Go to content Go to navigation Go to search

Ziarna się nie znajdują, ale kiełkują i rosną!

January 30th, 2010 by xAndrzej

Na jakiejÅ› hospitowanej lekcji jÄ™zyka polskiego nauczycielka pokazaÅ‚a dzieciom jabÅ‚ko i zapytaÅ‚a: “Wiecie, że w Å›rodku tego jabÅ‚ka sÄ… takie maÅ‚e, czarne ziarenka. Kto mi powie, co teraz robiÄ… te ziarenka w jabÅ‚ku?” Dzieci zamurowaÅ‚o. Nawet studenci przyglÄ…dajÄ…cy siÄ™ pokazowej lekcji spojrzeli na siebie zdezorientowani. WidzÄ…c zdziwienie wszystkich nauczycielka z uÅ›miechem na ustach odpowiedziaÅ‚a: “Ziarenka w tym jabÅ‚ku znajdujÄ… siÄ™!” Tak siÄ™ rzeczywiÅ›cie może wydawać. ZewnÄ™trzna bierność i bezruch ziaren może sugerować, że w nich nic siÄ™ nie dzieje. Tymczasem w Å›rodku każdego ziarna rozgrywa siÄ™ nieprawdopodobna dynamika. O niej wÅ‚aÅ›nie Jezus mówiÅ‚ swoim uczniom w przypowieÅ›ciach. Bez wzglÄ™du na to, co siÄ™ dzieje na zewnÄ…trz ziarno kieÅ‚kuje i chce siÄ™ wybić w roÅ›linÄ™. Jest w nim przeogromna chęć życia, niepokój i walka o to, by wyrosnąć i wydać owoce. Tak też jest w naszym sercu. Pewnie na zewnÄ…trz możemy wydawać siÄ™ innym opanowani, spokojni, radoÅ›ni, a w Å›rodku nas rozgrywa siÄ™ najważniejsza batalia o życie, o nadziejÄ™ o miÅ‚ość. To wszystko dzieje siÄ™ w Å›rodku nas, w ukryciu. Nikt nie jest w stanie odkryć, zrozumieć i zobaczyć tych różnych tarć, przepychanek, odczuć, które dziejÄ… siÄ™ w naszym sercu. To zna tylko Jezus. On najlepiej wie, co kryje siÄ™ w sercu czÅ‚owieka i dlatego, jako jedyna osoba z zewnÄ…trz, może nas zrozumieć. On sam też ma takÄ… dynamikÄ™. Kiedy idÄ™ na godzinÄ™ adoracji przed NajÅ›wiÄ™tszym Sakramentem to muszÄ™ sobie mocno uÅ›wiadomić, że w tym bezruchu Eucharystii jest żywy Bóg, że w tej ciszy Jego obecnoÅ›ci jest Jego intensywny krzyk do Ojca o moje nawrócenie. Kiedy po raz tysiÄ™czny odprawiam MszÄ™ ÅšwiÄ™tÄ…, kiedy wypowiadam siedemnasty rok te same sÅ‚owa, czytam te same fragmenty Pisma to może mi siÄ™ wydawać, że w tym nie ma już żadnego dziaÅ‚ania, żadnej skutecznoÅ›ci, a tymczasem Bóg podczas każdej Mszy wciąż za mnie umiera, oddaje swoje CiaÅ‚o i wylewa swojÄ… Krew, żebym siÄ™ nie zatraciÅ‚ w piekle. To za maÅ‚o powiedzieć, że Jezus znajduje siÄ™ w KoÅ›ciele. On siÄ™ tam nie znajduje, On tam dziaÅ‚a, umiera i zmartwychwstaje. Czasem gadamy tak uczniom, że majÄ… być cicho w koÅ›ciele, bo tam siÄ™ znajduje Jezus. To nie caÅ‚a prawda! On siÄ™ nie tylko znajduje, ale dziaÅ‚a, żyje, kocha, robi tyle nieprawdopodobnych rzeczy z miÅ‚oÅ›ci do mnie.
Dziś podskakiwało moje serce po przypomnieniu tej prawdy. Wszystko mnie dziś cieszyło - fałszowanie diakona na Godzinkach, moje zapomnienie na liturgii, kiedy niepotrzebnie trzymałem ręce w górze, cieszył mnie dziś nawet ból w krzyżu i to, że się poruszam jak po skrzywieniu kręgosłupa. Świadomość tego, że Bóg nie tylko się we mnie znajduje, ale żyje, kocha i pomaga mi, dała mi dzisiaj nowe skrzydła i pozwoliła zobaczyć piękno świata.
Dynamika ziarna to również sprawa mojego zaangażowania. To fajnie, że mogę się znaleźć w kościele, że mam czas na modlitwę, że czytam Biblię, to fajnie, że to wszystko jest obecne w moim życiu, ale to jeszcze za mało. Zadałem sobie i klerykom pytanie, czy tylko znajdujemy się w seminarium, czy też pozwalamy się kształtować Jezusowi, czy tylko znajdujemy się na modlitwie, czy też walczymy o skupienie, o przemianę uczuć, o zamieszkanie w Bożym słowie. To byłoby za mało, gdybym się znalazł w szeregach kapłańskich, a nie chciałbym się spalać dla Jezusa, wzrastać dla Niego i umierać tak jak On.
Ziarno nie znajduje się, ale kiełkuje i rośnie, albo marnieje i gnije. Nie może się zatrzymać w działaniu, bo albo będzie wzrastać, albo gnić. Król Dawid, który na takie szczyty wyniósł królestwo narodu wybranego, zaczął to wszystko psuć w momencie, gdy przestał walczyć, gdy stracił swoją dynamikę. Kiedy inni królowie wyruszali na wojnę, Dawid został w Jerozolimie. Jak nie rośniesz dla Chrystusa to zaczynasz gnić. Nie można się tylko znajdować w Kościele, ale trzeba w nim działać. Nie wystarczy tylko być chrześcijaninem, ale trzeba dojrzewać i rozwijać swoją wiarę, bo inaczej wiara zginie, a chrześcijaństwo zacznie się psuć i nie wyda owoców.
Co robicie w Kościele? Co robicie na Mszy Świętej i na modlitwie? Wierzę, że coś więcej niż to, że się znajdujecie.

Intencje modlitewne:
Za naszych kleryków, żeby nie tylko znajdowali się w seminarium, ale dojrzewali i rośli; o nowe powołania kapłańskie i zakonne - o odwagę, dla tych, którzy coś w tym stylu słyszą w swoim sercu; za nasze seminaryjne rekolekcje dla młodzieży; za księży wychowawców i profesorów z naszego seminaryjnego domu; za chorych i cierpiących; za ubogich i bezdomnych; za tych biednych ludzi z Haiti, żebyśmy za szybko nie zapomnieli o ich biedzie; za moich przyjaciół z DA ( dzięki za ostatnie odwiedziny!); za tych, którzy pomagali mi budować kościół i dom dla studentów; no i jak zawsze za tych, którzy dobrnęli aż dotąd w tym wpisie na blogu - odmówię za chwilę różaniec w waszej intencji.

Zaproszenie
Jutro, tj. 31 stycznia br. o godz. 18.00 w naszym seminaryjnym kościele odbędzie się koncert kolęd w wykonaniu naszych alumnów oraz z udziałem dzieci z Domu Małych Dzieci w Częstochowie. To takie pożegnanie z kolędami na ten rok. Serdecznie Was zapraszam. Jeśli macie możliwości i czas to przyjdźcie koniecznie!

