych opinii i emocji. Nawet wtedy, gdy to poznanie siebie dzieje się w bardzo pobożnej perspektywie, ale ciągle pozostaje myśleniem o sobie, jest zagrożone fałszywym obrazem siebie. Źle ustawione rozmyślanie nad swoją przeszłością, nad swoimi ranami i zniewoleniami może nawet sprawić, że zamiast wokół Boga kręcę się wokół samego siebie. Zawieszam się wtedy na Bogu jak na psychologu, który ma siedzieć i słuchać, analizować i medytować moją biedę. Uwodzę czasem Boga swoją biedą, ale nie zawsze po to, żeby wyzdrowieć, ale żeby nieustannie usprawiedliwiać swoją bezczynność, nieczystość, lenistwo, bezradność. Jest pewnie coś takiego jak duchowa hipochondria. Hipochondryk lubi być chory, bo wtedy wielu lituje się nad nim i okazuje mu wiele zainteresowania. Podobnie jest z duchowym hipochondrykiem. On ciągle czuje się nieuzdrowiony, bo tylko wtedy wydaje mu się, że Bóg jest nim zainteresowany. On ciągle znajduje w sobie nowe rany, nowe skażone przestrzenie swojego życia, nowe konieczności terapii duchowej i wewnętrznego uzdrowienia. Duchowego hipochondryka można spotkać na każdych możliwych modlitwach o uzdrowienie, rekolekcjach, które obiecują całkowitą wolność, można go zobaczyć odnajdującego się w każdym proroctwie i zachwycającego się wciąż nowymi ludzkimi uzdrowicielami. Jest w nim jakaś sprzeczność między pogonią za uzdrowieniem, a wewnętrznym zamknięciem się na uzdrawiającą moc Boga. Na tym polega właśnie fałszywa droga do poznania siebie, która jest tak naprawdę męczącym kręceniem się wokół samego siebie.
ÅšwiÄ™ci odkryli zupeÅ‚nie innÄ… drogÄ… poznawania siebie. Å»eby poznać siebie, trzeba zapomnieć o sobie i zacząć poznawać Boga. Okazuje siÄ™, że szczere i caÅ‚kowite skupienie siÄ™ na Bogu owocuje zdrowym poznaniem samego siebie. TÄ™skniÄ™ za takÄ… teologiÄ…, która byÅ‚a niemal caÅ‚kowicie zorientowana na Bogu. I wcale nie chodziÅ‚o w niej o zgubienie czÅ‚owieka, ale czÅ‚owiek może siebie odnaleźć tylko wtedy, gdy odnajdzie Boga. Bo przecież jesteÅ›my sobÄ…, gdy jesteÅ›my coraz bardziej podobni do swojego naturalnego obrazu, którym jest Bóg. UczÄ™ siÄ™ wiÄ™cej zajmować Bogiem niż sobÄ…, wierzÄ…c mocno, że dziÄ™ki temu Bóg zajmie siÄ™ mnÄ…. UczÄ™ siÄ™ tak modlić, żeby nie mówić ciÄ…gle o sobie, ale odkrywać i zachwycać siÄ™ Bogiem, z gÅ‚Ä™bokÄ… ufnoÅ›ciÄ… w to, że Bóg wie lepiej czego potrzebujÄ™ i nie muszÄ™ Go ciÄ…gle zamÄ™czać moimi pobożnymi petycjami. Bóg zna moje rany i nie muszÄ™ siÄ™ ciÄ…gle przed Nim obnażać ze swoich zranieÅ„. Okazuje siÄ™, że jest to bardzo trudna sztuka, bo jesteÅ›my tak przywiÄ…zani do siebie, że nawet na modlitwie bardziej myÅ›limy o sobie niż o Bogu. NajzdrowszÄ… drogÄ… do poznawania siebie jest nieustanne poznawanie Boga. Dopiero w Jego Å›wietle, w Nim samym mogÄ™ coÅ› zrozumieć z siebie. O to pewnie chodziÅ‚o Å›wiÄ™temu PawÅ‚owi, który wyznaÅ‚: “żyjÄ™ ja a już nie ja, żyje we mnie Chrystus”. Dopóki ciÄ…gle w mojej duszy żyjÄ™ ja sam, jeszcze nie żyje we mnie Chrystus i nie znam samego siebie. Jedyne Å›wiatÅ‚o, które może mi oÅ›wiecić prawdÄ™ o mnie samym to Å›wiatÅ‚o Chrystusa.

Modliłem się dziś za wszystkich czytelników tego wpisu. Dużo wcześniej myślałem o tych, którzy pogubili się w życiu, nie rozumieją i nie kochają siebie. Pamiętałem dziś, jak zawsze całym swoim sercem, o klerykach i o tych, którzy ciągle się boją iść za głosem Pana. Nic nie ma większego sensu, jak kapłaństwo - jeśli tylko czuje się w sercu to małe ziarno Bożego powołania. Choćby nie wiem co mówili i co pisali o księżach, choćbyśmy nie wiem jak upadli, jako księża, kapłaństwo nie traci sensu, bo jest nie naszym kapłaństwem, ale kapłaństwem Jezusa obecnym w nas, słabych ludziach. Jak macie gdzieś koło siebie kogoś, kto się waha albo boi iść za głosem powołania, powiedzcie mu serdecznie, że to naprawdę ma sens - poświęcić się Bogu. Modliłem się też za osoby samotne, szczególnie te, których samotność jest z konieczności i z okoliczności, żeby Pan pozwolił im odczytać swoje zamiary wobec ich życiowej drogi. Zatęskniłem też za moimi duchowymi synami i córkami z duszpasterstwa akademickiego. Noszę ich na stałe w sercu i ciągle przed Bogiem wspominam. Zaczynam też moją intensywną modlitwę za bezdomnych z Częstochowy i za wszelkie plany jakie ma Bóg, żeby dotrzeć do ich serca.

