Go to content Go to navigation Go to search

Rozum oderwany od miłości

November 27th, 2009 by xAndrzej

Pycha nie zaczyna się od ludzkiej wyniosłości czy też od patrzenia na innych z góry. Ona zaczęła się od kuszenia diabła, który chciał, aby w człowieku pękła równowaga między rozumem a miłością. Rozum oderwany od miłości zaczyna w człowieku budować jego fałszywą wizję wielkości i samowystarczalności. Rozum, który przestaje liczyć się z miłością, zaczyna sam decydować o tym, co dobre i złe, co prawdziwe i fałszywe, co warte kochania, a co skazane na odrzucenie. To oderwanie od komunii z miłością czyni z rozumu rywala miłości. A o to przecież chodzi diabłu! On sam zawłaszczył otrzymaną od Boga inteligencję, a odrzucił miłość. Rozum bez miłości nakazuje mi wybierać to co wygodne i łatwe, co mi się opłaca i przynosi wymierną korzyść. Dla rozumu oderwanego od miłości bez sensu jest służba, bez sensu jest ofiara i umartwienie, bez najmniejszego sensu jest oddawanie życia dla drugich. Do tych rzeczy niezbędna jest miłość.
Kiedy rozum oderwie siÄ™ już od miÅ‚oÅ›ci i uczyni z niej swojego rywala musi zacząć od negacji otaczajÄ…cego Å›wiata. Dlatego czÅ‚owiek pyszny wzrasta w atmosferze nieustannej negacji. On prawie zawsze jest na nie. Wszyscy sÄ… gÅ‚upi i źli, wszyscy majÄ… zÅ‚Ä… wolÄ™ i nie znajÄ… siÄ™ na rzeczy. Nawet jeÅ›li tak jest to czÅ‚owiek, który nie oderwaÅ‚ siÄ™ od miÅ‚oÅ›ci potrafi z miÅ‚oÅ›ciÄ… patrzeć i myÅ›leć o prostaczkach, potrafi przebaczać, nie gorszyć siÄ™ i ufać. PyszaÅ‚ek patrzy z góry na tych maluczkich, pogardza ich gÅ‚upotÄ…, gorszy siÄ™ ich biedÄ… i nie znosi zapachu ich potu. Nie lubiÄ™ w sobie tego kawaÅ‚ka pychy, który siÄ™ zamyka na innych, denerwuje siÄ™ ich sÅ‚aboÅ›ciÄ…, a nade wszystko nieustannie kalkuluje. CzÄ™sto nie udaje mi siÄ™ wygrać z tym najwiÄ™kszym korzeniem każdego mojego grzechu. Zamiast kochać zastanawiam siÄ™, czy mi siÄ™ opÅ‚aca to kochanie, zamiast przebaczać i wychodzić naprzeciw, zamykam siÄ™ i wycofujÄ™, żeby tylko czegoÅ› nie stracić, żeby tylko nie odkryć jakiejÅ› swojej sÅ‚aboÅ›ci. A przecież tak naprawdÄ™ najbardziej lubiÄ™ spotkania z upoÅ›ledzonym KubÄ…, który ma w sobie mnóstwo energii i zawsze pierwszy wyciÄ…ga rÄ™ce, najbardziej imponuje mi Stasiu, który już tyle lat, prawie bez żadnego szemrania pcha inwalidzki wózek Adasia i jest naturalnie szczęśliwy z tego, że może sÅ‚użyć. Nawet wujek Józek z akademika rozbraja mnie swoimi deklaracjami miÅ‚oÅ›ci i zachÄ™tÄ… do tego, żebym nie pÄ™kaÅ‚. LubiÄ™ być ksiÄ™dzem “od gÅ‚upich dzieci”. Dla nich nie ma najmniejszego znaczenia, że mam doktorat i jestem kanonikiem, przy nich nie mogÄ™ siÄ™ popisać erudycjÄ… i znajomoÅ›ciÄ… kawaÅ‚ka mÄ…drej teologii. Oni to wszystko “majÄ… w nosie”, bo dla nich liczy siÄ™ miÅ‚ość i prostota. Czy trzeba mieć umysÅ‚ choć trochÄ™ upoÅ›ledzony, żeby wiÄ™cej kochać? WierzÄ™, że nie trzeba. I nawet rozum wielki nie przeszkodzi, jeÅ›li tylko nie oderwie siÄ™ go od miÅ‚oÅ›ci. Ale miÅ‚oÅ›ci można nauczyć siÄ™ tylko od maluczkich!

