Go to content Go to navigation Go to search

Liche drewno krzyża

March 16th, 2011 by xAndrzej

“A gdy od MÄ…droÅ›ci odpadÅ‚ Niegodziwiec w swym gniewie, w bratobójczym szale zgubiÅ‚ sam siebie.
ZatopionÄ… z jego winy ziemiÄ™ znowu ocaliÅ‚a MÄ…drość, na lichym drewnie sterujÄ…c Sprawiedliwym”
. Mdr 10, 3-4.

To chyba u Paula Claudela była taka historia o misjonarzu, którego statek rozbił się na wzburzonym morzu. Jedynym ratunkiem dla misjonarza okazał się kawałek drzewa, jakaś licha belka, której złapał się kurczowo i która pozwalała mu dryfować po oceanie. Wtedy dopiero zrozumiał tę dziwną moc krzyża. Zawsze bronił się przed nim, uciekał, bojąc się, że krzyż go ograniczy, że spowoduje jego cierpienie. I nagle zrozumiał, że ten lichy kawałek drewna na wzburzonym morzu jest jego jedyną szansą ocalenia.
Świat jest bez wątpienia takim oceanem i to coraz bardziej wzburzonym, trzęsącym się i wydobywającym z siebie fale wielkości tsunami, a my ludzie tak naprawdę nie mamy innego ratunku jak znowu złapać się belki krzyża. Wcale to nie oznacza, że morze się natychmiast uspokoi, bo fale mogą nadal być wielkie, ale krzyż niesie ratunek, bo wiąże człowieka z Bogiem.
Ciągle chwytam się krzyża, tego w konkretnym znaku i tego, w którym Bóg uczy mnie przekreślać siebie, żeby zrobić miejsce dla Jego woli. Na oceanie świata, pomimo zawirowań, wątpliwości, pomimo dylematów, nawet w sercu tych, którzy już wierzą, krzyż staje się kluczem do ocalenia. Warto się go złapać z całych sił i mocno trzymać, a może nawet z odwagą dać się do niego przybić na stałe?

Migawki z życia:
Nasi klerycy katechizują dzieci i biorą udział w rekolekcjach dla młodzieży. Mają więc ważny czas sprawdzenia siebie w misji. Odwiedzili mnie spotkani w domu dziecka znajomi z Francji z trójką dzieci, które adoptują. Zakończyli dziś wszystkie prawne procedury i szykują się do stworzenia nowej rodziny. Cudowni młodzi ludzie, którzy nie poddali się swoim ograniczeniom, ale otworzyli swój dom i swoje małżeńskie szczęście na trójkę małych dzieci. Ciągle myślę o dramatycznej sytuacji w Japonii. Zadrżałem, gdy na koniec niedzielnej Mszy św. ogłosiłem zbiórkę pieniędzy dla Japończyków. Czy będziemy umieli odczytać ten znak? Wystarczyło kilka godzin, żeby jedno z najbogatszych mocarstw świata zamieniło się niemal w ruinę. Nie znamy dnia ani godziny i nigdy nie warto pokładać nadziei w rzeczach tego świata.

Intencje modlitewne:
Za mÅ‚odych ludzi o ich silnÄ… wiarÄ™ i odwagÄ™ do Å›wiadectwa; za naszych alumnów o wytrwanie w powoÅ‚aniu i odkrycie radoÅ›ci z gÅ‚oszenia Ewangelii; o nowe powoÅ‚ania kapÅ‚aÅ„skie i zakonne; za kapÅ‚anów o Å›wiÄ™tość i gorliwość; za chorych i cierpiÄ…cych - za moich rodziców, za paniÄ… ZdzisÅ‚awÄ™, za Piotrka; za rodziny adoptujÄ…ce dzieci o mÄ…drość i Boże bÅ‚ogosÅ‚awieÅ„stwo dla nich; za moich przyjaciół z DA i za tych, którzy codziennie siÄ™ za mnie modlÄ…; za czytelników tego wpisu …