Ewangeliczne ziarna w szarej codzienności

January 28th, 2010 by xAndrzej

Z naszych dużych korytarzy wieje chłodem, ale myślę, że nie ma co narzekać, gdy się pomyśli o ludziach bez prądu i ciepła, czy nawet o moich braciach kapłanach posługujących w wiejskich, zimnych kościołach. Dwa dni temu zawiozłem trochę ciepłych rzeczy do przytuliska dla bezdomnych. Klerycy znowu zaplusowali, bo podzielili się z bezdomnymi swoimi polarami, swetrami i skarpetkami. To cenny dar szczególnie, że kleryckie szafy naprawdę nie pękają od nadmiaru ciepłych ubrań. W przytulisku aż trzeszczy od chroniących się przed zimnem ludzi. Pracujący z nimi Przemek powstrzymał mnie od chęci wejścia do ogrzewalni, gdzie chowają się przed zimnem pijani i najbardziej brudni bezdomni. Żałuję, że pozwoliłem się powstrzymać. Pan Jezus wszedłby bez wątpienia pośród nich i nie zraziłby się ich smrodem, brudem i wyzwiskami. Miłość Boga do człowieka jest niewyobrażalna. Kapłaństwo Jezusa ma swoją szczególną opcję na rzecz ubogich. Nieobecność Kościoła wśród najbardziej potrzebujących byłaby zdradą Ewangelii. I nie chodzi w tej służbie ubogim tylko o jakieś gesty charytatywnej pomocy, ale o uzdrawiającą moc spotkania z ubogimi. To spotkanie wyzwala miłość i ją kształtuje. Szkoda, że nam, kapłanom, łatwiej przychodzi dbać o relacje z bogatymi tego świata niż z ubogimi. U Jezusa te proporcje z pewnością wyglądały inaczej. Bóg cieszy się tym wszystkim co w Kościele robimy dla ubogich.
Wczoraj rozpoczÄ™liÅ›my wspomnienie Å›w. Tomasza z Akwinu. Jezus znów nas zaskoczyÅ‚ i upomniaÅ‚ siÄ™ o ewangeliczne proporcje. MszÄ™ z tej okazji odprawiaÅ‚ u nas biskup Antoni. Biskup od dzieci, który na co dzieÅ„ najczęściej odprawia dla przedszkolaków, pisze książki dla dzieci i taÅ„czy w “Ziarnie” mówiÅ‚ nam o wielkim, mÄ…drym, Å›wiÄ™tym doktorze KoÅ›cioÅ‚a. Jestem przekonany, że sam Å›w. Tomasz cieszyÅ‚ siÄ™ z tego w niebie, bo już rozumie, że nawet najwiÄ™kszy teolog musi mieć coÅ› z maÅ‚ego dziecka.
Tak się też składa, że częściej odwiedzają nas teraz dzieci. W niedzielę nasi klerycy dają koncert kolęd z udziałem małych dzieci na pierwszym planie. Chcemy pomóc dzieciakom z Domu Małych Dzieci w Częstochowie. Będziemy też dla nich zarabiać pieniądze organizując przy okazji koncertu małą kwestę. Dzieciaczki przychodzą do naszego wielkiego kościoła i ćwiczą swoje małe scenki. Aż się boję tego zestawienia: klerycki, poważny chór, śpiewający skomplikowane kompozycje i proste małe dzieci, które pewnie nie jeden raz zapomną swoje role. Czy nie będzie to jak kwiatek do kożucha? Tak czy owak natchnął mnie do tego Ks. Twardowski swoim wierszem o świętych z dziećmi na ręku. Ksiądz Twardowski przyznaje się, że miał sen, w którym śniło mu się, że trzyma na swoich kapłańskich rękach małe dziecko. Reakcje ludzi były bardzo różne. Jedni podziwiali pokorę i świętość Księdza Jana, a drudzy pisali donosy do kurii, zgorszeni, że poważny ksiądz bierze na ręce małe dziecko.
A dzieciaki już na próbach rozbrajajÄ… nas swojÄ… szczeroÅ›ciÄ…. MaÅ‚y chÅ‚opiec wyznaÅ‚ mi wczoraj, że Jezusa bÄ™dzie graÅ‚a zabawka. A dziewczynka, która wciela siÄ™ w osobÄ™ Maryi, z wielkim, damskim wdziÄ™kiem i kokieteriÄ… stanęła przede mnÄ… i zapytaÅ‚a poważnie: ” ProszÄ™ KsiÄ™dza, jak ja mam być MaryjÄ… jak mi siÄ™ chce siku?” Mariolodzy doszukaliby siÄ™ w tym pewnie ważnej sugestii potwierdzajÄ…cej prawdziwe i peÅ‚ne czÅ‚owieczeÅ„stwo Matki Boga.
I tak, mimo zimy, biegnie nam seminaryjne życie. Pośród chłodu i ciężkiej nauki kleryków Bóg troszczy się o to, żeby więcej pachniało u nas ewangelią. Pewnie wszędzie są takie ziarenka Królestwa Bożego tylko trzeba nauczyć się je dostrzegać, pośród poważnego świata, który sami sobie stworzyliśmy.

Intencje modlitewne:
O nowe powołania kapłańskie i zakonne, za młodych ludzi zastanawiających się nad udziałem w naszych rekolekcjach - żeby mieli odwagę popytać Boga o swoje życie; za kapłanów, szczególnie tych chorych i cierpiących; za naszych kleryków, żeby w swoich poważnych zajęciach widzieli jak najwięcej radosnych ziaren Ewangelii; za chorych i cierpiących; za bezdomnych z przytuliska i tych z ogrzewalni; za moich serdecznych przyjaciół czytających te zapiski - trwam na modlitwie za was i podziwiam, że chcecie czytać takie pobożniutkie i poukładane myśli w świecie medialnych wstrząsów i sensacji.

Kapłańska zima

January 22nd, 2010 by xAndrzej

Zima nie odpuszcza i trochę daje w kość. Wszystko pewnie dlatego, że odzwyczailiśmy się trochę od śniegu i mrozu. Za to widoki są piękne, a wokół seminarium spaceruje się jak po górskich szlakach. Mamy też sporo roboty, choć większość z niej wykonują klerycy. Wczoraj razem z braćmi z pierwszego roku wywalaliśmy śnieg z dachu, a właściwe zlodowaciałe góry śniegu. Może to bardzo niewłaściwe porównanie, ale nosząc łopaty pełne brył śnieżnych i patrząc na chłopaków rozwalających śnieżne zwaliska, przypomniałem sobie ratowników ze stolicy Haiti. W ciszy serca modliłem się za te tysiące ludzi przywalonych gruzem, i tych umarłych i może tych jeszcze dogorywających. Wcale się nie trzeba modlić i mówić coś pięknego o Bogu, żeby być blisko Niego.

Właściwie wszystko może być modlitwą. To ponoć Grecy podzielili życie na sacrum i profanum, ale tak właściwie to chyba tylko sztuczny i akademicki podział. Boga można uwielbiać na tysiące sposób, bo w komunii z Bogiem nie metoda, ale pamiętające serce jest najważniejsze, a człowiek nie może się oderwać od swojego serca. Rzeczy i czynności sakralne są z pewnością niezbędne dla wiary, ale one same nie działają magicznie - potrzebują jeszcze odpowiedzi naszego serca. Żyję w świecie, który przepełniony jest sacrum, ale ono niekoniecznie przepełnia do końca serca każdego z nas. Mieszkamy pod jednym dachem z Jezusem obecnym w Eucharystii, nasz dzień zaczyna się i kończy od modlitwy, a i tak, nawet w takiej atmosferze serce może zamarznąć i stwardnieć. Nie ma nic twardszego jak zamarznięte serca ludzi przyzwyczajonych do Boga. Przyzwyczajenie duchowe zamraża serce, zamyka na zaskakujące działanie Boga, ubiera Go w utarte schematy, napawa lękiem przed rzuceniem się na wiatr Ducha Świętego. Na lodzie Bóg nie może już zostawić żadnego śladu.

Odprawiałem dziś Drogę Krzyżową w zimnym kościele. Praktycznie bezmyślnie szedłem od stacji do stacji. Te same sceny, kilka pobożnych i oklepanych myśli. Trochę tak jakby to zimno zamroziło moje odczucie Boga. Dopiero przy dwunastej stacji coś we mnie drgnęło. Zacząłem myśleć o śmierci Jezusa i poszukiwać, ważnej, ale zagubionej sceny - przebicie boku Jezusa. Najpierw wydawało mi się, że ten moment zawiera się już w tajemnicy śmierci, ale przecież żołnierz przebił bok Jezusa, kiedy już było po wszystkim, kiedy już wszystko się dokonało. Po co jeszcze ranić serce trupa? Przez śmierć Jezus już zapłacił za nasze grzechy! Sprawiedliwości stało się zadość. Czy to nie wystarczy? Biedni byśmy byli, gdyby Bóg zatrzymał się na czystej sprawiedliwości.