Migawki z życia:
We wtorek mieliśmy kolejne spotkanie naszej męskiej grupki modlitewnej. To jest takie modlitewne zaplecze w naszej seminaryjnej wspólnocie. Mocno wierzę, że jeśli na zapleczu seminarium będą się modlić mężowie, ojcowie, świeccy świadkowie Boga to Bóg przysporzy naszym alumnom zdolności dojrzewania do duchowego ojcostwa.
W Å›rodÄ™ wyjazd do Warszawy. Tam miÅ‚e spotkanie w przyjacielskiej grupie kilku rektorów. Mamy wiele podobnych problemów, a to nas Å‚Ä…czy i wzbogaca. JechaÅ‚em pociÄ…giem, ale nie daÅ‚o siÄ™ spać, bo w obie strony miaÅ‚em rozmówców. W drodze powrotnej po krótkiej rozmowie, jakaÅ› kobieta powiedziaÅ‚a mi na odchodne: “miÅ‚o siÄ™ z panem rozmawiaÅ‚o! Musimy być spod tego samego znaku!” Å»eby biedaczka wiedziaÅ‚a, jaki jest mój stosunek do znaków zodiaku to pewnie nie byÅ‚oby jej tak miÅ‚o.
Czwartek: Modliliśmy się u Małych Sióstr razem z naszą grupką modlitewną. Znów kilkadziesiąt minut ładowania baterii.

W seminarium przybyło chorych. Na szczęście to nie wirus ani świńska grypa. Lubię odwiedzać chorych, choć chętnie zrezygnowałbym z tej przyjemności za cenę zdrowia naszych kleryków.

Intencje modlitewne:
Za kapłanów, szczególnie tych zagubionych, cierpiących, uwikłanych w grzechy. Coraz bardziej rozumiem dlaczego kapłani są jednocześnie największą radością i największym problemem Jezusa; za alumnów i o nowe powołania kapłańskie i zakonne; za moich współpracowników i wszystkich księży profesorów; za Gosię, żeby przyjęła kolejną porcję swojego cierpienia, a swoje cierpiące dłonie umiała ofiarować Jezusowi za wszystkie kapłańskie dłonie, konsekrowane do tego, żeby dawać Jezusa; o uzdrowienie dla Piotrka i wszystkich cierpiących; za moich wspaniałych wychowanków z DA, za tych, którzy pomagali mi budować kościół dla studentów; za naszą diecezję, żeby była wiernym Kościołem Jezusa; za księży neoprezbiterów; za czytających ten wpis na blogu i za wszystkich, którzy w tych dniach obdarowują mnie dobrym słowem, życzeniami i modlitwą.