Nie umiem się modlić

March 15th, 2011 by xAndrzej

Dołączyłem dziś do tych, którzy proszą Jezusa, żeby nauczył ich modlić się. Nie wstydzę się tego, że ja ksiądz, po kilkunastu latach kapłaństwa, proszę Boga, żeby mnie nauczył najbardziej podstawowej czynności kapłańskiego życia. To nie znaczy, że się nie modlę. Czuję po prostu, że powinienem modlić się owocniej.
KiedyÅ› przyszÅ‚a do mnie pobożna kobieta z podobnÄ… proÅ›bÄ…. “ProszÄ™ ksiÄ™dza, dużo siÄ™ w życiu modlÄ™, bardzo dużo, ale czujÄ™, że chyba nie umiem siÄ™ modlić. Niech mnie ksiÄ…dz tego nauczy!” ZaproponowaÅ‚em jej kilka dobrych książek o modlitwie. CoÅ› z porzÄ…dnej teorii teologii modlitwy i kilka gotowych, modlitewnych rozważaÅ„. Pokornie wzięła książki i nie widziaÅ‚em jej caÅ‚y tydzieÅ„. PrzyszÅ‚a w nastÄ™pnÄ… niedzielÄ™ ze skwaszonÄ… minÄ…. “Nic nie pomogÅ‚o proszÄ™ ksiÄ™dza. Książki sÄ… ciekawe, a modlitwy wzruszajÄ…ce, ale mnie nie chodzi o piÄ™kne sÅ‚owa, tylko o coÅ› wiÄ™cej. Ja siÄ™ dużo modlÄ™, ale siÄ™ wcale nie zmieniam i przez to czujÄ™, że moje modlitwy sÄ… do niczego. One sÄ… dÅ‚ugie i Å‚adne, ale nieskuteczne.”

Modlitwa musi mieć jednak coś z deszczu, który spływa z nieba na ziemię, a potem paruje i wraca w górę. Ale ziemia po deszczu jest już inna. Wydaje rośliny, kwiaty i owoce. Pewnie o taką zdolność modlitwy chodziło tej kobiecie. Żeby po tym wielkim deszczu łaski pozostał w nas nowy człowiek, całkowicie obmyty z brudu ziemi. Rzeczywiście, może nawet my, księża, mamy kłopoty z taką modlitwą. Dużo się przecież modlimy, ale czy się zmieniamy? I właśnie dlatego błagam dziś Boga, aby nauczył mnie modlić się. Książki o modlitwie już mam, znam wiele modlitw wyciskających łzy, ale modlitwy, która naprawdę przemienia może mnie nauczyć tylko Jezus i to osobiście i bezpośrednio On sam.

Oblicze świętości

March 15th, 2011 by xAndrzej

Spowiednik św. Katarzyny Sieneńskiej wspominał, że czasem podczas spowiedzi twarz Katarzyny bardzo się zmieniała. On sam w tej zmieniającej się twarzy widział Jezusa. Kardynał Schonborn wspomina swoje odwiedziny u Ojca Pio. Miał wtedy 16 lat i cała ta wycieczka na początku bardzo go zawiodła. Przed kościołem już wtedy można było spotkać tandetne pamiątki z wizerunkiem świętobliwego zakonnika. Kiedy jednak trafił na Mszę świętą celebrowaną przez Ojca Pio zastygł w zdumieniu. Po raz pierwszy w życiu, w twarzy kapłana odprawiającego Mszę świętą zobaczył Chrystusa. Na tym polega świętość, żeby zgubić swoją twarz i możliwie najpełniej upodobnić się do twarzy Boga. Tylko Bóg jest święty, a to znaczy, że świętość człowieka polega na upodobnieniu się do Boga.
Jak to zrobić, żeby na swojej twarzy umieścić oblicze Jezusa? Jest na to sposób, ale on zupełnie wymyka się naszej ludzkiej logice. Ludzie chcąc się upodobnić do kogoś dokonują charakteryzacji własnej twarzy. Skupiają się na swojej twarzy, żeby ją przemalować, przekształcić w twarz innego. Jezus podaje zupełnie inny sposób upodobnienia się do Niego. Trzeba skupić się na twarzy innych ludzi i widzieć w nich Jezusa. Być trochę jak lustro, które odbija twarz Boga obecnego w innym człowieku. Jezus wspomina, że Go nakarmiliśmy, odwiedziliśmy wtedy gdy zrobiliśmy te rzeczy tym najmniejszym. Kiedy w twarzy drugiego człowieka dostrzegam Jezusa wtedy i moja twarz zaczyna być podobna do Niego. Chcąc pracować nad własną świętością trzeba umieć zapomnieć o sobie i zacząć myśleć o drugich. Bo święty to ten, który nie jest dla siebie, który będąc całkowicie dla drugich zaczyna na swojej twarzy odbijać twarz Jezusa.
Na nic mi się zda mistyczne zamykanie oczu, kontemplacyjne marszczenie czoła, najpokorniejsze nawet opuszczanie głowy i najbardziej cierpiętnicza mina. One nie upodobnią mojej twarzy do twarzy Jezusa, bo często za bardzo są skupione na sobie. Kiedy mój wzrok dostrzeże ubogich, kiedy moje uszy nasłuchiwać będą wołania potrzebujących, kiedy swój uśmiech oddam strapionym, kiedy podniosę wysoko głowę, żeby podźwignąć z załamania barci, wtedy moja twarz będzie podobna do twarzy Jezusa. Bo święty, to ten, który jest dla drugich.