Wakacje ze świętymi

July 28th, 2012 by xAndrzej

Bez żadnego planu dałem się w te wakacje ponieść świętym. To całkiem niezła przygoda poświęcić trochę wolnego czasu na obcowanie ze świętymi. Wierzę w świętych obcowanie, we wspomagającą moc ludzi, którzy tak skutecznie podjęli łaskę świętości i doprowadzili ją aż do pełnej komunii z Bogiem. Święci nie przeszkadzają mi w bezpośrednim kontakcie z Bogiem, ale uczą mnie jak ten kontakt złapać, jak go podtrzymać i pogłębiać. O nic więcej ich nie proszę i niczego więcej nie chcę się od nich nauczyć, jak tylko sposobu na głębszą komunię z Bogiem. Była w tym wielka mądrość prostych ludzi wiary, którzy dawniej rozczytywali się w żywotach świętych. To najlepszy sposób żeby nie zwątpić, czy świętość jest możliwa i jak ją osiągnąć. Blisko dwa tygodnie wędrowałem szlakiem wyznaczonym przez św. Teresę z Avila. Jak może pamiętacie wędrowałem po siedmiu pokojach, po których dusza musi przejść, żeby spotkać Boga w siódmym pokoju. Od kilku dni towarzyszy mi święta siostra Faustyna. W dobie nowoczesności, ktoś wpadł na kapitalny pomysł, żeby nagrać cały tekst Dzienniczka. Wystarczy włożyć płytę i już jest się w samym środku duchowych zmagań Faustyny i jej cudownych dialogów z miłosiernym Jezusem. Słucham więc Dzienniczka w domu i w samochodzie, słucham jako lektury duchowej i jako tła do sprzątania, kierowania autem, prasowania. Wczoraj w tym klimacie miłosierdzia zawędrowałem nawet do sióstr Służebnic Miłosierdzia w Rybnie. Siostry w czerwonych welonach z apostolską gorliwością głosiły miłosierdzie Boże wszystkim swoim gościom w ich biednym i maleńkim domu. Mnie tym razem zupełnie wystarczyła adoracja Najświętszego Sakramentu, bo przecież mam pełną głowę myśli z Dzienniczka siostry Faustyny.
Co mi dają takie wakacje ze świętymi? Po pierwsze - brutalną świadomość tego, jak daleko mi do świętości, jak bardzo mało zagospodarowuję ten ogrom szans, które daje mi Bóg właśnie na świętość. Po drugie - odkrywam po raz kolejny, że w tym wszystkim nie chodzi o jakiś oryginalny pomysł na siebie i swoją pobożność, ale o pokorne, pokorne, pokorne zaufanie Panu we wszystkim. Sam Bóg pisze nasz osobisty scenariusz na świętość tylko my nie chcemy go realizować, albo realizujemy tylko na mały procent. Heroizm świętości to po prostu realizowanie Ewangelii w szczegółach naszego życia i w nich odnajdywanie Bożych natchnień. U Teresy i u Faustyny widzę ogromne zaufanie do obecności Boga w małych rzeczach od których zaczyna się dopiero budować wielkie uobecnianie się świętości. Zawstydza mnie duchowa matematyka siostry Faustyny, która z wielką dokładnością potrafi policzyć sobie wszystkie swoje duchowe sukcesy i upadki i to takie najprostsze: złe słowo o kimś, słabe przyłożenie się do mycia klasztornej podłogi, dodatkowe picie wody w celi, przerwanie milczenia, oddanie się próżnemu mówieniu o innych, lęk przed wypełnieniem się woli Bożej, brak miłości do siostry, która mnie upokarza; leniwa postawa na modlitwie, rozkładanie się w ławce i brak umartwienia przy różańcu; wątpliwość w całkowite posłuszeństwo wobec przełożonych. Można by tę listę ciągnąć w nieskończoność. Ona jest prostym wypełnieniem miłości w drobiazgach. Moje wakacje ze świętymi, może wbrew pozorom, sprowadzą mnie bardziej na ziemię i zobaczę Boga, tuż obok mnie, dokładnie w tych okolicznościach, w których teraz jestem.

Chyba to rzeczywiście ważne, abym pisał o mojej modlitwie za Was! Bo kiedy zdobywam się na odwagę, żeby pisać publicznie o moim doświadczeniu wiary, to przecież chodzi mi o jakąś wirtualną wspólnotę w wierze i o duchowe zapewnienie, że każdy, kto włącza się w to indywidualne doświadczenie jest też zapisany w moich modlitwach. Pomodliłem się dziś porządnie i bardzo świadomie za Ciebie! Tak, tak - właśnie za Ciebie - bez względu na to, w jakim nastroju i w jakiej intencji przeczytałeś ten wpis. Nie prowadzę żadnych komentarzy do tego blogu, bo nie jest on forum dyskusyjnym, ale prostym świadectwem. Jedyną rzeczą jaką zawsze się dzielę z czytelnikami jest modlitwa. Ja się po prostu modlę za Was! I jeśli wolno pokornie o coś poprosić to nie o głos w dyskusji, czy ocenę myśli, ale o wspólnotę modlitwy. Pomódlcie się też za mnie! Księża, jak doskonale wiecie, opierają swoje kapłaństwo na waszej modlitwie!