Trzęsienie serca

November 23rd, 2009 by xAndrzej

Na koÅ„cu Å›wiata ma być sporo kataklizmów. Apokalipsa zapowiada, że zanim powtórnie przyjdzie Pan ziemia siÄ™ zatrzÄ™sie, na niebie pojawi siÄ™ mnóstwo dziwnych zjawisk, a w Å›wiecie ludzi szalaÅ‚ bÄ™dzie uwolniony diabeÅ‚. A mimo to zwyciÄ™stwo i tak należy do Jezusa i dlatego Apokalipsa nie jest ksiÄ™gÄ… Bożej klÄ™ski, ale zwyciÄ™skiego dzieÅ‚a Boga. WierzÄ™ z caÅ‚Ä… pewnoÅ›ciÄ… w zwyciÄ™stwo Chrystusa, choć przychodzi ono czÄ™sto w wielkiej zadymie i znakach, które paradoksalnie, maÅ‚o siÄ™ kojarzÄ… z Boskim przyjÅ›ciem. Znakiem zwyciÄ™stwa bÄ™dzie pokój w sercu czÅ‚owieka, mimo, że Å›wiat szaleć bÄ™dzie od trzÄ™sienia i zawirowaÅ„. “Niech siÄ™ nie trwoży wasze serce” - mówi Jezus. To chyba najtrudniejsze życzenie- zachować pokój serca w najwiÄ™kszym nawet trzÄ™sieniu ziemi. Bo ziemiÄ… trzÄ™sie diabeÅ‚ po to, aby wywoÅ‚ać trzÄ™sienie mojego serca. Kiedy myÅ›lÄ™ o najtrudniejszych dziejach historii, to wyobrażam sobie, że dla wielu pokoleÅ„ przed nami Å›wiat wydawaÅ‚ siÄ™ być już u swego kresu. Ludzie z obozów koncentracyjnych i Å‚agrów może nieraz myÅ›leli, że już nie może być wiÄ™kszej apokalipsy. Ale nawet wÅ›ród więźniów obozów byli ludzie, których serce siÄ™ nie zatrzÄ™sÅ‚o, nie poddali siÄ™ trwodze. Nasi klerycy przypomnieli ostatnio scenÄ™ ze Å›w. Maksymilianem. WrzeszczÄ…cy żoÅ‚nierz niemiecki i peÅ‚en pokoju i ciszy Maksymilian. Oddaje swoje życie za drugiego czÅ‚owieka i ze spokojem uzasadnia, że robi to najpierw dlatego, że jest ksiÄ™dzem. DojrzaÅ‚e kapÅ‚aÅ„stwo owocuje takim radykalnym pokojem serca. Dobry pasterz pociÄ…ga owce również tym spokojem i równowagÄ… serca, poÅ›ród wielu trudnych sytuacji i zagrożeÅ„. Jezus przynosi ogieÅ„ na ziemiÄ™, a pokój ludziom dobrej woli. Ziemia jest w ogniu, a serce ludzkie ma zachować pokój. Pokój serca hartuje siÄ™ bowiem w ogniu. Ale to wÅ‚aÅ›nie pokój jest ostatecznym darem Boga. Bóg nie chce trzÄ™sienia serca, choć czasem potrzÄ…sa ziemiÄ…. PamiÄ™tam jakieÅ› szkolenie przeciw pożarowe. Poczciwy strażak tÅ‚umaczyÅ‚ nam, że najważniejsze w czasie pożaru to zachować spokój i nie wpaść w panikÄ™. To nie jest paraliżujÄ…cy, czy obojÄ™tny spokój, ale taki który jest warunkiem rozsÄ…dnego dziaÅ‚ania. Czasem czujÄ™, że ziemia trzÄ™sie siÄ™ nad KoÅ›cioÅ‚em i mam ochotÄ™ wyciÄ…gnąć jakÄ…Å› broÅ„ i walczyć w obronie mojego KoÅ›cioÅ‚a, ale serce podpowiada mi, żeby dalej czynić dobro. Czasem mam ochotÄ™ na jakieÅ› peÅ‚ne ekspresji i poruszeÅ„ oddawanie czci Bogu, ale czuje wewnÄ™trznie, że Bóg bardziej chce mojej prostoty i pokory. Czasem chciaÅ‚bym iść na ostatecznÄ… wojnÄ™ z diabÅ‚em, ale Bóg mnie zatrzymuje przypominajÄ…c, że i tak sam z nim nie wygram, wiÄ™c mam dalej ćwiczyć siÄ™ w miÅ‚oÅ›ci a frontalnÄ… walkÄ™ z diabÅ‚em zostawić Bogu i Jego anioÅ‚om. Bóg zrzuca ogieÅ„ na ziemie, aby sprawdzić moc pokoju w moim sercu. “Niech siÄ™ nie trwoży serce wasze! Wierzycie w Boga?” Sprawdzianem wiary jest pokój serca w każdych warunkach. Zmienia siÄ™ Å›wiat, trochÄ™ tracimy nadziejÄ™ nad przyszÅ‚oÅ›ciÄ… wiary, ale niech siÄ™ nie trwoży serce nasze, bo wierzymy w Boga i w to, że ostatnie sÅ‚owo zwyciÄ™stwa należy do Niego.

Migawki z życia:
Miałem dziś dość kiepski dzień. Serce mi się trochę zatrwożyło i musiałem sobie przypomnieć o darze pokoju. Tym darem była godzinna adoracja. Na rekolekcjach kapłańskich jakiś ksiądz zapytał, czy nie przesadzam z tym nawoływaniem do medytacji i adoracji skoro jako księża, wszystko co robimy jest rozmyślaniem i adoracją? Dziś znów wiem, że nie przesadziłem. Nie da się cały czas jeździć samochodem. Czasem trzeba się zatrzymać, żeby zatankować benzynę. Adoracja i rozmyślanie to dla ludzi wierzących takie zatrzymanie się, żeby zatankować trochę duchowego paliwa.