Kiedy siostra Faustyna doświadczyła widoku piekła, była zdumiona, że pełno w nim ludzi sprawiedliwych, ale nie potrafiących kochać. Nawet ogień piekła nie potrafi rozmrozić lodu ich serca. Znam dużo ludzi całkiem sprawiedliwych, nawet wierzących, ale zimnych, zamkniętych, zgorzkniałych, smutnych. Ta włócznia wbita w serce Sprawiedliwego to jak bosak rozwalający lód na rzece, żeby wypłynęła spod lodu woda życia. Może do naszego usprawiedliwienia to przebicie serca nie było już potrzebne, ale Jezus nie chciał nas tylko usprawiedliwić, chciał zapewnić nas o miłości. Grzech, który normalnie zamraża nasze serce nie zamroził serca Jezusa, a wbita włócznia wyzwoliła strumienie Jego Miłosierdzia.

Jeśli przyzwyczajenie do Boga jest największym ryzykiem zamarznięcia serca, to w pierwszej grupie tego ryzyka jesteśmy my, kapłani. Mam czasem wrażenie, że tak wiele kapłańskich serc jest skutych lodem. Zamarzają przy źródle! Źródło nie zamarza tam, gdzie jest dużo ciepła, radości i miłości. Trochę nam brakuje kapłańskiego ciepła. A tak wielu ludzi, go dziś bardzo potrzebuje. Wzrok patrzący z góry, liturgia jak musztra, kazania krzykliwe i straszące, ogłoszenia pełne wyrzutów sumienia - to pierwsze zwiastuny przymrozków. Jeszcze gorzej, gdy brakuje radości, bo cóż to za święty, co się nie uśmiecha - to święty zmarznięty. Największe mrozy przychodzą wtedy, gdy zamarza miłość, gdy się już coraz mniej kocha Boga, coraz rzadziej wychodzi z domu, żeby iść do grzeszników, gdy się już nie chce ani modlić, ani służyć, gdy się już tylko liczy pieniądze i narzeka na życie.
Ale co zrobić, gdy serce zamarzÅ‚o? Pewnie każdy ma swój sposób. Ja jutro pewnie pójdÄ™ do bezdomnych, zaniosÄ™ trochÄ™ skarpet i swetrów i wierzÄ™, że jak spojrzÄ™ w ich biedne, zmarzniÄ™te i przepite oczy to serce mi pÄ™knie. Może to jest najprostszy sposób na kruszenie lodów - pójść do ubogich, cierpiÄ…cych, samotnych? “Panie, kiedy widzieliÅ›my CiÄ™ gÅ‚odnym, spragnionym, nagim, chorym …?” “Cokolwiek zrobiliÅ›cie jednemu z tych najmniejszych, mnieÅ›cie zrobili!” Nic tak nie kruszy serca, jak Jezus obecny w ubogich. Im wiÄ™cej jest zamrożonych serc tym wiÄ™cej bÄ™dzie ludzkiej biedy! Im wiÄ™cej bÄ™dzie zimna w kapÅ‚aÅ„skich sercach tym mniej ludzi bÄ™dzie chciaÅ‚o ogrzać siÄ™ w KoÅ›ciele.

Intencje modlitewne:
za kapłanów, o nowe powołania kapłańskie i zakonne; w intencji naszych seminaryjnych rekolekcji młodzieżowych; za wszystkich kleryków o moc Ducha na czas zdawania egzaminów i uczenia się; za młodych ludzi, za moich przyjaciół z DA; za chorych, cierpiących, bezdomnych; za wszystkich na Haiti - zmarłych i żyjących; głodnych i rozdających jedzenie, poszkodowanych i pomagających, chorych i tych którzy leczą; za Agnieszki przy okazji ich imienin;
za Was, którzy teraz przeczytaliście ten wpis
- wiem, że wielu z Was rozgrzewa nasze kapłańskie serca swoją modlitwą. Modlitwa też skutecznie kruszy lody! Nawet nie wiecie jak dużo potrzebują jej kapłani!

Świadkowie miłości

January 18th, 2010 by xAndrzej

CiÄ…gle zapominam, że w ubóstwie nie chodzi przede wszystkim o materialnÄ… biedÄ™. Choć czujÄ™ mocno jak bogatemu “trudno wejść do Królestwa niebieskiego”. Nasze posiadanie zawsze jakoÅ› nas wiąże ze sobÄ…, angażuje nasz czas i myÅ›li. CzÄ™sto z powodu nadmiernych pragnieÅ„ posiadania tracimy wolność. Nie mamy czasu ewangelizować, bo musimy siÄ™ zająć naszym dobytkiem, nieruchomoÅ›ciami, ekonomiÄ…. Nasze nowe rzeczy, kupione na poczÄ…tku dla rzekomego usprawnienia życia, zajmujÄ… nas coraz bardziej kradnÄ…c czas przeznaczony dla Boga. Pewnie KoÅ›ciół nie jest wcale najbogatszÄ… instytucjÄ…, a księżom też jeszcze daleko do bogactwa współczesnych przedsiÄ™biorców i ludzi biznesu, ale nasze bogactwo boli bardziej, bo Ten, którego gÅ‚osimy byÅ‚ naprawdÄ™ ubogi. MarzÄ™ wiÄ™c, żeby na wzór Å›wiÄ™tego Franciszka rzucić wszystko i stać siÄ™ żebrakiem, zdać siÄ™ caÅ‚kowicie na Å‚askÄ™ Pana i chwalić Go za to, że troszczy siÄ™ o nas jak o lilie polne i ptaki powietrzne. Ale, żeby żyć w ubóstwie nie można być tchórzem. A nam ciÄ…gle brakuje odwagi pierwszych uczniów Chrystusa, dla których pójść za Jezusem znaczyÅ‚o najpierw zostawić swoje sieci, stabilizacjÄ™, swoje, może maÅ‚e, ale zawsze jakieÅ› zabezpieczenia.

Na rozmyÅ›laniu wpadÅ‚o mi dziÅ› do gÅ‚owy biblijne zdanie, że “Jezus bÄ™dÄ…c bogatym staÅ‚ siÄ™ ubogim, żeby nas swoim ubóstwem ubogacić”. Można wiÄ™c być bogatym i stać siÄ™ ubogim! Można mieszkać w caÅ‚kiem Å‚adnym mieszkaniu, mieć tytuÅ‚y naukowe i jakieÅ› eksponowane funkcje i być ubogim. Nie trzeba mieć jednej obdartej koszuli, nie trzeba opróżniać kieszeni i robić w nich dziurÄ™, żeby być ubogim. Można nie wyglÄ…dać na ubogiego, a być u Boga na garnuszku, we wszystkim zdać siÄ™ na Jego wolÄ™.

Modliłem się dzisiaj sporo o ubóstwo. Prosiłem Pana, żeby wyzwolił nas, kapłanów, od chęci posiadania najlepszych samochodów, od planowanych wyjazdów w ciepłe kraje, od ciułania na kapłańską starość.
Ale szybko uciekłem od tych myśli idąc głębiej, bo Duch Święty nie chce nas zatrzymać na ubóstwie materialnym. Na nic bowiem byłoby nic nie posiadać, a mieć serce pyszne i umysł nadęty. Myślałem więc o dwóch postaciach naszego ubóstwa: ubóstwie miłości i ubóstwie umysłu.
Być ubogim w miłości to w każdym czasie i w każdych okolicznościach wierzyć w miłość. Jeśli prawdziwe pokochasz to cię ogołocą, bo miłość nie szuka swego i nie unosi się pychą. Jeśli prawdziwie pokochasz, to cię wykorzystają, bo miłość cierpliwa jest i łaskawa. Jak prawdziwie pokochasz to ci dadzą krzyż, bo miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości lecz współweseli z prawdą. Aż w końcu, gdy prawdziwie pokochasz to cię zabiją, bo miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy. Kapłan Nowego Testamentu to nade wszytko świadek miłości.
Do ubóstwa miłości potrzebne jest ubóstwo umysłu, taka zgoda - jak twierdzi Marie-Dominique Phillippe - żeby nas, dorosłych ludzi mógł nauczać dwunastoletni Jezus. Wyobraźcie sobie tych uczonych w Piśmie, wielkich teologów, zasłuchanych w nauczanie, bądź co bądź, jeszcze dziecka. Tylko wtedy teolog otworzy się na miłość, kiedy pozwoli swojemu rozumowi i swojej mądrości kształtować się we wszystkim Bożemu Słowu. Stąd pewnie teolog więcej niż wszyscy inni musi padać na kolana przed Panem i filtrować swój rozum w powiewie Ducha Świętego. Ksiądz jest z zawodu teologiem i musi pracować nad ubóstwem umysłu. Inaczej nie stanie się świadkiem miłości.