Pokusa iluzji

March 13th, 2011 by xAndrzej

Na różne sposoby jesteÅ›my kuszeni, żeby tylko w swojej Å›wiadomoÅ›ci uznać Boga i Jego naukÄ™ jako coÅ› albo w ogóle nie realnego, albo jako dodatek do zasadniczych i konkretnych spraw tego życia. W pokusach chodzi pewnie o to, żeby Boga zepchnąć do poziomu iluzji, czegoÅ› niekonkretnego, wyÅ‚Ä…cznie osobistego i drugorzÄ™dnego. Rdzeniem każdej pokusy jest negacja realnoÅ›ci Boga i tego co On do nas mówi. “Czy to na pewno Bóg powiedziaÅ‚?” “JeÅ›li jesteÅ› synem Bożym…” - te wÄ…tpliwoÅ›ci kuszÄ… nas, żeby Boga nieustannie wystawiać na próbÄ™. IstotÄ… pokus jest wiÄ™c najpierw uznanie Boga za kogoÅ› wÄ…tpliwego i co do istnienia i co do przesÅ‚ania, które przynosi. DiabeÅ‚ jest w tym niesÅ‚ychanie subtelny. Nie kusi nas w jakiÅ› prymitywny sposób, ale podsuwajÄ…c pomysÅ‚y, które na pierwszy rzut oka wydajÄ… siÄ™ lepsze od tego co dobre. A czÅ‚owiek ciÄ…gle chce przecież czegoÅ› lepszego. “Lepsze jest czÄ™sto wrogiem dobrego” - mawiaÅ‚ ponoć zmarÅ‚y przed laty nasz biskup Stefan BareÅ‚a. Nawet Ewa z raju rozszyfrowaÅ‚a na poczÄ…tku tÄ™ taktykÄ™ diabÅ‚a. “Nic wam w tym raju nie wolno” - mówi diabeÅ‚. “Jak to nie wolno? - odpowiada Ewa - Możemy jeść z wszystkich drzew oprócz tego jednego!”. “I wÅ‚aÅ›nie ja chcÄ™ wam dać coÅ› lepszego, jakÄ…Å› lepszÄ… wolność, niczym nie ograniczonÄ….” - blefuje diabeÅ‚. I zaczyna siÄ™ kuszenie. Trzy pokusy na pustyni nie sÄ… jakimiÅ› nie zwiÄ…zanymi ze sobÄ… przestrzeniami kuszenia. Jedna rodzi drugÄ…. JeÅ›li nie ulegniesz pierwsze, natychmiast zostaniesz zaatakowany drugÄ…. JeÅ›li i na drugÄ… nie dasz siÄ™ nabrać, atak diabÅ‚a przyjdzie z trzeciej strony.
Pierwsza pokusa chce nam odwrócić kolejność między tym co materialne a tym co duchowe, chce na wmówić, że materialne, naturalne i ziemskie jest pierwsze, bo jest konkretne, krzyczące, konieczne. A to co duchowe to już tylko dodatek jakiś element kultury człowieka. Najpierw dajcie nam chleb, a dopiero mówcie o Bogu - tak przecież myśli wielu ludzi. Niech się Kościół zajmie biednymi, głodnymi, niech odda im swoje bogactwa, a dopiero potem głosi Ewangelię. Tymczasem chleb dany bez Boga może zaspokaja głód fizyczny, ale zabija miłość i dobro. Coraz więcej jest ludzi najedzonych, ale nieszczęśliwych, bo coraz większe pragnienia materialne zabiły w nich wrażliwość, miłość i solidarność. Myślę też i o Kościele, czy to co materialne nie stało się pierwsze od tego co duchowe? Czy nie troszczymy się bardziej o to, żeby ludziom dać kamienie, niż o to, żeby najpierw usłyszeli słowo. Ile uwagi, zaangażowania i wysiłku poświęcam w mojej kapłańskiej posłudze na głoszenie Słowa, na ewangelizację, a ile na administrację, budowę, fundacje, finanse?