Intencje modlitewne:
Najpierw i przede wszystkim za Anię i jej małego Mateuszka. Jutro Mateusz musi zacząć żyć samodzielnie i modlę się, żeby mu na to starczyło siły, choć normalnie powinien jeszcze rozwijać się w łonie swej matki. Jego życie zawierzyłem całkowicie Maryi Matce Życia. Modlę się też za kleryków - dziś rozkazywałem diabłu, żeby się odkleił od ich pleców! Za kapłanów, a szczególnie za księży biskupów, którzy rozpoczęli swoje rekolekcje na Jasnej Górze. Za chorych i cierpiących, za mojego chorego wujka i ciocię, za moich rodziców, za Gosię i Piotrka. Za czytelników mojego blogu, że się jeszcze nie zniechęcili moimi przerwami w pisaniu.

Odwaga ubóstwa

November 22nd, 2009 by xAndrzej

Zawsze sądziłem, że odwaga potrzebna jest do walki, do publicznego świadectwa, do przeciwstawienia się złym prądom świata. Zapewne do tego wszystkiego potrzeba dużo męstwa. Potrzebuję jednak również dużo odwagi do życia w ubóstwie. Może właśnie dlatego tak mało jest we mnie ubóstwa, bo za bardzo jestem tchórzem. Posiadanie potrafi zakryć moją słabość. Im więcej mam tym więcej znaczę dla drugich. Bogate rzeczy i sprzęty mogą uczynić ze mnie pozornie kogoś silnego, zaradnego, cwanego. Myślę, że właśnie dlatego ludzie chcą mieć najlepsze samochody, kolejne, najmodniejsze ciuchy - żeby coś znaczyć w swoim środowisku. W świecie, w którym większość rzeczy mierzymy i przeliczamy, również nasze znaczenie wydaje się być funkcją tego co się da zobaczyć i zmierzyć. Pokora i miłość mają w sobie mało wymierności, a czasem nawet kojarzą się z niepotrzebną stratą. Z pewnością w krajach ubogich ubóstwo nie wymaga żadnej odwagi, jest ciosem od losu i bolesnym doświadczeniem ogromnej liczby ludzi. Odwaga ubóstwa zaczyna się tam, gdzie ludzie mają łatwość zdobywania środków i wysoki poziom życia. Myślę, że do takich środowisk należymy my, kapłani. Nasze ubóstwo, póki co, jest w Polsce jeszcze aktem odwagi i dobrowolnego wyboru. Znam wspaniałych księży, którzy sami wybierają skromne i ubogie życie rozdając swoje zarobione pieniądze ubogim. Wielu z nas powinno jednak ciągle na nowo odczytywać ewangeliczne wezwanie do życia w ubóstwie. Kapłan, który gromadzi bogactwa tak naprawdę ukrywa swoją duchową słabość. Im więcej pokłada nadziei w rzeczach, tym bardziej obnaża swoją duchową pustkę. Ubóstwo bowiem jest trudne dla tych, którzy nie mają czym zaimponować w swojej wierze, miłości, mądrości. Wtedy rodzi się potrzeba imponowania tym, co się posiada. Modlę się więc o odwagę ubóstwa dla siebie, dla moich braci kapłanów, dla naszych alumnów. I wcale nie chodzi mi o kubeł kartofli i spanie na cemencie, ale o życie przynajmniej takie, jak u wielu polskich rodzin, żyjących z jednej, słabej pensji, zmuszonych do płacenia olbrzymich świadczeń za mieszkanie, jedzenie, kształcenie dzieci; o życie przepełnione pracą i zatroskaniem o byt.
Modlę się też o odwagę ubóstwa dla Kościoła. Potrzebna nam jakaś zbiorowa odwaga, żeby nie chcieć imponować wspaniałymi budowlami, ale zachwycać służbą dla ubogich, chorych, starszych. Na szczęście dużo tego dobra jest jeszcze w Kościele i może to, że się o tym mało mówi, jest też jakąś formą ubóstwa Kościoła.
W dniu Chrystusa Króla dużo dziś myślałem o tym paradoksalnym królowaniu Jezusa. Król z krzyżem na plecach, prawie nagi, bo pozbawiony szat, całkowicie oddany ludziom i pozbawiony jakiejkolwiek własności. Pedagogika Jezusowego królowania to również odwaga ubóstwa. Trzeba mocno panować nad sobą, nad swoją pychą i pragnieniem władzy, nad swoją ambicją i chęcią znaczenia, żeby choć trochę być podobny do ubogiego Chrystusa Króla.

Migawki z życia:
Po powrocie z rekolekcji wszedłem w wir uroczystości jubileuszowych naszego Księdza Arcybiskupa. Cudowny czas nie tylko świętowania, ale też i modlitwy za tego, który sprawił, że jestem księdzem.