Migawki z życia:
Byłem dziś rano na pogrzebie księdza. Mówiono o nim wiele dobrych rzeczy, ale najczęściej o tym, że nie tylko kupował, ale czytał mnóstwo książek. Widocznie czytanie wielu książek jest też potrzebne, żeby być dobrym kapłanem.

Intencje modlitewne:
Bardzo żarliwie modliłem się dziś za naszych kleryków, żeby prawda i miłość zwyciężały w nich nad tym co światowe; o nowe powołania kapłańskie i zakonne ( Ksiądz Arcybiskup mówił dziś słusznie, że każdy pogrzeb księdza powinien być wielką modlitwą o powołania); za chorych i cierpiących - Piotrka, małego Mateusza, moich rodziców, Gosię z Sieradza, Ks. Andrzeja z Częstochowy i za wszystkich cierpiących po trzęsieniu ziemi na Haiti; za młodych ludzi o dar wiary; o ubóstwo dla wszystkich kałanów i tych, którzy mówią, że są uczniami Chrystusa; za czytelników tego blogu - naprawdę pamiętam o Was w modlitwie!!!!

Sekret Boga

January 14th, 2010 by xAndrzej

W minionÄ… niedzielÄ™ pomagaÅ‚em w parafii, w maÅ‚ym miasteczku niedaleko CzÄ™stochowy. Po pierwszej Mszy Å›wiÄ™tej dopadÅ‚ mnie w zakrystii jakiÅ› starszy pan. Kulturalnie siÄ™ przedstawiÅ‚, że ma na imiÄ™ Jan i liczy sobie grubo ponad 80 lat. WiedzÄ…c, że uczÄ™ przyszÅ‚ych księży bÅ‚agaÅ‚ mnie nad wszystko mówiÄ…c: “Niech ksiÄ…dz powie tym swoim klerykom, że wszystko zależy od tego, co siÄ™ ma tu!” I w tym momencie zaczÄ…Å‚ uderzać swojÄ… pięściÄ… w moje serce. A potem dodaÅ‚: “I niech pamiÄ™tajÄ…, że wszystko czemu sÅ‚użą w kapÅ‚aÅ„stwie to wielka tajemnica wiary, wielka tajemnica…” Te ostatnie dwa sÅ‚owa powtarzaÅ‚ bez koÅ„ca. UÅ›miechnÄ…Å‚em siÄ™ do niego, ale jego sÅ‚owa mocno mnie dotknęły. PrzypomniaÅ‚em sobie mÄ…dre tÅ‚umaczenie o tajemnicy Boga. Chrystus nazywa siebie SÅ‚owem, Logosem, a to ponoć znaczy również tajemnicÄ™, sekret. Wiara jest sÅ‚użbÄ… wobec sekretu Boga. Bóg nie tÅ‚umaczy nam wielu ważnych spraw i prosi, abyÅ›my zaufali, że ta Jego wielka tajemnica ma w sobie jakÄ…Å› zbawczÄ… moc, że nasza wiara hartuje siÄ™ wÅ‚aÅ›nie w obliczu sekretu Boga.
Bo przecież każdy z nas jest tajemnicą, nasza prawdziwa świętość, czy też prawdziwa grzeszność jest naszym sekretem, który zna tylko Bóg. Nawet w Kościele są święci i grzesznicy i może dopiero po ich śmierci docieramy do rąbka tajemnicy ich życia. Dlatego ksiądz Jan Twardowski przestrzegał nas, że prawdziwą świętość trudno jest zobaczyć za życia, a jak ją widzimy to może się szybko okazać, że była tylko mistyfikacją. Świętość też jest bowiem wielką tajemnicą Boga w człowieku. Ponoć wtedy, gdy człowiek wyda swój sekret traci moc. Może tak jest ze świętością, że jak zaczyna nam się wydawać, że jesteśmy święci to traci ona swoją moc i staje się miejscem wielkiego spustoszenia dokonywanego przez diabła. Ilu ludzi w Kościele zaczynało wielkie dzieła, a potem pogubili się we własnym grzechu? Ilu mieliśmy mistyków, którym nadzwyczajne doświadczenia uderzyły do głowy i zamiast zostać sekretem ich życia, stały się powodem ich zabójczej pychy? Prawdziwy mistyk i prawdziwy święty ukrywa swoją świętość, albo po prostu nawet nie zdaje sobie z niej sprawy.
Sekretem jest świat, z jego dziwną historią i wstrząsającymi kataklizmami. Wobec tej historii świata najlepiej zamilknąć, bo każda próba odkrycia tajemnicy jest fragmentaryczna i mylna. Jakoś wyjątkowo przeżywam tragedię trzęsienia ziemi w stolicy Haiti. Nie próbuję nawet stawiać pytania o przyczyny, o to dlaczego tam i dlaczego tylu ludzi? Każda odpowiedź jest uproszczeniem i zuchwałą próbą odkrycia niepojętej dla nas tajemnicy. Nie wiem dlaczego i kto dopuścił taką tragedię, ale wiem, że ona może i musi wyzwolić we mnie możliwie największe gesty miłości i solidarności. W jakimś serwisie informacyjnym widziałem pośród tych ruin miasta i w obliczu ludzkich martwych ciał olbrzymią grupę ludzi modlących się do Boga. Oni pewnie bardziej mieliby prawo do pytania dlaczego, ale czują, że stoją wobec tajemnicy, na którą można tylko zareagować modlitwą i służbą.
Adam i Ewa, nasi prarodzice byli szczęśliwi dopóki uszanowali sekret Boga i z szacunkiem i posłuszeństwem przechodzili wobec Jego tajemnicy. Kiedy chcieli poznać wszelkie dobro i zło stracili moc. Człowiek, który wyda swój sekret traci moc. Człowiek, który nie nosi w sercu wielkiej tajemnicy Boga i koniecznie żąda, aby Bóg tłumaczył się ze wszystkiego, straci moc swojej wiary, straci nadzieję i radość pójścia za Bogiem. Oto wielka tajemnica Boga! Za mali jesteśmy by ją pojąć.

Migawki z życia:
We wtorek mieliśmy spotkanie modlitewnej grupy mężczyzn. Modliliśmy się za małego Mateusza o jego uzdrowienie. Po dłuższej, wspólnej modlitwie poprosiliśmy Boga o słowo. Usłyszeliśmy historię o cudownym uzdrowieniu syna dworzanina. Najbardziej zdziwiła nas godzina, w której Jezus złożył tę obietnicę - było około godziny siódmej. My też zaczęliśmy się modlić o tej godzinie. Bóg jest bardzo konkretny w swoich obietnicach.

Intencje modlitewne:
Dziś najwięcej modliłem się za wszystkie ofiary trzęsienia ziemi w stolicy Haiti, wśród tych wszystkich zaginionych lub pewnie już przysypanych gruzami jest również stu kleryków z tamtejszego seminarium. Niech Pan da im wszystkim niebo! Modlę się też o naszą konkretną pomoc dla tych ludzi. Sam wysłałem już SMS na prośbę Caritas. Jak łatwo możemy dziś siedząc w domu, podzielić się wdowim groszem z potrzebującymi! Modlę się za kapłanów, za naszych kleryków i o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Za chorych i cierpiących. Trwam ciągle w modlitwie za małego Mateusza. Za ludzi ubogich i bezdomnych z naszych ulic. Za moich wspaniałych studentów z DA i za tych, którzy pomagali mi budować ośrodek dla studentów.