Tęsknota

July 23rd, 2012 by xAndrzej

Może bardziej niż dialogiem modlitwa jest tęsknotą. Tęsknota to jeszcze niezrealizowana miłość, to wielkie pragnienie bycia blisko, choć jest się jeszcze daleko. Nie ma w niej beznadziejności choć jest odrobina smutku. Jeśli tęsknota jest pełna nadziei staje się wytrwałym czekaniem, a niekiedy wręcz już uobecniającą się bliskością. Historia zbawienia prowadzi nas przez trzy etapy: cień, obraz i rzeczywistość. Żyjemy teraz na etapie obrazów i znaków pod którymi jest już obecny Bóg, ale ciągle niewidzialny i niedotykalny w rzeczywistości. Kiedy odprawiam Mszę świętą wierzę i czuję, że Bóg jest, ale ciągle muszę walczyć ze swoimi zmysłami, które nie mogą się przebić przez zasłonę chleba i wina. A przecież On tam JEST! Kiedy zatapiam się w modlitwie i ogarnie mnie swoją łaską Duch Święty, czuję jak Jego obecność wyciąga mnie spod wody w stronę nieba, ale wystarczy mały ruch, krótkie wyłączenie się z tej duchowej drogi i znów jestem pod wodą - zanurzony w codzienności. Kiedy przebijam się przez kolejne strony Pisma Świętego i gdzieś na boku zostawię ludzkie słowa, gatunki literackie, teologiczne interpretacje i struktury tekstów, czuję natychmiast jak Bóg mówi do mnie, jakby napisał Pismo Święte tylko dla mnie. Bóg JEST i jeszcze Go nie ma. Już jesteśmy zbawieni, ale ciągle musimy czekać i tęsknić. Błogosławię ten stan wewnętrznej tęsknoty. Nawet to wewnętrzne rozczarowanie, że Bóg jest a ja ciągle jeszcze nie czuję, że już mnie zbawił, a ja dalej grzeszę, jakbym wolał potępienie. Błogosławię Pana za tęsknotę, która czuje się samotna, bo kocha a Oblubieniec jest ciągle jakby ukryty, ciągle anonimowy i nie rozpoznany. Jeśli w samotności obecna jest tęsknota za miłością to jesteśmy już bardzo blisko Boga, a właściwie to On jest już blisko nas. Sama tęsknota jest już dowodem na istnienie Boga, bo jeśli tęsknię to musi istnieć ktoś kto jest źródłem mojej tęsknoty.
Modlitwa jest tęsknotą, nieustannym wypatrywaniem i wsłuchiwaniem się w Boga. Nawet jeśli przemówi tylko raz w całym moim życiu - warto było tęsknić. Nawet jeśli objawi się dopiero na końcu mojej życiowej drogi - warto było żyć. Mimo, że tęsknota wydaje się jakimś niespełnieniem, tak naprawdę jest łaską. Najczęściej na modlitwie tęsknię! Czuję, że nie umiem się modlić, czuję, że się źle modlę, myślę, że powinienem modlić się więcej i inaczej - a to wszystko jest po prostu tęsknotą za Bogiem. Jak dobrze, że jeszcze tęsknię!

Mam teraz więcej czasu na modlitwę. Wczoraj kilka godzin chodzenia po lesie i polach było moją wielką modlitwą za świat, za Kościół, za konkretnych ludzi. Pamiętam o modlitwie za ubogich i chorych ( wielu z nich wymieniam Bogu z imienia). Chyba najwięcej modlę się za kleryków i o powołania - są mi najbliżsi sercu i przed Bogiem czuję się mocno za nich odpowiedzialny. W wakacje tak naprawdę mogę im towarzyszyć na odległość, w przestrzeni modlitwy i duchowej tęsknoty. Dużo się modlę za ludzi, którzy kształtowali moje powołanie - za rodziny i przyjaciół z duszpasterstwa akademickiego.

Dalecy i bliscy

July 22nd, 2012 by xAndrzej

Nie ma co mierzyć odlegÅ‚oÅ›ci ludzi od Boga. TÄ™ miarÄ™ zna tylko sam Bóg, bo jedynie On wie, co kryje siÄ™ w ludzkim sercu. Jakiekolwiek mierzenie cudzej wiary rodzi podziaÅ‚y. Trudno bowiem nam, ludziom, znaleźć jakieÅ› wÅ‚aÅ›ciwe kryterium oceny wiary. Bo przecież wiary nie mogÄ… oceniać “wÅ‚adcy tego Å›wiata”, ani nie da siÄ™ jej rozliczyć dziÄ™ki najbardziej nawet szczegółowym “zarzÄ…dzeniom prawa”. Lubimy, żeby wszystko pomierzyć, dokÅ‚adnie ocenić, bo wydaje nam siÄ™, że tylko wtedy bÄ™dzie sprawiedliwie. Sami dla siebie żądamy czasem, żeby ktoÅ› dokÅ‚adnie oceniÅ‚ nasz duchowy postÄ™p albo regres. Sami porównujemy siÄ™ z innymi i albo wpadamy w duchowy zachwyt nad sobÄ…, albo mamy kompleksy, myÅ›lÄ…c, że nasza wiara jest kompletnie do niczego. JeÅ›li to robimy sami i jeÅ›li dotyczy to naszej wiary to pewnie nie ma w tym wielkiego zagrożenia. Może tylko trzeba ciÄ…gle pamiÄ™tać, że miernikiem mojej wiary nie jest inny czÅ‚owiek, ale sam Jezus. Tylko On jest formÄ… do której mam czÄ™sto przykÅ‚adać siebie i swoje życie. Moja duchowa formacja polega przecież na wkÅ‚adaniu swojego życia, myÅ›lenia, caÅ‚ego mnie w formÄ™ jakÄ… jest Chrystus. Ale to ja sam mam siÄ™ wkÅ‚adać w tÄ™ formÄ™ i oceniać. JeÅ›li czasem proszÄ™ o to innych i przysÅ‚uchujÄ™ siÄ™ zdaniu innych na mój temat to ciÄ…gle mam to wszystko odnosić do Jezusa i Jego Ewangelii. Dobry spowiednik i kierownik duchowy wie o tym doskonale, że nie on sam i nie jego prywatne opinie sÄ… pomocÄ… w towarzyszeniu drugim, ale tylko i wyÅ‚Ä…cznie Jezus i Jego nauka. Być kierownikiem duchowym dla innych to nie dać im odczuć swojej wÅ‚adzy, ale przede wszystkim i wyÅ‚Ä…cznie wÅ‚adzÄ™ Jezusa. Jezus jest dobrym Pasterzem, który przychodzi, żeby jednoczyć nasze rozdarcia, żeby leczyć nasze rany. Owce rozpraszajÄ… siÄ™, kiedy w owczarni pojawiajÄ… siÄ™ pasterze dziaÅ‚ajÄ…cy we wÅ‚asnym imieniu, dajÄ…cy odczuć owcom, że to oni tu rzÄ…dzÄ… i to oni wydajÄ… zarzÄ…dzenia. ApostoÅ‚owie nigdy nie mogÄ… zapomnieć, że zawsze pozostanÄ… uczniami Jezusa. Każdy pasterz nie może ani przez moment stracić Å›wiadomoÅ›ci, że jest tylko i aż uczniem Jezusa. Każdy Å›wiecki czÅ‚owiek podejmujÄ…cy jakÄ…kolwiek odpowiedzialność w KoÅ›ciele jest wybrany przez Boga za narzÄ™dzie. JesteÅ›my wszyscy narzÄ™dziami Boga, nieużytecznymi sÅ‚ugami w wielkim i boskim dziele zbawiania Å›wiata.
Jezus wysyła mnie dziś na pustynię, żebym odpoczął, mimo, że On sam nie ma zamiaru zrobić sobie wakacji. Zdolność pasterza do wyjścia na pustynię ma nie tylko wymiar rekreacyjny. Kiedy idę na pustynię i przez chwilę zawieszam swoje działanie, mogę bardziej doświadczyć, że i wtedy działa Bóg, kiedy ja sam nie działam. Na pustyni nie ma jak realizować swojej władzy, bo nie ma tam ludzi, rzeczy, struktur, instytucji. Na pustyni pasterz przypomina sobie swoje miejsce w planie Boga i to, że nie jest władcą ludzi i świata, ale sługą Jezusa. Na pustyni pasterz może odciąć się od swojego upojenia administracyjnego i zachłyśnięcia się swoją władzą. Pasterz na pustyni nie tylko odpoczywa od siebie, ale przede wszystkim od poczucia swojej wielkości i władzy.