Intencje modlitewne:
za Księdza Arcybiskupa, za wszystkich alumnów o świętość i wierność Chrystusowi, za wychowawców i profesorów seminaryjnych, za młodych ludzi w Kościele, żeby się nie bali zaufać Jezusowi, za chorych i cierpiących - za Piotra, Gosię, diakona Sławka; o uwolnienie z uzależnienia dla X Zbyszka; za wszystkich, którym obiecałem modlitwę.

Rekolekcyjna intensywność przeżyć

November 20th, 2009 by xAndrzej

W sumie to chyba lubię, że życie toczy się dość szybko. I właściwie nie dlatego, że tyle się w nim dzieje, ale dlatego, że przyspiesza się mój moment spotkania z Bogiem. Lubię mieć coraz więcej za sobą, bo to znaczy, że coraz mniej oddziela mnie od Boga. Oczywiście, że On jest dysponentem mojego życia i staram się jak umiem być do Jego całkowitej dyspozycji. W ostatnim tygodniu Bóg dał mi wspaniały czas rekolekcji. Co prawda byłem kapłanem prowadzącym rekolekcje dla braci kapłanów to jednak i w założeniach i w praktyce sam poddałem się tym świętym czynnościom. Na rekolekcjach czuję się jak siostry zza klauzury, dla których to świat jest za kratami, a one są wolne i żyją w normalności. Kiedyś myślałem, że rekolekcje to całkowicie nienormalny czas, sztuczny i przesadzony. Wydawało mi się, że życie codzienne jest normalne, a uciekanie na pustynię to luksus duchowej ucieczki od trosk i problemów. Ale jeśli niebo ma polegać na uwielbieniu Boga i nieprawdopodobnej radości przebywania z Nim, to czas rekolekcji jest czasem bycia blisko nieba. Doskonale się czułem we wspólnocie kapłanów. Była nas prawie setka. Dzień zaczynaliśmy od wspólnej jutrzni i krótkiego rozmyślania nad Słowem Bożym. Potem była moja konferencja i Eucharystia. Dzień kończyliśmy godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. Niebo się musi bardzo cieszyć kiedy kapłani są razem, razem się modlą i razem pochylają nad Pismem Świętym. Jezusowy dramat modlitwy o jedność kapłanów w takich chwilach wydaje się być ulgą dla Jezusa. Jezus odpoczywa gdy jesteśmy razem. Odpoczywa, gdy jego kapłani spotykają się we wspólnocie modlitwy.
Bardzo jestem wdzięczny za wszystkich moich braci kapłanów, z którymi odprawiałem rekolekcje w Gródku nad Dunajcem. I tak jak przez cały czas rekolekcji modliłem się prawie wyłącznie za nich, tak teraz nie ustaję w wołaniu do Boga o dar trwałego nawrócenia i odnowy.

Postaram się już częściej pisać blog i może jakoś mi się uda wygospodarować kawałek nocy by być z wami w tej niesamowitej, wirtualnej wspólnocie. W każdym razie myślałem o Was na rekolekcjach i mieliście swój udział w tym najnormalniejszym czasie mojego kapłańskiego życia.