Kiedy zrozumiem, że Słowo ma być pierwsze i nie poddam się pokusie łatwego chleba przyjdzie na mnie druga pokusa. Ona jest związana z moją relacją do Słowa Bożego. Skoro diabłu się nie udało odłączyć mnie od tego Słowa, to kusi mnie, żeby to słowo sobie przywłaszczyć, zapanować nad nim, żeby Słowami Boga zbudować swoje bezpieczeństwo, obronić swoje racje i interesy. Diabeł w tej drugiej pokusie występuje jak uczony w Piśmie. Pokazuje, że nawet on umie doskonale posługiwać się Biblią właśnie, żeby Boga wystawić na próbę. Słowo Boga może być czasem użyte przeciwko Bogu. Ile razy tak jest, że swoje opinie uzasadniamy cytatami z Biblii, ile razy na kanwie biblijnych tekstów lansujemy swoje poglądy, albo budujemy swoje interpretacje. Mówią o św. Franciszku z Asyżu, że nie bawił się w żadne komentarze czy proroctwa wokół tekstów Biblii - chciał prosto i konkretnie realizować wskazania Jezusa. Obroną wobec takiej subtelnej pokusy może być tylko pokora wobec Słowa Bożego, żadnego poczucia władania Słowem, żadnej pewności siebie i żadnego bycia ponad Słowem. Słowo Boga nie jest moje, jest własnością Pana, który kieruje je do mnie. To Jezus mówi do mnie i On jest Panem tego Słowa.
Jeśli wytrwam i pod słowami Jezusa nie podstawię siebie to pewnie czeka mnie jeszcze trzecia rozgrywka z szatanem. Ta trzecia pokusa rodzi iluzję na temat samej osoby Syna Bożego i jego władania nad światem. Nie mam wątpliwości, że Bóg jest Królem Wszechświata, ale na czym polega Jego królowanie? Moja grzeszna natura nie chce się zgodzić i nie chce zrozumieć, że władza Jezusa jest z Golgoty, a nie z Mont Everestu, że jej symbolem jest krzyż, a nie złote berło, że sposobem rządzenia jest służba a nie rozkazywanie, cichość a nie krzyk, pokój a nie wojna. Benedykt XVI przypomina, że przed ukrzyżowanie ludzie mieli do wyboru Jezusa z Nazaretu i Barabasza. Barabasz znaczy Bar Abbas - czyli syn ojca. Ojcowie Kościoła wymieniali jego pełne imię: Jezus Barabasz - Jezus syn ojca. Ale Barabasz był przywódcą powstania, zwolennikiem przemocy i siłowej rewolucji. To właśnie jego poglądy sprawiły, że stał się zabójcą ludzi. Jakiego chcesz Króla? Jezusa z Nazaretu, który rządzi z krzyża; czy Jezusa Barabasza, który z bronią w ręku próbuje zrobić porządek na świecie.