Pytania o samotności

January 9th, 2010 by xAndrzej

MyÅ›laÅ‚em dziÅ› sporo nad tym, czy Jezus byÅ‚ indywidualistÄ…. Z pewnoÅ›ciÄ… bliskie Mu byÅ‚o doÅ›wiadczenie samotnoÅ›ci, z pewnoÅ›ciÄ… musiaÅ‚ czÄ™sto sam przeżywać doÅ›wiadczenie niezrozumienia, odrzucenia i dalej realizować swojÄ… misjÄ™. MiaÅ‚ obok siebie najbliższych uczniów, przygotowywaÅ‚ ich do podjÄ™cia nauczania i budowania KoÅ›cioÅ‚a, ale czy nie byÅ‚o tak, że On jeden widziaÅ‚ sens tej drogi, a oni szli w ciemno? Nawet gdy próbowaÅ‚ im tÅ‚umaczyć, o co w tym wszystkim chodzi, to czÄ™sto nie rozumieli i musiaÅ‚ samotnie iść do przodu. Nawet próby wspólnej modlitwy zakoÅ„czyÅ‚y siÄ™ tym, że On siÄ™ modliÅ‚, a oni spali. JakimÅ› indywidualistÄ… i samotnikiem musiaÅ‚ być Jan Chrzciciel. SzÅ‚y za nim tÅ‚umy, ale wydaje siÄ™, że tylko on pojÄ…Å‚ i zrozumiaÅ‚, że nadchodzi Baranek. On też miaÅ‚ uczniów i to nie byle jakich - Andrzeja i Jana, ale szybko ich oddaÅ‚ Jezusowi i znów szukaÅ‚ nowych współpracowników. Podobnie musiaÅ‚o być i ze Å›wiÄ™tym PawÅ‚em i wieloma innymi, charyzmatycznymi postaciami historii KoÅ›cioÅ‚a. Te moje pytania o indywidualizm i samotność przenoszÄ… siÄ™ na nasze kapÅ‚aÅ„skie życie. Å»yjemy obok siebie, czÄ™sto nawet we wspólnocie, ale jakby samotni, jakby nie do koÅ„ca zdolni do współdziaÅ‚ania. CiÄ…gniemy ten “wózek” KoÅ›cioÅ‚a niby razem, ale każdy w swojÄ… stronÄ™ i po swojemu. Sam nie mogÄ™ pochwalić siÄ™ zdolnoÅ›ciÄ… do współdziaÅ‚ania, bo choć wydaje mi siÄ™, że jestem na niÄ… otwarty, to czÄ™sto jedynie na moich warunkach. I nie ma w tym żadnej gry, ani chÄ™ci jakiegoÅ› zysku, ale w swojej mniszej naturze nie lubiÄ™ wychodzić poza Å›wiat mojej duchowoÅ›ci, mojego myÅ›lenia o Bogu i koncepcji na Niego. SÄ…dzÄ™, że wielu moich braci mogÅ‚oby siÄ™ wpisać do takiego kapÅ‚aÅ„skiego klubu indywidualistów i samotników, choć oskarżamy siÄ™ o to wzajemnie, taksujÄ…c, który z nas bardziej.
Ale może nie muszę szukać doskonałej jedności? Może, tak jak w każdym człowieku grzech rozwalił wewnętrzną integralność, tak i w ludzkich wspólnotach grzech rozwalił naturalną zdolność do współdziałania? Może przez to skazani jesteśmy na nasz indywidualizm i samotność, a zamiast oczekiwać jakiegoś cudownego rozwiązania może trzeba z tej słabości uczynić kolejne miejsce teologiczne, miejsce działania Boga w naszej samotności i indywidualizmie?
Z pewnością takim miejscem jest kapłańska samotność. Ona wpisana jest w nasze powołanie. I choć otoczymy się rzeszą ludzi, przyjdą wieczory i dni kiedy będziemy sami. I choć będziemy mieli masę znajomych to oni i tak, żyjąc w świecie, nie zrozumieją naszego powołania. Moi pierwsi wychowankowie, którzy bezpośrednio po święceniach poszli w życie parafialne mówią mi o swoistej rewolucji. W seminarium żyli jak w koszarach, przez całą dobę we wspólnocie ludzi. I nagle znaleźli się na plebani, sami, w swoim pierwszym mieszkanku, bez współlokatora, bez kolegów za ścianą, bez przełożonych mobilizujących do działania, bez regulaminu układającego życie co do minuty. Nawet jeśli mają pełen dzień zajęć to wracają do siebie wieczorem, żeby zderzyć się z samotnością. Ale właśnie w tej samotności jest największa szansa osobistego spotkania z Bogiem! Nie wolno nam uciekać od samotności, krzywić się na nią i szukać technik jej zabijania. Samotność księdza nie jest przekleństwem czy piętnem powołania - jest miejscem najgłębszej obecności Boga.
A co z indywidualizmem? Z pewnością Bóg go nie chce, bo nie może chcieć czegoś co rozwala lub przynajmniej mocno osłabia Jego Kościół. Ale, skoro ten indywidualizm, w mniejszym lub w większym stopniu jest udziałem nas wszystkich, to może znowu warto go przyjąć jako zadanie od Boga? Może warto, żebym pokochał mojego brata z jego doświadczeniem Boga, z jego duchowymi, bardzo osobistymi doświadczeniami i przekonaniami ? Może warto, żebym w tym bardzo indywidualnym myśleniu zobaczył jakieś światło i uwierzył, że to co wydaje się być takie poszarpane, w rękach Boga staje się pięknie tkanym dywanem?
Odnaleźć w naszym indywidualizmie miejsce teologiczne to może wcale nie znaczy wszystko uzgodnić, ujednolicić, ale pokochać te nasze różnice i zrobić wszystko, żeby one nie były źródłem krytyki, oskarżeń, podkładania nogi, ale żeby z tych naszych kwiatków Bóg mógł uczynić cudowną łąkę Kościoła?
Staję więc przed Bogiem z moją nieumiejętnością współdziałania, z moim indywidualizmem i zamknięciem na innych, z moją samowystarczalnością i nie proszę Go, żeby to wszytko wyrównał i ujednolicił, ale żeby w tym wszystkim nauczył mnie kochać.

Migawki z życia:
Czytam kolejne tomy książek Marie -Dominique Phillippe. Pewnie znów będę miał głowę pełną Bożych myśli. Razem z Ks. Adamem byliśmy u Małych Sióstr Baranka. Przywiozłem od nich książkę o historii ich wspólnoty. Takie proste opowiadania o cudownym działaniu Boga. Źródła tej wspólnoty sięgają roku 1968 i słynnej francuskiej rewolucji kulturalnej. Kiedy się wydaje, że ludzie odchodzą od Boga, sam Bóg zasiewa w tej biedzie jakieś ważne ziarenko dla pięknego drzewa. Ono rośnie powoli, ale najcudowniejsze, że narodziło się w tak biednej glebie. Kiedy się czasem martwię, jak Bóg sobie poradzi z dzisiejszymi problemami Kościoła, to wierzę, że będzie podobnie - nie da gotowych i natychmiastowych recept, ale zasadzi roślinki, które wyrosną po latach i będą zaczynem nowego ducha.

Intencje modlitewne:
Za kleryków - Bogu niech będą dzięki, że są i że rośnie w ich sercach Królestwo Boże!; za kapłanów - żeby nasza samotność i indywidualizm nie były przekleństwem ale błogosławieństwem Kościoła; za moich dobrych współpracowników w pracy seminaryjnej; za księży profesorów i pracowników naszego domu; za chorych i cierpiących - o uzdrowienie dla Piotra, o zdrowie i siły dla moich rodziców; o radość życia wiecznego dla zmarłych - za zmarłego tatę Moniki ( nie mogłem dziś nawet być na pogrzebie, ale na pewno się za niego pomodlę); za zmarłą siostrę Ks. Jana; za ludzi młodych, szczególnie za przyjaciół z DA; za tych co pomagali mi budować ośrodek dla studentów i za tych, który teraz pomagają mi w seminaryjnej pracy.

Chryste, Ty jesteÅ› mojÄ… pasjÄ…!