Za plecami Chrystusa

November 10th, 2009 by xAndrzej

Dopiero w niebie zobaczÄ™ twarz Jezusa. Na ziemi mam chodzić za Chrystusem, a to znaczy, że tuż za Jego plecami. Nic wiÄ™c dziwnego, że nie widzÄ™ Boga. Å»eby Go zobaczyć, musiaÅ‚bym Go wyprzedzić, a to nie jest możliwe dla czÅ‚owieka. Chodzenie tuż za plecami Boga zmusza mnie do zaufania, do nieustanne wsÅ‚uchiwania siÄ™ w Jego sÅ‚owa, do totalnego przyzwolenia na to, aby On mnie prowadziÅ‚. Tylko od czasu do czasu zdarza siÄ™, że Bóg siÄ™ zatrzyma, odwróci siÄ™ w mojÄ… stronÄ™ i spojrzy z miÅ‚oÅ›ciÄ…. Te spojrzenia to najcudowniejsze chwile życia na ziemi. Czekam na nie dÅ‚ugie godziny trwajÄ…c na modlitwie. Wiele z moich modlitw przypomina jaÅ‚owe chwile, w których nie ma żadnych odczuć, doÅ›wiadczeÅ„ Boga - jest tylko trwanie i oczekiwanie na bÅ‚ysk Å‚aski. Åšw. Teresa nazywaÅ‚a je Bożymi smakami, które przychodzÄ… nie wiadomo kiedy, trwajÄ… uÅ‚amek sekundy. RóżniÄ… siÄ™ one od pociech, które sÄ… zawsze owocem naszych ludzkich sukcesów i osiÄ…gnięć. Spojrzenia Boże sÄ… kompletnie nieprzewidywalne. Czasem mam wrÄ™cz sterylne warunki do modlitwy, ciszÄ™, tabernakulum, nastrój, wolnÄ… chwilÄ™ - a Bóg siÄ™ nie odwraca, wciąż widzÄ™ tylko jego plecy, jakÄ…Å› ciemnÄ…, bezksztaÅ‚tnÄ… Å›cianÄ™ bez żadnego promieniowania boskoÅ›ciÄ…. Innym razem przyklÄ™kam na chwilÄ™, w przerwie miÄ™dzy masÄ… pilnych spraw i czujÄ™ na sobie spojrzenie Boga, Jego miÅ‚ość, ciepÅ‚o Jego obecnoÅ›ci, Å›wiatÅ‚o i szept Jego sÅ‚owa. IdÄ™ za Jezusem i nie mogÄ™ Go wyprzedzić, bo Jego miejsce jest zawsze na poczÄ…tku. Gdybym spróbowaÅ‚ być pierwszy niż Bóg, straciÅ‚bym natychmiast kierunek drogi. Nie warto wyprzedzać Boga. Nawet w najlepszym odruchu serca nie opÅ‚aca siÄ™ czÅ‚owiekowi być przed Bogiem. Tylko diabeÅ‚ w swojej pysze chce być pierwszy. Kiedy Piotr próbowaÅ‚ wyprzedzać Jezusa, natychmiast usÅ‚yszaÅ‚: “zejdź mi z oczu szatanie!” Na naszych drogach ku Å›wiÄ™toÅ›ci zdarzajÄ… siÄ™ takie pokusy, takie zniechÄ™cenie plecami Boga. ChciaÅ‚oby siÄ™ już wszystko o Nim wiedzieć, rozpoznawać szczegóły Jego twarzy, chciaÅ‚oby siÄ™ być najlepiej zorientowanym w Bożych sprawach. WÅ‚aÅ›nie z takiego pragnienia rodzi siÄ™ wyprzedzanie Boga. Wtedy mówiÄ™ dużo o modlitwie choć siÄ™ już nie modlÄ™; dużo mówiÄ™ o miÅ‚oÅ›ci, choć już maÅ‚o kocham; udajÄ™ proroka choć nie sÅ‚ucham już Boga; wypÄ™dzam zÅ‚e duchy ale już z przekonaniem, że to moja zasÅ‚uga a nie Pana; widzÄ™ Å›wiatÅ‚o ale z tyÅ‚u - bo Boga chciaÅ‚bym mieć za sobÄ…. Bóg nie chce chodzić za mnÄ…. ProsiÅ‚ mnie nie jeden raz, żebym to ja poszedÅ‚ za Nim. Pewnie dużo jest w moim kapÅ‚aÅ„stwie takich momentów kiedy wyprzedzam Boga. Wystarczy bym zobaczyÅ‚ ile razy pytam siÄ™ Boga o zdanie, ile razy modlÄ™ siÄ™ przed mojÄ… akcjÄ… duszpasterskÄ…, przed kazaniem, przed katechezÄ…, przed rekolekcjami a ile razy wydaje mi siÄ™, że przecież sobie poradzÄ™, że przecież już najlepiej wiem jakich chwytów użyć, jakie przykÅ‚ady opowiedzieć, jakÄ… część koÅ›cioÅ‚a wyremontować. Tymczasem Duch chce wciąż mówić do swojego KoÅ›cioÅ‚a i swoich kapÅ‚anów, chce prowadzić swój KoÅ›ciół jak dobry Pasterz prowadzi owce na swoje pastwiska. Jezus nie chce siÄ™ wlec za mnÄ…, bo mimo dobrych chÄ™ci nie znam wÅ‚aÅ›ciwego kierunku drogi. ChcÄ™ wiÄ™c chodzić za Jezusem, choćbym tylko widziaÅ‚ Jego plecy. Nie chcÄ™ Go wyprzedzać, bo ufam Mu bezgranicznie i wiem, że jedynie On zna drogÄ™ do nieba. I chodzÄ…c tak pokornie tuż za plecami Chrystusa, pytajÄ…c siÄ™ Go o każdy krok mojego życia, doÅ›wiadczam od czasu do czasu Jego olÅ›niewajÄ…cego spojrzenia, które jest jak “oczko” puszczone do czÅ‚owieka z potwierdzeniem, że wybraÅ‚em najlepszy kierunek.