Wielki Post to taki nasz czas pustyni, czyli czas w którym Duch Święty chce nam pokazać w jak wielu iluzjach żyjemy. Iluzja to inaczej pokusa, żeby to co najprawdziwsze i pierwsze uznać za fikcyjne i drugorzędne, żeby zepchnąć do elementów naszej wyobraźni, który przestał trochę przystawać do rzeczywistości. Tymczasem Jezus nie przyszedł tylko po to, żeby nam dać chleb, poczucie bezpieczeństwa, czy władzę. On przyszedł tylko w jednym celu - żeby dać nam Boga. Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu to wszystko inne będzie na swoim miejscu.

Migawki z życia:
Mamy wspaniały czas początku Wielkiego Postu. Najpierw rekolekcje, a teraz doba eucharystyczna. Długie i intensywne godziny modlitwy i adoracji. To jest taki czas, w którym bardzo wyraźnie, a nawet bardzo fizycznie Bóg jest na pierwszym miejscu. Kiedy patrzę na naszą wspólnotę przez pryzmat takich chwil to widzę, że tak naprawdę tylko Bóg jest źródłem komunii. Moje konferencje o budowaniu wspólnoty w takich chwilach wydają mi się zwykłą słomą. Bo jesteśmy wspólnotą, jesteśmy komunią tylko i wyłącznie wtedy, gdy łączy nas Bóg, gdy wszyscy, bardzo intensywnie koncentrujemy się na Nim. Tak bardzo głęboko czuję, długich godzinach adoracji, jak działa Bóg, jak każdy w tej wspólnocie jest darem i skarbem Boga.

Intencje modlitewne:
Za naszych alumnów, za diakonów, akolitów, lektorów; o nowe powołania kapłańskie i zakonne, za kapłanów; za chorych i cierpiących; o uzdrowienie dla Zdzisławy, dla Piotrka; o zdrowie i wiarę dla rodziców; za wszystkich rodziców naszych alumnów; za dzieciaki z domu dziecka; za Ojca Wojtka - dominikanina; za siostry Nazaretanki, za czytelników tego wpisu

Start w stronę krzyża

March 8th, 2011 by xAndrzej

No to startujemy w stronę krzyża! Zacząłem dziś trochę myśleć o całej tej drodze, co na nią zabrać, z czym wystartować, co zrobić, żeby na Wielkanoc mieć udział w zmartwychwstaniu. Przydałoby mi się zrzucić trochę kilogramów. Przy okazji pobożnej praktyki mógłbym lepiej wyglądać i zdrowiej żyć. Niezłym pomysłem byłoby wcześniej wstawać i trochę więcej pracować - może wreszcie wyszedłbym z całej sterty zaległości. Bóg byłby na pewno zadowolony, a ja tym bardziej! Jeszcze więcej pożytku byłoby z chodzenia do chorych. Czułbym się z pewnością bardziej dowartościowany i spełniony w swej chrześcijańskiej powinności. Może z jałmużną byłby większy kłopot, bo ciągle mi na coś brakuje i obiecałem sobie, że wreszcie zaoszczędzę na wymianę samochodu. Wódki i papierosów nie muszę sobie odmawiać, bo jakoś Pan Bóg dał mi takie nastawienie kubków smakowych, że po prostu z natury nie cierpię tych rzeczy. Żadne to umartwienie zrezygnować z czegoś, z czym się i tak nie ma większych problemów. Jednak żaden z tych pomysłów nie zachwycił mnie ani na chwilę. Poczułem w tym wszystkim, że znowu przy okazji Pana Boga, chciałbym coś ugrać i zdobyć dla siebie. Szukam więc takich postanowień, w których naprawdę chodziłoby przede wszystkim o Boga.
Szperałem dziś po Biblii, żeby zobaczyć z jakiego miejsca i z jakim nastawieniem wystartowali apostołowie w stronę krzyża. Ich start odbył się pod Cezareą Filipową. To z tamtych wiosek ruszały pielgrzymki w stronę Jerozolimy. To tam Jezus najpierw zapytał uczniów za kogo Go uważają - ludzie i oni sami. Opowiedzieć o tym, co gadają ludzie jest prosto i łatwo. Nie tylko dlatego, że lubimy podsłuchiwać innych, ale dlatego, że za tym nie ma nas. To, co gadają inni jest ich sprawą i ich odpowiedzialnością, a za własne słowa i poglądy odpowiadam ja sam. Za kogo więc uważam Jezusa? Kim jest dla mnie ten syn cieśli z Nazaretu? Czy jest Panem i Zbawicielem? Czy jest tym jedynym i prawdziwym Mesjaszem, Synem Boga i Bogiem prawdziwym? Te pytania są zbyt osobiste, żeby na nie odpowiedzieć zdawkowo, z użyciem wytartych sloganów. One docierają do samej istoty mojego powołania, a ich wspólnym mianownikiem jest pytanie o to, czy Jezus tak na serio jest największą ważnością mojego życia?
Jeśli nic mi nie zapłacą za moją kapłańską posługę, jeśli stracę cały społeczny prestiż wynikający z bycia księdzem, jeśli mnie wyślą na największą dziurę, do zimnego kościoła i pustej plebanii, jeśli mnie nie zauważą, zlekceważą, zadrwią sobie z moich kościelnych tytułów, czy i wtedy będę szczęśliwym księdzem? Czy się wtedy nie obrażę, nie zniechęcę, nie zdezerteruję? Ty, jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego! Chcę w Wielkim Poście zaczynać każdy dzień od tego wyznania. 4 marca obchodziłem piękną rocznicę - dokładnie 10 lat od kiedy zaczynam każdy mój kapłański dzień od przyjęcia Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela, od specjalnego wyznania tej prawdy i od modlitwy, która mi przypomina, że największą ważnością mojego kapłaństwa jest Chrystus.
Za Nim będę szedł w stronę Golgoty. Nic sobie nie wymyślę własnego, nie narysuję swojej własnej trasy na przejście Wielkiego Postu. Moim GPS-em będzie Ewangelia i to wszystko, co przygotuje dla mnie Bóg w swojej Opatrzności. Bądź wola Twoja, Panie. Wielki Post to nie jest mój czas, ale Twój - Boże!