January 7th, 2010 by xAndrzej

Skończył się czas świątecznych wakacji. Chyba po raz pierwszy odnalazłem w tym czasie olbrzymią radość z częstszej i spokojniejszej możliwości bycia z Bogiem. Moje pragnienia coraz rzadziej kierowały mnie w stronę świata, wyjazdów, spotkań. Bez względu na to, czy jest to sprawa łaski czy tylko wzrastania w latach, cieszę się tą zmianą. Odkrywam, że Bóg rzeczywiście może zaspokoić najgłębsze ludzkie pragnienia i nie potrzebuję szukać czegoś więcej w świecie.
Po takiej przerwie realia życia uderzają w człowieka jak tsunami. I choć problemy są takie same jak przed świętami, to ten duchowy czas sprawia, że stają się one lżejsze, a człowiek czuje się nawet bardziej odważny w ich przyjmowaniu i rozwiązywaniu. To kolejny dowód, że może nie przede wszystkim ciało ma w nas odpoczywać, ale cała nasza dusza. Kiedy czytałem, że w tym roku bardzo popularną formą świątecznego spędzania czasu był pobyt w zamkniętych klasztorach, to jest w tym pewnie jakieś oddolne wyczucie, że nasza dusza bardzo potrzebuje odpoczynku w Panu.
O czym teraz myślę i medytuję? Nasze seminarium znów tętni życiem i jak zawsze całe moje modlitewne zaangażowanie zajmują klerycy. Jak żebrak staję przed Panem, mając przed sobą całą klerycką wspólnotę i najpierw pukam do serca Jezusa prosząc o świętość i kapłańską dojrzałość każdego z nich. Wiem doskonale jak mało mogę, już poznałem, że żadne zewnętrzne regulaminy na nic się nie zdadzą, jeśli ich serca będą twarde i fałszywe. Ale moje i ich serce może tylko zmienić Bóg, bo tylko Bóg ma dostęp do ludzkiego serca! Dlatego żebrzę u Boga o wszelkie potrzebne łaski dla ich powołania. Czasem w Bożej obecności i modlitewnej walce staję u drzwi serca każdego kleryka i proszę Ducha Świętego, by przenikał przez największe nawet mury ich serc, by dotykał wielu poranionych miejsc i uzdrawiał, by udzielał pewności i radości z wybranej drogi. Nigdy nie sądziłem, że bycie wychowawcą przyszłych kapłanów to nade wszystko duchowa walka, że to, co najważniejsze nie rozgrywa się tylko na powierzchni seminaryjnego życia. I choć ono jest niesłychanie ważne, to głęboko jestem przekonany, że muszę pomóc Bogu walczyć o duszę każdego powołanego do kapłaństwa, że muszę, razem z Jezusem stanąć u drzwi serca każdego z nich i żebrać, żeby mieli odwagę otworzyć i pozwolić Jezusowi działać bez żadnych ograniczeń.
Bardzo w tym wszystkim potrzebuję pomocy. Dziś przyszło do nas sporo sióstr zakonnych i razem modliliśmy się o powołania i za kapłanów. W najbliższy wtorek mamy modlitewne spotkanie małej grupy mężczyzn, z którymi modlę się za kapłanów i kleryków. Duch Święty nam podpowiedział, że skoro coraz więcej młodych ludzi, również tych w seminarium, nie ma ojców, albo ich ojcowie nigdy się za nich nie modlili, próbujemy to nadrobić. Zapraszam ojców rodzin i mężczyzn do takiej modlitwy za przyszłych kapłanów. W naszej wspólnocie Apostolstwa Modlitwy o Powołania codziennie modli się już kilkaset ludzi za kapłanów. Wierzę, że ta chmura modlitwy uświęci niejednego księdza i niejednego kleryka. Wierzę, że te modlitwy stwarzają Boże środowisko dla wzrostu ziaren powołania.
Od dwóch dni odkryłem nowego pomocnika mojej duchowej batalii o klerycką duszę. Proszę o wstawiennictwo u Boga błogosławionego kapłana Karola Leisnera. Zadziwił mnie jego życiorys. Urodzony w Niemczech w 1915 roku. W młodości wielki działacz katolickich wspólnot młodzieżowych. Potem kleryk i diakon. Mocno walczył o powołanie. Tuż po święceniach diakonatu zachorował na gruźlicę. W czasie leczenia głosił ludziom Chrystusa i głośno przeciwstawiał się ideologii Hitlera. Został za to zesłany do obozu koncentracyjnego, najpierw w Sachsenhausen, a potem w Dachau. Tam potwornie cierpi. Odnowiony atak gruźlicy sprawia, że trafia do bloku 26 - umieralni dla ciężko chorych. I kiedy wydawało się, że w tym miejscu kaźni czeka go już tylko śmierć, spotkał współwięźnia, francuskiego biskupa, który wyświęcił go na kapłana. Przyjął święcenia 17 grudnia 1944 roku, a w dzień św. Szczepana odprawił pierwszą i jedyną w swoim kapłańskim życiu Mszę świętą. Mimo, że żył jeszcze kilka miesięcy choroba nie pozwoliła mu odprawić więcej Mszy. Obóz został wyzwolony, ale Karol nie odzyskał już sił i zmarł w sierpniu 1945 roku. Mój, Boże - on odprawił tylko jedną Mszę świętą! Jak bardzo obdarował mnie Bóg, bo przecież w moim kapłańskim życiu odprawiłem już grubo ponad sześć tysięcy Mszy świętych!
Jeden z pierwszy duchowych zapisków bÅ‚. Ks. Karola Leisnera brzmiaÅ‚: “Chryste, Ty jesteÅ› mojÄ… pasjÄ…!” A ostatni: “Najwyższy, bÅ‚ogosÅ‚aw także mych wrogów!”.
Błogosławiony Księże Karolu módl się za wszystkich kapłanów świata, módl się za wszystkich powołanych do kapłaństwa i wypraszaj nam u Boga wiele nowych i dojrzałych powołań kapłańskich.

Falstart Mędrców ze Wschodu

January 5th, 2010 by xAndrzej

Tyle już dni minęło od Bożego Narodzenia, a w liturgii dopiero dzisiaj do Betlejem i Jezusa dotarli MÄ™drcy ze Wschodu. Dlaczego tak późno? Przecież tacy byli mÄ…drzy, oczytani, znali Pisma, bywali w Å›wiecie i na dworach? Dlaczego wyprzedzili ich nieuczeni prostacy pasÄ…cy swe bydÅ‚o na pastwisku? PiÄ™knÄ… odpowiedź daÅ‚ nam Ojciec ÅšwiÄ™ty podczas Mszy w pasterkÄ™. Pasterze mieli krótszÄ… drogÄ™, bo ich serce byÅ‚o proste, a umysÅ‚ ufny. MÄ™drcy, jak to mÄ™drcy, zanim coÅ› zrobiÄ… muszÄ… podyskutować, poczytać, sprawdzić przypisy, postawić kilka sprzecznych tez, napisać program, opracować szczegóły koncepcji, potem zebrać opiniÄ™ od innych i może wtedy wyruszyć w drogÄ™. Znam wielu ludzi, którzy sÄ… ciÄ…gle daleko od Boga, bo szukajÄ… dowodów, czekajÄ…, aż im siÄ™ wszystko misternie poukÅ‚ada. A Bóg nie chce siÄ™ uÅ‚ożyć pod dyktando czÅ‚owieka. Pewnie i z tego powodu czÄ™sto mÄ™drcy popeÅ‚niajÄ… najwiÄ™ksze herezje i majÄ… najwiÄ™cej falstartów. Nawet Å›wiecÄ…ca gwiazda i studiowane ksiÄ™gi nie doprowadziÅ‚y ich bezpoÅ›rednio do Jezusa. MÄ™drcy ze Wschodu popeÅ‚nili najwiÄ™kszy falstart swojego życia szukajÄ…c Mesjasza na dworze Heroda. Oni nie poszli tam z wizytÄ… kurtuazyjnÄ…, ale byli przekonani, że Król może tylko narodzić siÄ™ na królewskim dworze. No bo, jeÅ›li miaÅ‚ być to wÅ‚adca, Pan Panów, to gdzie Go szukać, jak nie w paÅ‚acu? Nawet im przez gÅ‚owÄ™ nie przetargaÅ‚o, że to wszystko mogÅ‚o stać siÄ™ w ubogiej grocie. PamiÄ™tam mój pierwszy żłóbek przygotowywany w koÅ›ciele. PrzyniosÅ‚em ze wsi siano, żeby na nim uÅ‚ożyć glinianego Jezusa. Mocno siÄ™ zdziwiÅ‚em, gdy mój ksiÄ…dz z parafii wyrzuciÅ‚ siano, a w to miejsce wÅ‚ożyÅ‚ zÅ‚ote, sztuczne i wÅ‚ochate girlandy. PopatrzyÅ‚ na mnie z góry i z wielkim znawstwem w gÅ‚osie stwierdziÅ‚: “W ikonografii zÅ‚oto oznacza boskość i niebo.” PoczuÅ‚em siÄ™ maÅ‚y wobec wielkich zdobyczy historii sztuki, ale siana mi byÅ‚o szkoda, bo na nim Jezus wyglÄ…daÅ‚ normalniej. Wcale siÄ™ wtedy na nikogo nie obraziÅ‚em. Pokornie przyznaÅ‚em, że maÅ‚o jeszcze wiem o sztuce i maÅ‚o czujÄ™ ducha KoÅ›cioÅ‚a. DziÅ› pewnie bym powiedziaÅ‚, że byÅ‚ to kolejny falstart, jakich w naszym kapÅ‚aÅ„skim życiu jest bardzo dużo. Szukamy przecież ciÄ…gle bogatych Å›rodków, gdy tymczasem, posÅ‚ugujÄ…c siÄ™ ubogimi, zrobilibyÅ›my wiÄ™cej dla Jezusa. Brakuje nam odwagi ubóstwa, a może jeszcze bardziej takiej ewangelicznej mentalnoÅ›ci, że Boga nie ma w paÅ‚acach, ale w ubogim i prostym sercu, w geÅ›cie dobroci i miÅ‚oÅ›ci, w pokorze i skromnoÅ›ci. Na szczęście u MÄ™drców to nie byÅ‚o zarozumialstwo i cynizm, to rzeczywiÅ›cie byÅ‚ falstart, bo kiedy odnaleźli Jezusa - już innÄ… drogÄ… wrócili do domu.