Błogosławię Boga za wakacyjne kawałki mojej pustyni i bycia na osobności. Wczoraj powędrowałem do cudownych, świętych miejsc. Odprawiłem Mszę świętą w pokartuskim kościele w Gidlach. Poczułem się jak kartuz samotnie zatopiony w modlitwie i pilnujący celi swojego serca. Byłem też u Matki Bożej w Gidlach, u Tej, która tutaj jest obecna chyba w najmniejszym swoim wizerunku na świecie. Dobrze jest spojrzeć na tę małość Maryi, żeby samemu poczuć się jeszcze mniejszym. Potem spędziłem długie chwile w Świętej Annie, w klauzurowym klasztorze sióstr Dominikanek, żeby posłuchać ciszy, która jest najprawdziwszą mową Boga. Pustynia jest tak blisko nas. Wystarczy tylko jej dobrze poszukać.

Wędrówka duszy

July 19th, 2012 by xAndrzej

Skoro w wakacje ciało ma prawo do wędrowania pomyślałem też i o wędrówce duszy. Co prawda, jeśli ciało przeżyje wielką dawkę zachwytów nad pięknem stworzonego świata to pewnie i dusza drgnie w zachwycie. Po raz kolejny próbuję przebrnąć przez siedem pokoi w duchowym doświadczeniu św. Teresy z Avila. Ciągle ta wędrówka duszy przez siedem komnat pałacu Boga jest dla mnie nowym odkrywaniem mistycznego świata. To naprawdę może być fascynujące, żeby nagle zobaczyć jak nasz duchowy świat potrafi się zmieniać i wędrować w stronę coraz większej komunii z Bogiem.
Święta Teresa opisuje tę wędrówkę jak wytrawny podróżnik, bo obok zawiłości każdej z siedmiu komnat, w każdej z nich czekają nas niespodzianki. Na drodze do Boga można spotkać jadowite węże i zwinne jaszczurki, oszukańcze lustra i fałszywe bramy. W każdym z pokoi lepiej poznajemy siebie, raz boleśnie odkrywamy nasze zakłamanie, innym razem Bóg pokazuje nam światło w najciemniejszych skrawkach naszego życia. Najważniejsze, że jak w dobrym filmie odkrywamy ciągle coś nowego. Droga do pokoju, w którym mieszka Bóg, jest naprawdę najciekawszą wędrówką człowieka, choć zewnętrznie może wyglądać na coś stabilnego i nudnego. Po drodze do Boga doskonale poznajemy siebie. Myślę nawet czasem, że Bóg każe nam iść za Sobą, żebyśmy lepiej poznali siebie, bo Jego i tak nigdy w całości nie pojmiemy.
Przestrzenią wędrówki duszy jest modlitwa. Każdy kto w nią wejdzie i poświęci jej swój czas i niekiedy olbrzymi wysiłek, poczuje jak Bóg bierze Go sam w swoje ręce i zaczyna prowadzić po swoich komnatach. Najważniejsze to wejść w modlitwę. Właściwie progiem każdej komnaty jest modlitwa. Już na pierwszym progu natychmiast pojawiają się drapieżne zwierzęta, żeby tylko przegonić nas z tego spotkania z Bogiem. Jadowite, wielkie węże chcą nas koniecznie sprowokować do patrzenia tylko w ziemię. Właśnie dlatego węże pojawiają się natychmiast po decyzji człowieka, który chce patrzeć w niebo. Wąż to takie zwierze, którego można śledzić tylko głową w dół. Za wężami, w pierwszej komnacie podążają zwinne jaszczurki, tak szybkie, żeby ludzki wzrok ciągle się rozpraszał, nie miał nawet siły skupić się na jednej myśli, na jednym obrazie.
Czy nie macie tak, kiedy próbujecie się modlić? Czy właśnie wtedy w pamięci nie pojawia się mnóstwo ziemskich spraw i problemów? Czy to nie dlatego modlitwa jest tak trudna, że nagle setki myśli, jak jaszczurki, pędzą po głowie, żeby tylko nie skupić się na Jezusie? Pomyślcie czasem o swojej modlitwie jak o wyjeździe na safari, gdzie trzeba stanąć oko w oko z dzikimi zwierzętami, gdzie trzeba czasem torować sobie drogę, wycinając przeszkody i rozproszenia. Skoro dla ciała może to być wielka przygoda, to dlaczego duszy nie zafundować takiego duchowego safari, gdzie trzeba twardo pilnować się modlitwy odważnie walcząc ze swoimi zniechęceniami, rozproszeniami i lenistwem? W wędrówce duszy poznajemy szybko kłamstwo o sobie, bo przecież kiedy na zewnątrz udajemy twardzieli i ludzi wyjątkowo zaradnych, okazuje się, że wewnętrznie jesteśmy tak słabi, że nie wytrzymujemy nawet kilkunastu minut na modlitwie, że poddajemy się byle jakim okolicznościom, które stają przed nami na drodze do Boga. W życiu zewnętrznym stać nas na wyjątkowy spryt i zaradność, a w życiu duchowym jesteśmy jak sparaliżowani i żądzą nami nasze namiętności. Dusza, która zdobędzie się na przygodę wędrówki przez siedem pokoi odkrywa pełną prawdę o sobie, czasem trudną prawdę, bo obnażającą naszą prawdziwą słabość.
Ta wędrówka duszy jest może szczególnie potrzebna duszy księdza, bo to na drodze kapłana stawia diabeł wyjątkowo dużo kuszących węży i całą chmarę przebiegłych jaszczurek. Oczywiście zawsze po to, żeby dusza księdza nie tylko nie zbliżyła się do mieszkania Boga, ale ciągle się od niego oddalała. Dusza księdza często też zagrożona jest złudzeniem wielkości i siły. Czujemy się czasem zbyt pewni siebie, zbyt mądrzy i pozornie tak blisko Boga, że nam się wydaje, że nie musimy się wysilać na jakąś wędrówkę duszy. I wtedy właśnie nasza dusza staje się jak kamień - twarda, nieprzemakalna i nie do ruszenia. Tyle wystarczy, żeby pogubić się w kapłaństwie, żeby to pozorne poczucie mocy zostało obnażone coraz częstszym brakiem modlitwy w życiu, brakiem adoracji i gorliwości w kapłańskiej służbie. Pozornie jesteśmy aktywni i ruchliwi, a wewnętrznie coraz częściej jesteśmy ciężcy i twardzi jak kamień.
Dusza musi być ciągle w stanie wędrówki za Panem, bo inaczej zastygnie jak żona Lota, wpatrzona w grzeszną Sodomę. Fascynuje mnie ten wewnętrzny świat wędrowania i choć tak trudno mi jest przebić się nawet do drugiego pokoju, to głęboko wierzę, że jeśli mocno będę pragnął dostać się do siódmego pokoju, a zabranie mi sił i czasu, to sam Jezus weźmie mnie na ręce i zaprowadzi do domu Ojca.
Wakacje to dobry czas nie tylko na wÄ™drówki ciaÅ‚a, ale może jeszcze bardziej na ruszenie duszy i wejÅ›cie do paÅ‚acu Boga, gdzie sÄ… cudowne diamentowe komnaty, a na koÅ„cu, w tej siódmej, mieszka Bóg, i jeÅ›li starczy nam siÅ‚ i cierpliwoÅ›ci to On sam nam pomoże tam dotrzeć. Å»ebyÅ›my tylko bardzo tego chcieli ….