Migawki z życia:
Znów zacząłem odprawiać w kościółku w Alejach. Wróciłem w to samo miejsce i w ten sam czas, w którym odprawiałem Mszę świętą dla świata akademickiego. Moje ukochane Msze o 19.15! Będę się musiał nauczyć gadać do normalnych ludzi, żeby im nie mówić ciągle o kapłaństwie i żeby na nowo zrozumieć, że żyją w świecie, że ciężko pracują, że ledwo wiążą koniec z końcem i że są czasem nawet jeszcze bardzo daleko od Boga.
Wczoraj miałem wykład dla katechetów o wychowaniu do liturgii. Sam ciągle się uczę tego, że liturgia nie jest moim dziełem ale dziełem Boga. To doświadczenie jest chyba największą prawdą, której uczy mnie seminarium ze swoją precyzyjną liturgią, radykalnie wierną liturgicznym przepisom. Nagle zrozumiałem, że te surowe przepisy liturgii nie są same dla siebie, ale uczą mnie tego, że w liturgii to Bóg ma działać, a ja mam uczestniczyć.

Intencje modlitewne:
Za kleryków o wytrwanie w powoÅ‚aniu, o owoce rekolekcji wielkopostnych w naszym seminarium; za diakonów i ich pierwsze praktyki w parafiach; za neoprezbiterów, żeby coraz bardziej kochali kapÅ‚aÅ„stwo; za kapÅ‚anów - o to, żebyÅ›my sami najpierw siÄ™ nawrócili zanim bÄ™dziemy o nawróceniu mówić innym; za chorych i cierpiÄ…cych - za moich rodziców; za paniÄ… ZdzisÅ‚awÄ™ z Austrii; za Piotrka; za ubogich, bezrobotnych i bezdomnych; za wszystkie kobiety Å›wiata - wbrew pozorom kapÅ‚ani może jeszcze bardziej rozumiejÄ… jak potrzebne i ważne w Å›wiecie jest powoÅ‚anie kobiety; za moich przyjaciół z DA; za czytelników tego wpisu …