Migawki z życia:
PróbujÄ™ siÄ™ już wydobyć ze swojej celi i mniszego życia. Od rana pracowaÅ‚em normalnie zajmujÄ…c siÄ™ caÅ‚Ä… masÄ… seminaryjnych rzeczy. ZdążyÅ‚em być w kurii, a w domu przyjąć kilku goÅ›ci z różnymi sprawami. A jutro, na Trzech Króli, wrócÄ… już klerycy i bÄ™dziemy mieli nasze seminaryjne “objawienie”.

Intencje modlitewne:
Oczywiście na pierwszym miejscu modliłem się za naszych kleryków, żeby nie tracąc mądrości, mieli serce proste i umysł ufny; za kapłanów i o nowe powołania kapłańskie ( z trwogą przeczytałem dziś wypowiedź rzecznika episkopatu Francji, że jeśli nie przybędzie powołań, to za 15 lat trzeba będzie zlikwidować we Francji połowę diecezji - jak mi nie pomożecie modlić się za kapłanów i o nowe powołania kapłańskie to razem przed Bogiem odpowiemy za likwidację Kościołów lokalnych na świecie!!! - Najbliższa modlitwa - 7 stycznia, czwartek godz. 20.oo - kościół seminaryjny); za chorych i cierpiących, za bezdomnych i bezrobotnych; za mędrców tego świata, żeby przestali wątpić, a zaczęli ufać!; za niewierzących - o łaskę wiary.

Umieć czekać

January 3rd, 2010 by xAndrzej

Mamy przepiÄ™knÄ… zimÄ™. Może przez to, że nie muszÄ™ nigdzie jeździć i żyjÄ™ w tych dniach trochÄ™ jak mnich, mogÄ™ zachwycać siÄ™ oÅ›nieżonymi Å›wierkami w naszym seminaryjnym ogrodzie i wsÅ‚uchiwać siÄ™ w szelest Å›niegu pod butami. Kiedy tempo życia siÄ™ zmniejsza otaczajÄ…cy Å›wiat wydaje siÄ™ być o wiele bardziej urokliwy. Nawet wieża Jasnej Góry jakby przybliżyÅ‚a siÄ™ do seminarium. Mróz przyniósÅ‚ ostre powietrze i lepszÄ… widoczność, przez co wieża sanktuarium wydaje siÄ™ być prawie tuż za ogrodzeniem naszego domu. Pierwsze dni roku spÄ™dzam, zupeÅ‚nie Å›wiadomie i dobrowolnie, prawie w caÅ‚kowitej samotnoÅ›ci. TrochÄ™ jej potrzebujÄ™, mimo, że myÅ›li wciąż ulatujÄ… ku Å›wiatu. OczywiÅ›cie znów siÄ™gnÄ…Å‚em po Mertona. Jak mam jakÄ…Å› lukÄ™ w lekturze, to zawsze siÄ™gam do niego. Sam nie wiem już, który raz, znów czytam “Znak Jonasza”. Nie mam wÄ…tpliwoÅ›ci, że Merton pisaÅ‚by dziÅ› blog. W jego dziennikach peÅ‚no jest nie tylko pobożnych refleksji ale też i osobistych spostrzeżeÅ„ i relacji. Przez te teksty stajÄ™ siÄ™ trochÄ™ odważniejszy w pisaniu blogu, bo przecież wiem, ile zawdziÄ™czam Mertonowi od czasu kiedy czytam jego osobiste zapiski.
Nowy Rok przywitałem w samotności. Po powrocie z katedry zamknąłem się w kaplicy, żeby pobyć z Panem czasu, a w pierwszej minucie Nowego Roku rozpocząłem odprawianie Mszy świętej. Dobrze mieć ten luksus, żeby z Bogiem rozpoczynać nowy kawałek życia. Kompletnie nie przeraża mnie upływ czasu. Naprawdę się cieszę, że znów jestem o ten kawałek bliżej nieba.

Na rozmyÅ›laniu porannym medytujÄ™ “List z Chin” brata Alois z Taize. Czytam w oryginale, a przez to wolno, wchodzÄ…c w każde sÅ‚owo. WÅ‚aÅ›ciwie jestem dopiero w poÅ‚owie. DziÄ™ki niemu wciąż analizujÄ™ moje pragnienia. Zgodnie z zaleceniem brata Alois przyglÄ…dam siÄ™ im i rzeczywiÅ›cie widzÄ™, że ciężkość mojego życia zawiera siÄ™ w iloÅ›ci pragnieÅ„. Stanowczo za dużo noszÄ™ w sobie pragnieÅ„ i aspiracji, przez co moje myÅ›li i serce stajÄ… siÄ™ ciężkie i niespokojne. Nie jestem w stanie osiÄ…gnąć i zrobić to wszystko czego pragnÄ™. CzÄ™sto sÄ… to też pragnienia zupeÅ‚nie sprzeczne i nic dziwnego, że Pan Bóg nie może na nie zareagować. Nie mogÄ™ jednoczeÅ›nie pragnąć wygody i zdobywać górskie szczyty, nie mogÄ™ jednoczeÅ›nie uwielbiać Boga i godzić siÄ™ na grzech. PracowaÅ‚em wiÄ™c nad uproszczeniem pragnieÅ„, tak żeby oddać pierwsze miejsce pragnieniom najszlachetniejszym i jednoczeÅ›nie najpokorniejszym. Zamiast wypadu na narty wybraÅ‚em dziÅ› na przykÅ‚ad wizytÄ™ u Piotrka i porzÄ…dnÄ… modlitwÄ™ przed Panem. Choremu Piotrowi zaniosÅ‚em KomuniÄ™ Å›wiÄ™tÄ… i poczuÅ‚em siÄ™ najbardziej szczęśliwym ksiÄ™dzem na Å›wiecie. Nie wiem czy narty daÅ‚yby mi aż tyle szczęścia? Na modlitwie usÅ‚yszaÅ‚em od Boga zapewnienie o Jego miÅ‚oÅ›ci i otrzymaÅ‚em Å‚askÄ™ pokoju. Pewnie wracajÄ…c w korkach i Å›niegu zniszczyÅ‚bym sobie każdÄ… porcjÄ™ radoÅ›ci zdobytÄ… na stoku. Brat Alois ma pewnie racjÄ™, kiedy każe nam sortować pragnienia, żeby byÅ‚o lżej, żeby byÅ‚o wiÄ™cej wolnoÅ›ci i pokoju w sercu.
W pragnieniach ważne jest też tempo oczekiwania ich spełnienia. Za szybko chcemy wszystko osiągać. Dziś potrafimy się nawet zdenerwować kolejką w sklepie złożoną z pięciu ludzi. To już często dla nas za długo czekać aż tyle. Najgłębsze pragnienia spełniają się powoli. Dlatego sztuką jest umieć czekać. W życiu duchowym to szczególnie pożądana cnota. Kiedy analizuję swoje doświadczenia na modlitwie to dziś wiem, że poczułem na niej prawdziwie Boga może po kilkunastu latach modlenia się. Często mówię młodym, którzy po tygodniu modlitwy marudzą, że nie mają żadnej reakcji od Boga, żeby nauczyli się czekać, ile tylko zechce Bóg. Tempo Ewangelii jest bardzo powolne, ale głębokie i trwałe. Nawet w świecie szybki sukces cieszy prze chwilę, a coś osiągane długo i pracowicie daje najprawdziwszą radość. Poczekaj na Pana Boga, ile tylko chce Bóg! Nie wyznaczaj Mu terminu spełnienia twoich próśb, bo On najlepiej zna czas ich realizacji. Prawdziwa miłość czeka, tak jak narzeczony czeka do ślubu na spełnienie swej miłości. Nie chciej natychmiast zrealizować swoich pragnień, nawet tych duchowych. Im dłużej będziesz czekał, tym większą nagrodę otrzymasz od Boga.