Martwa wiara

July 13th, 2012 by xAndrzej

Święty Jakub pisze o martwej wierze. Jego perspektywa jest zupełnie inna niż świętego Pawła. Paweł pisał o momencie nawrócenia, wejścia na drogę wiary, a wtedy wiara sama wystarcza, na drugim planie są uczynki. Kiedy jednak wiara staje się już w nas obecna wymaga ciągłej pracy, żeby nie skostniała i nie wyschła. Kto choć trochę śledzi historię swojej wiary to wie doskonale, że jest ona jak drzewo raz obumierające, innym razem odradzające się z nową siłą. Prawdziwa wiara nigdy nie jest ciągle taka sama. Żywa wiara ma w sobie po prostu życie, a w każdym życiu musi być czas zdrowia i czas choroby. Święty Jakub pisze swój list do ludzi, którzy jakiś czas temu uwierzyli, ale nagle dopadło ich zdumienie, że ich wiara zamiast regularnie wzrastać - zaczyna umierać. Siłą żywotności wiary są uczynki miłości. Wiara karmi się czynną miłością. Dlatego też prawie każdy święty wraz z rozwojem swojej wiary czynił dzieła miłosierdzia. Największym błędem jest bronić wiary poza miłością. Żadne manifestacje, ani żadne krucjaty, żadne święte oburzenie na przeciwników wiary i walka na argumenty nie dają życia wierze, a wręcz przeciwnie - wprowadzają naszą wiarę w stan nieustannego lęku i konieczności obrony. Święty Jakub pisze, że wiara bez uczynków miłości jest martwa. Najmocniejszym jednak argumentem świętego Jakuba jest stwierdzenie, że złe duchy wierzą i drżą. Diabeł wierzy, ale nie kocha i dlatego jego wiara jest pełna lęku wobec Boga. Jest to silna wiara, a może by trzeba nawet powiedzieć, że jest to coś więcej niż wiara, ale pewność istnienia Boga, a mimo to wiedza złych duchów jest pełna lęku. Bardzo słusznie drżymy dziś o wiarę w nas, w naszych najbliższych, we wspólnotach, rodzinach, w Ojczyźnie i w świecie. Ten lęk o wiarę nie zostanie nigdy zastąpiony pokojem jeśli wiara nie będzie w nas ożywiana przez czynną miłość. Wiara będzie umierać bez uczynków miłości. Pamiętam swoją pewność w wierze, kiedy więcej służyłem chorym, dzieliłem się z ubogimi i znałem dużą gromadę częstochowskich bezdomnych. Dziś, mimo sporej dawki modlitwy, zaczynam czuć w mojej wierze coraz więcej lęku, bo wiara drży, jeśli brakuje jej miłości. Dla siebie, dla moich braci w wierze i dla całego Kościoła modlę się o dzieła miłości. Im więcej będziemy czynić dla miłości, tym więcej zrobimy dla wiary. Wobec wiary ożywianej nieustannie miłością cichną wojny na argumenty i uspokaja się drżenie serca. Wiara umiera bez dobrych uczynków. Diabeł musi siać propagandę złych uczynków ludzi Kościoła, bo one uśmiercają wiarę. Kiedy ktoś naczyta się o złych uczynkach księży trudno się dziwić, że się kurczy w wierze, że drży z lęku przed wiarą. Najlepszą odpowiedzią na to są dzieła miłosierdzia. Oby ich było jak najwięcej. Obyśmy, jako ludzie wierzący, promieniowali miłością i nie przestali wierzyć miłości. Bez niej wiara umiera. Jeśli Kościół ma walczyć o Boga w ludzkich sercach to tylko jedną bronią - bronią miłości. Proszę Boga, żebyśmy umieli budować taki Kościół, który nie jest jak obronna twierdza, która musi strzec swoich murów, terenów i bogactw, ale która potrafi się tym wszystkim dzielić z miłością. A wtedy nie musielibyśmy tak bardzo drżeć o wiarę. Złe duchy wierzą i drżą! Ich wiara jest martwa i pełna lęku bo nie ma w niej miejsca na miłość.