Wiara błazna

March 5th, 2011 by xAndrzej

Znów zaczÄ…Å‚em czytać “Wprowadzenie do chrzeÅ›cijaÅ„stwa” Ratzingera. Obecny Ojciec ÅšwiÄ™ty przypomina sÅ‚ynnÄ… historiÄ™ o pożarze w cyrku. Kiedy ogieÅ„ opanowaÅ‚ już kilka cyrkowych namiotów i rosÅ‚o niebezpieczeÅ„stwo zapalenia siÄ™ sÄ…siedniej wioski bÅ‚azen udaÅ‚ siÄ™ do mieszkaÅ„ców z informacjÄ… o pożarze. Kiedy zaczÄ…Å‚ im mówić o Å›miertelnym niebezpieczeÅ„stwie ludzie zaczÄ™li siÄ™ z niego Å›miać, uważajÄ…c, że to co mówi to jeszcze jeden jego udany numer popisowy. Mimo, że bÅ‚azen staraÅ‚ siÄ™ ich przekonać o zagrożeniu, mimo, że mówiÅ‚ najpoważniej na Å›wiecie, wrÄ™cz pÅ‚aczÄ…c i przyrzekajÄ…c, że mówi prawdÄ™ - nikt mu nie uwierzyÅ‚ i wszyscy siÄ™ Å›miali. Uważali, że robi to dla pieniÄ™dzy, dla kariery, że robi to bo po prostu jest bÅ‚aznem. Nikt nie przyjÄ…Å‚ jego słów. I staÅ‚o siÄ™. PrzyszedÅ‚ ogieÅ„ i spaliÅ‚ caÅ‚Ä… wioskÄ™. MyÅ›lÄ™, że coraz częściej tak odbierajÄ… nas ludzie. I nie tylko księży, ale wszystkich tych, którzy próbujÄ… mówić prawdÄ™ o upadku wartoÅ›ci, o zagrożeniach. Przeciwnicy Boga najpierw siÄ™gajÄ… po drwinÄ™, po wszelkie mechanizmy, które z proroków zrobiÅ‚yby bÅ‚aznów. Coraz czÄ™stsze oÅ›mieszanie KoÅ›cioÅ‚a, wiary, gÅ‚upie filmy drwiÄ…ce z Papieża - wszystko po to, żeby prorokom odebrać ich wiarygodność, żeby coraz mniej ludzi chciaÅ‚o ich sÅ‚uchać i traktować poważnie. Czy to nie paradoks, że Å›wiat sam pcha siÄ™ w szpony cywilizacji Å›mierci i próbuje ludziom wmawiać, że jest za życiem?
Muszę więc przyjąć i to, przyjąć od czasu do czasu rolę błazna, który bez względu na wszystko nie przestanie stawać po stronie prawdy. Pewnie wielu mnie wyśmieje i nazwie konserwatywnym klechą, pewnie, jak niegdyś u studentów, zanim mnie ktoś wysłucha, już będzie twierdził, że i tak mówię w ten sposób, bo mam z tego pieniądze. A prawda odejdzie zupełnie na bok, jakby była nieważna. Dla tych ludzi z wioski, nie ważne było co mówi błazen, nie ważna była prawda, ale to, kto i jak mówi.
Z proroków dzisiejszy Å›wiat próbuje robić bÅ‚aznów, próbuje ich wyÅ›miać, znieważyć, opluć. Moja studentka, siostra zakonna, z bólem opowiedziaÅ‚a mi, jak kilka dni temu pluli na niÄ… mÅ‚odzi ludzi i Å›miali siÄ™ do Å‚ez z “czarnego pingwina”.
Błazen nie może jednak tracić wiary. Jestem pewien, że może musi spłonąć kilka wiosek, żeby ktoś posłuchał błazna, ale świat wcale nie musi spłonąć, jeśli błaznom wystarczy wiary, gorliwości i wytrwałości. Rozumiem i współczuję tym moim braciom, którzy nie wytrzymali, ale na szczęście jest cała wielka wspólnota, która choć ośmieszana, wciąż staje w obronie ludzi i świata. Jeśli globalna wioska posłucha słów Boga to otrzyma błogosławieństwo, jeśli dalej będzie drwić i śmiać się w najlepsze igrając z ogniem - czeka ją przekleństwo. Jak dużo, wbrew pozorom, zależy od wiary błaznów!

Migawki z życia:
Idzie wiosna! Może jeszcze powieje i spadnie trochę śniegu, ale dzień jest już dłuższy a ciepło bliżej. Codziennie było jakieś spotkanie - najpierw z diakonami, potem formacja dla neoprezbiterów i konferencja dla kleryków. Dzisiaj pobiegłem z samego rana na Jasną Górę, żeby uczcić Maryję w sobotę jej Niepokalanego Serca. Nie mam żadnych wątpliwości kiedy się modlę w towarzystwie Matki Pana. Jej wiara jakoś dziwnie wzmacnia moją, Jej prostota prostuje wszelkie moje krzywizny, Jej czystość jakby wycierała mój bród, a Jej pokora jest najlepszym lekarstwem na moją pychę. Ona mnie wcale nie rozprasza. Jak próbuję się Nią za długo zajmować, wystarczy, że spojrzę na Jej dłonie i widzę wyraźnie, że wskazuje mi Jezusa. Trudniej się wierzy, jeśli się Jej nie wierzy.