Intencje modlitewne:
za kleryków, szczególnie mocno za tych, którzy najbardziej potrzebują nawrócenia i dotknięcia miłosierdzia Bożego; za kapłanów, za księży profesorów i wychowawców; o uzdrowienie dla Piotra i Gosi; za Staszka, który już tyle lat pcha inwalidzkie wózki; za Kościół, żebyśmy w nim słuchali Boga a nie siebie, za dusze w czyśćcu cierpiące, żeby dotknęły już nieba.

W której armii walczę tak naprawdę?

November 8th, 2009 by xAndrzej

Skończył się u nas dzień skupienia. Przynajmniej w małej części mogłem w nim wziąć udział. Ks. Tomek, który prowadził rozważania, mówił nam dzisiaj o walce o wierność. Mamy być żołnierzami Pana, a żołnierz musi mieć w sobie dużo odwagi, gotowości do ofiary i trudu, nie może dezerterować nawet po kilku przegranych bitwach. Poruszyło mnie pytanie o naszą świadomość, w której armii tak naprawdę walczymy. Deklarujemy wiarę, pobożnie mówimy ale czasem strzelamy gola do własnej bramki krytykując swój Kościół, wypierając się własnej tożsamości, zezwalając na drwiny i nieposzanowanie naszej wiary. Strzelamy sobie samobóje. Pewnie najpierw my, księża, uciekając od ewangelicznego stylu życia, od modlitwy i troski o święte sprawowanie liturgii. Pewnie i wielu świeckich zachowuje się na zewnątrz tak jakby nie należeli do armii Pana, ale do armii tego świata. Generalnie nie lubię żołnierskiej symboliki, ale jest ona widocznie potrzebna skoro tak często posługuje się nią św. Paweł.
Czy walczę w armii Chrystusa? Z pewnością się staram i proszę Ducha Świętego o siły w tej walce, po pierwsze, żeby mi nie brakło odwagi, po drugie, żeby zawsze pamiętać, że podstawową taktyką tej walki jest miłosierdzie.

Migawki z życia:
Sobota: rano jakieś małe zebranie, potem wykłady, potem seminarium mgr, potem kolejne spotkanie, konferencja rektorska, różaniec, pisanie tekstów, potem następne spotkanie i kilka rozmów - w takim świecie ciągle tęsknię za pustynią i podziwiam mądrych Żydów z ich ideą lat szabatowych, żeby ludzkie serce odpoczęło, a zmęczona ziemia stała się na nowo żyzną glebą.

Niedziela: Przed południem zastępstwo w Mzykach i Gniazdowie, ale po południu programowe spotkanie z Bogiem. Godzinna adoracja, koronka do Bożego Miłosierdzia, konferencja, nieszpory, rozmyślanie. Jak ryba w gorącym stawie, wysunąłem na chwilę głowę, żeby dzięki tym chwilom nabrać odrobinę świeżego, duchowego powietrza.

Intencja modlitewna:
Przed Najświętszym Sakramentem modliłem się dziś za każdego kleryka, za każdego indywidualnie - o świętość, o uwolnienie od złego ducha i grzechów - bo diabeł upodobał sobie kapłańskie i kleryckie plecy i dlatego muszę z nim toczyć tak zaciętą walkę. Bóg jednak jest większy i zawsze zwycięża! Modliłem się też dużo za kapłanów, żebyśmy walczyli w armii Pana i nie wbijali sobie gola do własnej bramki. Za chorych i cierpiących - nie znajduję czasu na odwiedziny więc choć modlitwą muszę być i jestem razem z nimi; dziś modlę się żarliwie za Gosię - jutro czeka ją poważna operacja; o uwolnienie z nałogu dla Ks. Zbyszka, o uzdrowienie dla Piotrka; za moich rodziców, za Ks. Biskupa Henryka u progu jego posługi w diecezji radomskiej.