KsiÄ…dz na wakacjach

July 6th, 2012 by xAndrzej

KsiÄ…dz to też czÅ‚owiek i jak każdy czÅ‚owiek musi mieć czas swojego wypoczynku. Wypoczywanie to trudna sztuka, bo trochÄ™ trzeba uwierzyć, że Å›wiat ani siÄ™ nie zatrzyma, ani siÄ™ nie zawali bez naszej aktywność. WrÄ™cz przeciwnie! Oderwanie siÄ™ od codziennoÅ›ci daje szanse nie tylko na psychicznÄ… regeneracjÄ™, ale też na pewien dystans do siebie i swoich spraw. Warto wiele ważnych rzeczy swojego życia zobaczyć z dystansu. PÄ™ka wtedy caÅ‚a wielka dramaturgia nadana maÅ‚ym rzeczom. Duchowe rany okazujÄ… siÄ™ zwykÅ‚ym ukÄ…szeniem muchy, która lata koÅ‚o duszy. Zatopieni w naszej codziennoÅ›ci widzimy nasze sprawy zbyt blisko i przez to wydajÄ… siÄ™ nam one tak wielkie, że aż zrzucajÄ… z nóg. Tymczasem nawet Bóg odpoczywaÅ‚. ZajÄ™ty przez sześć dni stwarzaniem Å›wiata postanowiÅ‚ sobie zafundować siódmy dzieÅ„ na odpoczynek. Jak ktoÅ› nie umie odpoczywać to w jakimÅ› sensie nie umie naÅ›ladować Boga. Autor Listu do Hebrajczyków okreÅ›li nawet wiecznoÅ›ci jako “odpoczynek Boga”. Wszyscy bowiem mamy swój cel, żeby kiedyÅ› trafić do “odpoczynku Pana”. Ale jak bÄ™dzie tam wyglÄ…daÅ‚ nasz odpoczynek? Mój lekko upoÅ›ledzony wujek Józek pyta mnie czÄ™sto, czy w niebie bÄ™dzie piwo, bo picie piwa jest dla niego najwiÄ™kszym symbolem zadowolenia i speÅ‚nienia. MówiÄ™ mu otwarcie, że Å›wiÄ™ci nie prowadzÄ… browaru w niebie, ale mimo to, poczuje takie smaki, jakich nie daje najlepsze nawet piwo na ziemi. W odpoczynku Pana bÄ™dzie jakieÅ› cudowne, niekoÅ„czÄ…ce siÄ™ uwielbienie Boga, jakaÅ› niepojÄ™ta, niebiaÅ„ska liturgia. Warto o tym pamiÄ™tać, że siódmy dzieÅ„ odpoczynku Boga, to nie jest nic nierobienie, ale przede wszystkim pogÅ‚Ä™bianie relacji jakie sÄ… w Bogu samym. StÄ…d siódmy dzieÅ„ to dzieÅ„ liturgii, Å›wiÄ™tego czasu myÅ›lenia o Bogu. JeÅ›li odpoczynek jest ważny dla relaksu i dystansu do siebie to może to siÄ™ stać tylko w wielkiej bliskoÅ›ci z Bogiem. Wszelkiego rodzaju używki nie regenerujÄ…, ale mÄ™czÄ…, nie dajÄ… dystansu, a jedynie chwilÄ™ zapomnienia i ucieczki. StÄ…d wypoczynek każdego z nas nie jest odpoczynkiem od Pana Boga, ale zupeÅ‚nie odwrotnie, jest czasem super intensywnoÅ›ci w kontaktach z Panem.
Wierzę, że najłatwiej zrozumieć to księdzu, bo zna się trochę na Bogu i na świętej teologii. Ale zrozumieć to jedno, a praktykować to drugie. Mówię często sobie i klerykom, że takimi jesteśmy kapłanami, jakimi jesteśmy w wolnym czasie. Tak wygląda nasze kapłaństwo jak wyglądają nasze wakacje. Jeśli znikamy na miesiąc i wtapiamy się w anonimowość świata, jeśli zostawiamy koloratkę i głęboko na dnie walizki ukrywamy brewiarz to jesteśmy jak niewierny mąż, który zrzuca obrączkę i szuka okazji do zdrady. Jeśli naszym ukrytym pragnieniem jest odpocząć przez kilka tygodni od kapłaństwa i pożyć trochę w cywilu to może to być sygnał, że kapłaństwo staje się dla nas zawodem i przestało być naszym życiem. Jeśli uporczywie staram się, żeby w wakacje wyglądać bardziej na pana niż na księdza to wrócę z nich bardziej zmęczony jako ksiądz, bo to nie moje kapłaństwo nabiera oddechu ale moja świeckość. Jeśli pojadę na wakacje z ludźmi dlatego, że potraktują mnie jak kumpla a nie jak dobrego przyjaciela księdza to może warto pomyśleć, czy trzeba tam jechać? Wakacje księdza nie muszą być rozrywkowe, ale muszą być duchowe! Tylko wtedy rzeczywiście odpocznie w nas coś co będzie siłą, na dalsze miesiące naszej kapłańskiej pracy. Inaczej po wakacjach może być trudno się pozbierać w kapłaństwie!
Przede mną moje kapłańskie wakacje! Wreszcie się wyśpię, poczytam ulubionego Mertona, będę odmawiał różaniec chodząc na wsi między polami, albo po górskich szlakach. Poprzyglądam się ludziom, żeby zobaczyć jak żyją naprawdę. Nie będę się spieszył z Mszą świętą, a przez to, że nie muszę mówić wielu kazań, wreszcie porządnie pomyślę nad tym, co mówię do Boga w stałych częściach Eucharystii. Może też wreszcie nie pomieszam godzin brewiarza, żeby jutrznia nie goniła komplety, a kiedy będę czytał psalmy rozejrzę się dookoła i popatrzę na góry, skąd przychodzi pomoc, na strumienie, szukając przy nich łani pijącej wodę. Może wreszcie odkurzę swój rower i pojadę na Jurę, żeby zobaczyć krzyże na skałkach i moje ulubione drewniane kościoły wokół Wielunia. Da Bóg to wyruszę z pielgrzymką, choćby jeden dzień na pieszo, żeby poskakać z młodzieżą i pospowiadać gdzieś w ogonie grupy. Tyle mam planów na kapłańskie wakacje, żeby nie tylko rozerwał się we mnie człowiek, ale jeszcze bardziej odpoczął i zregenerował się we mnie ksiądz!