Intencje modlitewne:
Za naszych kleryków o wytrwanie w powoÅ‚aniu i coraz wiÄ™ksze dojrzewanie do kapÅ‚aÅ„stwa; za kapÅ‚anów, szczególnie tych wypalonych, zmÄ™czonych, chorych i uzależnionych; o nowe powoÅ‚ania kapÅ‚aÅ„skie i zakonne; za moich rodziców i rodzeÅ„stwo; za przyjaciół z DA i tych, którzy pomagali mi budować koÅ›ciół dla studentów; za ludzi wierzÄ…cych w Polsce, żeby nie byli tchórzami w wierze i żeby dawali odważne Å›wiadectwo o Bogu; za chorych i cierpiÄ…cych - za Piotrka, TereniÄ™, za paniÄ… ZdzisÅ‚awÄ™; o nawrócenie grzeszników; za PolskÄ™, żeby sobie nie przycinaÅ‚a korzeni; za zamarÅ‚ych - szczególnie o życie wieczne dla zmarÅ‚ego taty Justyny z PorÄ™by; za czytelników tego wpisu….

Granice oczekiwań

March 1st, 2011 by xAndrzej

W małym gronie świeckich przyjaciół modliliśmy się dziś o to, żeby Bóg powołał do naszego seminarium tylu kleryków, ilu tylko się zmieści w naszym wielkim budynku. A to oznaczałoby wzrost o kilkaset procent. Na początku coś nam zgrzytnęło w głowie, że to przecież nierealne, że nie te czasy i że nic nie nie wskazuje na to, żeby można było liczyć aż na tyle powołań. Nie poddaliśmy się ludzkim odczuciom. Przecież dostaliśmy od Boga wyraźną obietnicę, że jeśli będziemy prosić, to Bóg pośle wielu robotników, bo przecież żniwo wielkie. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, nie wolno nam więc ograniczać Bożej hojności. Cała ta sytuacja uświadomiła mi kruchość mojej wiary. Czasem wręcz boję się prosić Boga o jakąś obfitość łask, żeby czasem nie czuć się zbyt rozczarowanym, kiedy Bóg nie spełni prośby. W swojej fałszywej pokorze wydaje mi się, że byłoby to trochę wystawianiem Pana Boga na próbę, w ciężkich czasach prosić o dużo. A przecież tyle dostajemy ile prosimy! Jeśli prosimy z lękiem i o bardzo mało Bóg traktuje konkretnie nasze wołanie i nie zasypuje nas zbyt wielką ilością darów. Bez względu na wynik naszych próśb, wiara podpowiada nam, żebyśmy nie ograniczali możliwości Boga. Mamy więc mieć odwagę prosić Boga o wiele i zostawić Jego decyzjom rozmiary spełnionych życzeń. Bóg nie tylko wie, czego nam potrzeba, ale też ile nam potrzeba! Prośmy więc o dużo, a wtedy, kiedy dostaniemy niewiele ufajmy, że właśnie tyle nam jest potrzeba, że tyle nam wystarczy.

Migawki z życia:
Miałem dziś wykład o autyzmie. Wyjątkowo mocno uświadomiłem sobie jak bardzo Bóg stworzył nas wszystkich do wzajemnej komunii i jakim wielkim nieszczęściem człowieka jest nieumiejętność wejścia w relacje z drugimi. Ponoć coraz bardziej jesteśmy pokoleniem autystycznym - zamknięci w swoim świecie i żądający, żeby świat dostosowywał się do naszego sposobu widzenia.
Przez dwa dni mszę świętą z naszego kościoła transmitowało Radio Maryja. Przez to tak mocno poczuliśmy się Kościołem, który choć modli się w małej wspólnocie, potrafi przenikać mury i rozszerzać się na cały świat.
Ostatnio bardzo mało czytam. Jak łatwo zadowolić się krótkimi artykułami, z których aż bije uproszczona wizja świata. Nic więc dziwnego, że świat tabloidów spłaszcza nas już do granic absurdu.

Intencje modlitewne:
Za naszych alumnów ( dziś moją modlitwę za nich wzmocniłem wspólną modlitwą z przyjaciółmi); za kapłanów i o nowe powołania kapłańskie i zakonne; w intencji chorych i cierpiących; za dobrodziejów kościoła akademickiego i naszego seminarium; za Polskę i za Częstochowę; za ludzi świeckich, żeby mieli dużo odwagi i dużo radykalności w świadczeniu o Chrystusie; za dzieci z domu dziecka, szczególnie te, którym udzielałem ostatnio Chrztu świętego; za małżeństwa, które błogosławiłem; za przyjaciół z DA; za modlących się o powołania; za czytelników tego krótkiego wpisu.