Intencje modlitewne:
Dziś dużo modliłem się za kleryków ( zaczynam być chyba uzależnionym rektorem, bo bardzo mi brakuje wspólnoty kleryckiej!), żeby szybko i szczęśliwie wracali; za kapłanów o naszą świętość, pokorę i czystość; o jedność Kościoła - tego Chrystusowego; za ludzi młodych o mądre kierowanie pragnieniami; za bezdomnych i zmarzniętych, żeby nie zamarzli dziś na śmierć; za chorych - za moich rodziców; o uzdrowienie dla Piotrka; o prawdziwych przyjaciół dla powstającej u nas wspólnoty przyjaciół seminarium; za moją blogową wspólnotę o Boży Nowy Rok 2010!

Remanent pragnień

January 1st, 2010 by xAndrzej

Tylko przez jeden cały dzień mogłem być w Poznaniu z młodymi całej Europy, ale to wystarczyło, żeby pooddychać atmosferą Taize i komunii ludzi szukających Boga, zaufania i jedności. Jaki przewrotny jest świat, który z krzykiem pisze i komentuje protest czterech uczniów z Wrocławia przeciwko krzyżowi w szkole, a tak mało uwagi poświęca ponad 3o.tysięcznej rzeszy młodych z całej Europy i świata, którzy przez kilka dni gromadzą się wokół krzyża i budują jedność. To poznańskie spotkanie młodych jest przecież doskonałym dowodem, że krzyż nie jest źródłem rozbicia i sporów, ale nadzieją na wspólne zaufanie i pojednanie religii i narodów. Ten młody Kościół, zgromadzony w halach targowych w Poznaniu, powinien otworzyć nam wszystkim oczy na prawdziwy kierunek naszej troski o młodych. Nie zatrzymamy ich w Kościele, jeśli będziemy tylko taksować ich słabości, gasić ich entuzjazm i odwagę, odzierać z zaufania, ciągle przypominając, że dawnej to było inaczej. Dzisiejsi młodzi mają przecież w sobie mnóstwo talentów i świeżości, a w swoich poszukiwaniach chcą znaleźć przewodników, którzy zaprowadzą ich do źródeł wiary. W wywiadzie z bratem Alois wyczytałem ciekawą diagnozę. Przeor wspólnoty z Taize, zapytany o różnice w problemach, jakie mają młodzi dziś od tych sprzed kilkunastu lat, odpowiada bardzo prosto. Dawniej młodzi pytali o miejsce w Kościele i w świecie, dziś przyjeżdżają by pytać o wiarę, o to, jak zaufać Bogu i jak rozwijać swoje życie duchowe. Mam wrażenie, że skupiliśmy się głównie na tym, żeby zatrzymać młodych w Kościele, a przestaliśmy pytać i troszczyć się o ich wiarę. Niepokoimy się, że młodych nie ma w Kościele, że nie włączają się w akcje duszpasterskie, procesje, zloty, manifestacje religijne. Szukamy sposobów, aby jeszcze na siłę zatrzymać niektórych w Kościele wykorzystując silną presję społeczną związaną z tradycją i zwyczajami. Ale czy nie powinniśmy wrócić do początku, właśnie do pytania o wiarę młodych, do pracy u podstaw nad źródłami wiary? Wielu młodych przeżywa kryzys Kościoła, hierarchii i kapłanów i może nie od ich obrony powinniśmy zacząć, ale od odbudowy wiary? Wielu młodych, słusznie czy nie, ma wiele pretensji do Kościoła, pasterzy, struktur kościelnych, ale niewielu z nich ma pretensje do Boga, a wręcz przeciwnie, pragnie znaleźć Boga, prawdziwie doświadczyć spotkania z Nim. Jeśli jako kapłan nie skupię się na obronie siebie, ale wszystkie swoje siły skoncentruję na głoszeniu Jezusa i świadczeniu o Nim, to pewnie stanę się też wiarygodny jako kapłan. Tego uczę się na spotkaniach Taize, takiego powrotu do ciszy i kontemplacji, do rozważania Biblii, do budowania komunii i wzywania Ducha Świętego, do wzajemnego świadczenia bez kłócenia się o to, kto ma rację i kto jest w lepszej wspólnocie.
W Poznaniu moje uszy przypominaÅ‚y wojskowe radary, nasÅ‚uchujÄ…ce ze wszystkich możliwych stron czegoÅ› ciekawego. ZapisaÅ‚em dużo prostych myÅ›li, które sÄ… jak fundamenty duchowego życia. PodpatrzyÅ‚em wiele ciekawych sposobów, które jak siÄ™ wydaje sÄ… ciÄ…gle atrakcyjne dla mÅ‚odych. SiedzÄ…c po “turecku” na podÅ‚odze i czekajÄ…c na rozpoczÄ™cie modlitwy wsÅ‚uchiwaÅ‚em siÄ™ na przykÅ‚ad w rozmowÄ™ dwóch mÅ‚odych dziewczyn. DomyÅ›liÅ‚em siÄ™, że spotkaÅ‚y siÄ™ pierwszy raz wÅ‚aÅ›nie w Poznaniu. Jedna przyznawaÅ‚a siÄ™ do olbrzymiego kryzysu wiary, druga zaÅ› opowiadaÅ‚a jej historiÄ™ swojej drogi wiary. PrzyznaÅ‚a, że jeszcze parÄ™ miesiÄ™cy temu też byÅ‚a strasznie zbuntowana, przestaÅ‚a chodzić do koÅ›cioÅ‚a, na katechezÄ™, przestaÅ‚a siÄ™ modlić. Jej rozum caÅ‚kowicie buntowaÅ‚ siÄ™ przeciwko Bogu. “Ale moje serce ciÄ…gle kierowaÅ‚o mnie w stronÄ™ Boga. - wyznawaÅ‚a - CzuÅ‚am siÄ™ potwornie rozdarta i zaczęła czytać Pismo ÅšwiÄ™te, teksty o prostocie i o zaufaniu. ZrozumiaÅ‚am, że muszÄ™ iść w ciemno, przeskoczyć ten bunt rozumu i posÅ‚uchać serca. DziÅ› Bóg zwyciężyÅ‚ w moim sercu” OdwróciÅ‚em siÄ™ dyskretnie w stronÄ™ tych dziewczyn i zobaczyÅ‚em, że obie pÅ‚aczÄ…. Bóg jeden wie, ile byÅ‚o w Poznaniu takich rozmów. Na tym wÅ‚aÅ›nie polega prostota Ewangelii i wzajemne Å›wiadczenie o Bogu. Na tym też polegaÅ‚ geniusz brata Roger, żeby Duchowi ÅšwiÄ™temu i mÅ‚odym stworzyć przestrzeÅ„ do dziaÅ‚ania, żeby zaufać i nie sformalizować wszystkiego i nie zamknąć w struktury, regulaminy, sztywne i skomplikowane ceremonie, przegadane i przemÄ…drzaÅ‚e nauczanie.
A co z Poznania przywiozÅ‚em dla siebie osobiÅ›cie? Przez blisko dwie godziny, w kaplicy ciszy medytowaÅ‚em programowy “List z Chin”. Brat Alois dużo pisze w nim o pragnieniach. MogÅ‚em sobie zrobić taki remanent z pragnieÅ„. RzeczywiÅ›cie mamy po pierwsze za dużo pragnieÅ„ i to czÄ™sto sprzecznych ze sobÄ…. Po drugie za szybko chcemy je zrealizować, co nas wyczerpuje, gniewa i niepokoi. PodjÄ…Å‚em wiÄ™c decyzjÄ™, żeby nie chcieć za dużo i żeby nie oczekiwać, że wszystko musi siÄ™ realizować bardzo szybko. Moim najważniejszym i najgÅ‚Ä™bszym pragnieniem majÄ… być sprawy Boga.

Intencje modlitewne:
Za młodych z całego świata, Europy i Polski; za Kościół, żeby jeszcze bardziej ufał młodym i pozwolił im piękną tradycję włożyć w nowe formy; za braci z Taize żeby dalej tworzyli przestrzeń dla Ducha Świętego i młodych.