W stronÄ™ poranka

July 4th, 2012 by xAndrzej

Wiem, że jesteÅ›my w drodze i cel jest ciÄ…gle przed nami. Nie mogÄ™ wiÄ™c oczekiwać już teraz speÅ‚nienia siÄ™ wszystkich planów, oddechu po skoÅ„czonej drodze, czy też luksusu z dobrze speÅ‚nionego zadania. Droga jest ciÄ…gle przede mnÄ…. I to różna droga. Czasem krÄ™ta i zawiÅ‚a, niekiedy nudnie prosta, raz pod górkÄ™, innym razem ekspresowo w dół. Wydaje mi siÄ™, że moje najważniejsze zadanie na teraz to nie zgubić kierunku drogi, nie dać siÄ™ zwieść mirażom moich wÅ‚asnych wyobrażeÅ„. A kierunek jest jeden - w stronÄ™ Å›wiatÅ‚a. PamiÄ™tam, jak przed laty Jan PaweÅ‚ II wzywaÅ‚ mÅ‚odych by byli stróżami poranka. To dziwne, że trzeba pilnować, żeby iść w kierunku poranka i nie zawrócić w stronÄ™ nocy. W liturgii, w budownictwie sakralnym pilnowaÅ‚o siÄ™ kiedyÅ› skrupulatnie, żeby wszystkie Å›wiÄ™te czynnoÅ›ci zwrócone byÅ‚y ku wschodowi. WÅ‚aÅ›nie dlatego, żeby nie zgubić kierunku, żeby nie ugrzÄ™znąć w nocy i nie zawracać w stronÄ™ jeszcze wiÄ™kszej ciemnoÅ›ci. PamiÄ™tam rozważanie Tomasza Halika, które rozpoczynaÅ‚o siÄ™ od chasydzkiej opowieÅ›ci. Rabin Pinchas postawiÅ‚ swoim uczniom pytanie: jak można poznać tÄ™ chwilÄ™, gdy koÅ„czy siÄ™ noc, a zaczyna siÄ™ ranek? Jeden z uczniów zaproponowaÅ‚: “Jest to ten moment, gdy na tyle siÄ™ rozwidniÅ‚o, że możemy na odlegÅ‚ość rozpoznać psa od owcy”. “Wcale nie!” - odpowiedziaÅ‚ rabin. “Jest wiÄ™c to ta chwila, w której już rozpoznajemy palmÄ™ od drzewa figowego?” - zapytaÅ‚ drugi uczeÅ„. “Także nie” - odpowiedziaÅ‚ rabin. “To kiedy w takim razie nastaje poranek?” - zapytali uczniowie. “Dzieje siÄ™ to wtedy, gdy spojrzymy w twarz jakiegokolwiek czÅ‚owieka i rozpoznamy w nim swojego brata i siostrÄ™” - odpowiedziaÅ‚ rabin Pinchas. “Dopóki tego nie potrafimy, jeszcze ciÄ…gle jest noc”. Dość daleko jest wiÄ™c nam do poranka, bo tak trudno we wszystkich widzieć siostry i braci. Kiedy tego nie dostrzegam - tkwiÄ™ mocno w nocy. Kiedy nie próbujÄ™ zobaczyć w innych braci idÄ™ w stronÄ™ ciemnoÅ›ci. Bardzo siÄ™ trzeba pilnować, żeby nie zgubić tego kierunku. Kiedy zaczynam krytykować i oceniać braci zaczyna siÄ™ olbrzymi mrok. Kiedy nie widzÄ™ w innych Bożego Å›wiatÅ‚a odwracam siÄ™ plecami od poranka. Być może wydaje siÄ™ to być tylko piÄ™knÄ… poezjÄ… i zbitkÄ… wzniosÅ‚ych zdaÅ„, ale czÄ™sto czujÄ™ jak ogrania nas ciemność i nie idziemy w stronÄ™ Å›wiatÅ‚a. Nawet wtedy, gdy szukamy racji i peÅ‚nej sprawiedliwoÅ›ci, a nie widzimy w drugich braci nie ma jeszcze Å›wiatÅ‚a dnia i jesteÅ›my w ciemnoÅ›ciach. Wspomniane rozważanie Tomasz Halik zakoÅ„czyÅ‚ stwierdzeniem: “Gdyby wszyscy kierowali siÄ™ zasadÄ… “oko za oko”, caÅ‚y Å›wiat byÅ‚by szybko Å›lepy.(…) Do uzdrowienia naszego wspólnego Å›wiata nie wystarczy już logika “jak ty mnie, tak ja tobie” - musimy uczyć siÄ™ logiki “jak Bóg mnie tak ja tobie”.
Muszę w wakacje dużo więcej się modlić, bo kiedy się modlę jakoś cały zwracam się w stronę światła i czuję wyraźnie jak Bóg kieruje to światło we wszystkie miejsca mojego życia, gdzie jest jeszcze noc, we wszystkie moje myśli, według których ludzie nie są jeszcze siostrami i braćmi, we wszystkie zakątki mojego serca, w których zamiast miłości jest jeszcze zazdrość, zemsta i złość. Jak łatwo jest przespać poranek i znów zatracić zdolność rozpoznawania w każdym człowieku brata i siostry.