Rozmowy z Bogiem o śmierci

November 8th, 2009 by xAndrzej

Czas modlitwy za zmarłych budzi we mnie wiele refleksji. One mnie nie zasmucają ani nie przerażają, ale dodają siły dla mojej wiary w Boga. Ostatnio, podczas audycji w radiu, klerycy dali mi wspaniałą szkołę dialogu o śmierci. Uświadomili mi, że nie można na nią patrzeć od stron psychologii i osobistych doświadczeń. Trzeba ją widzieć od strony Pana Boga. Ten moment będzie moim ostatecznym wyznaniem wiary, a moje przygotowanie się do niego ma wymiar głęboko religijny. Przestałem więc od minionej środy rozmawiać ze sobą samym o śmierci, a zacząłem o nią pytać Boga. Natychmiast powiało nowym sensem, nową perspektywą nadziei. Nie myślcie o śmierci po ludzku, nie zastanawiajcie się nad nią po swojemu, nie zróbcie takiego błędu jak mój, gdy myślałem o umieraniu w kategoriach cierpienia. Jeśli jest miłość to i śmierć się przyda - jak pisał Ksiądz Twardowski.

Migawki z życia:
Tylko kilka wspomnień, bo zajęcia mi się tak piętrzą, że ledwie się wyrabiam.
Czwartek: Kraków - modlitwa przy grobie pierwszego rektora naszego seminarium Ks. Karola Makowskiego. Skromny grób, w pięknym miejscu, w ciszy i z dala od ulicznego hałasu. Ale czy te szczegóły w ogóle mają jakiś sens wobec wieczności?
Piątek: Wyprawa do Starych Juch koło Ełku. Blisko 1000 kilometrów. Na szczęście nie kierowałem więc nie mam co narzekać. Jest mnóstwo wspaniałych ludzi.

Intencje modlitewne:
za naszych alumnów, o uwolnienie ze zniewolenia dla Ks. Zbyszka, o zdrowie dla Piotra i Gosi; za wspaniałych przyjaciół z DA, w intencji Tadeusza J. -z racji minionych imienin, za męską grupę modlitewną w podzięce za ostatnie wsparcie w modlitwie, za zmarłych z rodziny, za zmarłych kapłanów, za zmarłych przyjaciół i znajomych. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie!

Rozmowy ze śmiercią

November 2nd, 2009 by xAndrzej

Z krakowskich wykładów z Księdzem Tischnerem dobrze zapamiętałem jego rozważania o dialogu ze śmiercią. Na wzór filozofów Ksiądz Profesor przypominał, że życie jest jak melodia złożona z wielu dźwięków. Wśród nich jest ten jeden, który kończy całą melodię, ale dźwięk ten obecny jest przez cały czas jej brzmienia. Pewnie przez cały czas mojego życia brzmi jakaś jedna nutka śmierci, maleńka chwila zastanowienia i przypomnienia sobie, że ja też przecież umrę. Śmierć zbliża się do naszej świadomości w miarę dojrzewania, bo dorastając coraz więcej spotykamy się ze śmiercią i coraz bardziej zamyka się wokół nas krąg ludzi najbliższych, którzy odchodzą. Czy boję się śmierci? Myślę, że na skończenie mojego życia już jestem gotowy. Nie ma nic na ziemi, co trzymałoby mnie kurczowo i wymagało jeszcze jakiejś dawki czasu. Ziemia mnie nie cieszy na tyle, żeby bać się z niej zejść. Jeśli z jakąś obawą patrzę na śmierć to tylko z powodu formy i okoliczności w jakiej może ona przyjść. Boję się cierpienia i na nie chyba jestem jeszcze nie przygotowany. Jeśli boję się śmierci to przede wszystkim dlatego, że ona może boleć, może boleć mnie i moich najbliższych. Chyba nawet mój ból nie jest tu najważniejszy, ale ból bliskich mi osób. Boję się też, że śmierć może mnie zaskoczyć w stanie braku łaski uświęcającej. Jeśli znajduję dla śmierci jakieś zwycięstwo to tylko w Chrystusie i w Jego zmartwychwstaniu.
Cały wczorajszy dzień spędziłem na cmentarzu, ale bardziej zawodowo niż duchowo. Nawet dziś, w dzień zaduszny nie miałem spokojniejszej okazji do nawiedzenia cmentarza, ale dużo się modliłem za wszystkich zmarłych momentami zazdroszcząc im wolności.
Lubię czasem pogadać ze zmarłymi, stanąć nad mogiłą i słuchać. Jak się dobrze wsłuchamy w język naszych bliskich zmarłych to już nie trzeba żadnego kazania. Lubię sobie pogadać ze śmiercią, bo czuję, że ona jest do przeskoczenia, tak jak tylu ludzi przede mną przeskoczyło swoją śmierć i żyją już na wieki.