Nieświęta świętość

July 3rd, 2012 by xAndrzej

Wakacje zaczęły siÄ™ dla nas wyjÄ…tkowo piÄ™knie. Razem z diakonami naszego seminarium byliÅ›my przez tydzieÅ„ w Rzymie z okazji nadania naszemu arcybiskupowi paliusza. UczyliÅ›my siÄ™ tam KoÅ›cioÅ‚a i miÅ‚oÅ›ci do niego. Po ludzku to dziwny pomysÅ‚ Boga, żeby najÅ›wiÄ™tsze rzeczy ukryć w nieÅ›wiÄ™toÅ›ci ludzi. Może wÅ‚aÅ›nie dlatego KoÅ›ciół nie jest tylko ludzki, nie jest jeszcze jednÄ… partiÄ…, grupÄ… religijnÄ… czy stowarzyszeniem. W caÅ‚ej rzymskiej historii KoÅ›cioÅ‚a ciÄ…gle czuje siÄ™ wzajemne przenikanie mocy Bożej z ogromnÄ… sÅ‚aboÅ›ciÄ… czÅ‚owieka. Podczas tego pobytu mogÅ‚em dotknąć i zamienić kilka słów z Ojcem ÅšwiÄ™tym Benedyktem XVI. To znów byÅ‚a Å‚aska i wielki prezent od Boga. CzuÅ‚em siÄ™ jak przed laty, kiedy pierwszy raz miaÅ‚em okazjÄ™ stanąć w osobistej bibliotece Jana PawÅ‚a II. Prowadzili nas wtedy przez masÄ™ korytarzy i wyniosÅ‚ych komnat. I kiedy doszliÅ›my już do miejsca spotkania wydawaÅ‚o mi siÄ™, że teraz wyjdzie potężny król, wÅ‚adca wielkiego ziemskiego imperium. Tymczasem Jana PawÅ‚a II przywieziono do biblioteki na wózku inwalidzkim. ByÅ‚ już wtedy bardzo sÅ‚aby i chory. NastÄ™pca Å›w. Piotra, wikariusz Chrystusa okazaÅ‚ siÄ™ nie tylko zwykÅ‚ym, ale bardzo sÅ‚abym czÅ‚owiekiem, a przy tym peÅ‚nym Bożej mocy. Moc Boża w sÅ‚aboÅ›ci siÄ™ doskonali. I w ostatniÄ… sobotÄ™ czuÅ‚em siÄ™ tak samo. StanÄ…Å‚em przed Benedyktem XVI i zobaczyÅ‚em przed sobÄ… skromnego, uÅ›miechniÄ™tego starszego czÅ‚owieka. Znów - od ludzkiej strony - żadnego wyrazu mocy czy dostojeÅ„stwa, a jednak byÅ‚a w nim jakaÅ› wyjÄ…tkowa siÅ‚a Bożej obecnoÅ›ci. Na tym chyba polegać ma wiara w KoÅ›ciół, który po ludzku jest czÄ™sto sÅ‚aby, chory i nieÅ›wiÄ™ty, ale w tym co ludzkie w KoÅ›ciele umieÅ›ciÅ‚ Bóg samego siebie. Kochać KoÅ›ciół to nie zatrzymać siÄ™ na tym co ludzkie i nieÅ›wiÄ™te, ale przedzierać siÄ™ w gÅ‚Ä…b, żeby dotrzeć do spotkania z Panem. MiÅ‚ość do KoÅ›cioÅ‚a to jedna z najtrudniejszych miÅ‚oÅ›ci, bo trzeba pokochać coÅ› co ma czasem zewnÄ™trzne oblicze nierzÄ…dnicy, a w Å›rodku najszlachetniejsze i najczulsze serce. W Å›rodku KoÅ›cioÅ‚a sÄ… Å›wiÄ™ci, a po jego zewnÄ™trznej stronie najwiÄ™ksi grzesznicy. To ludzkie grzechy ukrywajÄ… piÄ™kno KoÅ›cioÅ‚a i tylko ten, kto zdobÄ™dzie siÄ™ na odwagÄ™ przedarcia siÄ™ przez ludzkÄ… brzydotÄ™ dotrze do najszlachetniejszego piÄ™kna. Chrystus pierwszy zrobiÅ‚ to dla nas. WszedÅ‚ w brzydotÄ™ Å›wiata, żeby jÄ… obmyć i rozÅ›wietlić blaskiem swojej boskoÅ›ci. Robi to ciÄ…gle wÅ‚aÅ›nie w KoÅ›ciele - wchodzi w jego brzydotÄ™, żeby uczynić go Å›wiÄ™tym. ÅšwiÄ™tość KoÅ›cioÅ‚a nie jest Å›wiÄ™toÅ›ciÄ… ludzi, ale samego Boga. KtoÅ› kto nie wierzy w Boga nigdy nie zobaczy piÄ™kna KoÅ›cioÅ‚a. KtoÅ› kto zgubi Jezusa natychmiast zmÄ™czy siÄ™ i rozczaruje KoÅ›cioÅ‚em. KtoÅ› kto nie jest skoncentrowany na Bogu natychmiast skoncentruje siÄ™ na tym co ludzkie w KoÅ›ciele. W sercu KoÅ›cioÅ‚a, w jego najÅ›wiÄ™tszym centrum jest Bóg i dlatego potrzeba nam być w KoÅ›ciele, bo spodobaÅ‚o siÄ™ Bogu, żeby w nim zamieszkać. Kocham KoÅ›ciół, bo Bóg pierwszy go ukochaÅ‚. Powtarzam to sobie jak refren, zwÅ‚aszcza wtedy gdy Å›wiat próbuje mi obrzydzać KoÅ›ciół, czymÅ› co przecież nie jest brudem Boga, ale naszym, ludzkim brudem. I wÅ‚aÅ›nie wtedy nie mogÄ™ siÄ™ nadziwić, że Bóg kocha KoÅ›ciół miÅ‚oÅ›ciÄ… “pomimo” - zraniony czÄ™sto w KoÅ›ciele - nigdy nie przestaje go kochać!

DzielÄ™ siÄ™ z Wami “dotykiem” Piotra, jego ludzkim uÅ›miechem i zwykÅ‚oÅ›ciÄ…, w którÄ… Bóg wÅ‚ożyÅ‚ siebie, żeby nam bÅ‚ogosÅ‚awić i przeprawiać przez wzburzone morze Å›wiata.