Go to content Go to navigation Go to search

Miejsce, w którym niebo schodzi na ziemię

May 31st, 2008 by xAndrzej

DziÅ› zostaÅ‚ poÅ›wiÄ™cony nowy oÅ‚tarz w naszej katedrze. Z dość dÅ‚ugiej i piÄ™knej ceremonii wyÅ‚apaÅ‚em jedno zdanie: oÅ‚tarz jest miejscem, w którym niebo schodzi na ziemiÄ™. CaÅ‚y czas dudniÅ‚o mi ono w uszach. Ta prosta prawda, której uczyli nas teologii nagle staÅ‚a siÄ™ dla mnie żywa. Nie ma takiego drugiego miejsca, w którym niebo tak mocno Å‚Ä…czy siÄ™ z ziemiÄ…. I to pod każdym wzglÄ™dem. KÅ‚adziemy na oÅ‚tarzu chleb i wino, to co daÅ‚a ziemia, dziÄ™ki pracy rÄ…k ludzkich, a one na oÅ‚tarzu stajÄ… siÄ™ CiaÅ‚em i KrwiÄ… Boga. My dajemy coÅ› co jest ziemskie, a Bóg daje siebie, czyste bóstwo. Ten niesamowity “wynalazek” Boga jest dla nas olbrzymiÄ… szansÄ… na inne życie, takie, w którym chodzi siÄ™ po ziemi majÄ…c niebo w sobie. To oczywiste, że ulubionym symbolem diabÅ‚a jest wąż, bo on najbardziej ze wszystkich zwierzÄ…t przyczepiony jest do ziemi, caÅ‚y peÅ‚za po ziemi i ani przez moment nie chce wznieść siÄ™ ku niebu. Stajemy siÄ™ czasem takim wężami, które już kompletnie zatraciÅ‚y zdolność patrzenia w niebo i myÅ›lenia o niebie. Interesuje nas tylko ziemia. I dlatego trzeba budować mnóstwo oÅ‚tarzy, żeby na ziemi wiÄ™cej byÅ‚o nieba.
Sobota minęła mi bardzo radoÅ›nie. Rano wspólne Å›niadanie ze naszymi gośćmi ze Stalowej Woli. Potem egzaminowaÅ‚em studentów z Instytutu Teologicznego. O 11.00 uczestniczyÅ‚em w konsekracji oÅ‚tarza w archikatedrze. Po poÅ‚udniu miaÅ‚em kolejnÄ… dawkÄ™ Å›wiÄ™towania rocznicy mojego kapÅ‚aÅ„stwa. Najpierw z “Jurkami”, a potem z absolwentami pierwszych lat mojego duszpasterzowania. DostaÅ‚em od nich wspaniaÅ‚y prezent, pieknÄ… statuetkÄ™ przedstawiajÄ…cÄ… kapÅ‚ana wspierajÄ…cego siÄ™ na krzyżu. WzruszyÅ‚ mnie też napis: ‘Temu, który wychowaÅ‚ nas dla Chrystusa…” To naprawdÄ™ zobowiÄ…zujÄ…cy napis, bo najwiÄ™kszym moim pragnieniem jest wÅ‚aÅ›nie wychowywać ludzi dla Chrystusa, nie dla Å›wiata, nie dla kultury, nie dla mÄ…drzejszego życia, ale najpierw i przede wszystkim dla Boga.

W życiu najbardziej udało mi się kapłaństwo

May 30th, 2008 by xAndrzej

Mimo, że jest już prawie pierwsza w nocy nie mogÄ™ siÄ™ poÅ‚ożyć spać, bo nawet na blogu chcÄ™ Bogu podziÄ™kować za kapÅ‚aÅ„stwo. DziÄ™kowaÅ‚em dziÅ› wszÄ™dzie, gdzie siÄ™ daÅ‚o. 15 lat temu Bóg zaprosiÅ‚ mnie do udziaÅ‚u w swoim jedynym kapÅ‚anstwie. Te piÄ™tnaÅ›cie lat to najpiÄ™kniejsze lata mojego życia, najbardziej sensowne, najbardziej udane, najbardziej radosne. DziÅ› wiem, że ja siÄ™ na to narodziÅ‚em, żeby zostać ksiÄ™dzem. DziÄ™kowaÅ‚em wiÄ™c rano, na mszy Å›wiÄ™tej, samemu Bogu, za to, że mnie, sÅ‚abego i kruchego czÅ‚owieka wybraÅ‚ do tak nieprawdopodobnej sÅ‚użby. Potem pojechaÅ‚em na cmentarz. Najpierw do Grzesia, który jako pierwszy z naszego kapÅ‚aÅ„skiego rocznika przeszedÅ‚ już do Pana. WierzÄ™, że GrzeÅ› jest w niebie i jest już kapÅ‚anem na wieki. PogadaÅ‚em z nim i poprosiÅ‚em, żeby powiedziaÅ‚ Bogu sÅ‚owo o mnie, żebym nie spapraÅ‚ Chrystusowego kapÅ‚aÅ„stwa. PoszedÅ‚em też na grób do Tomka, zapaliÅ‚em Å›wieczkÄ™ i podziÄ™owaÅ‚em mu za to, że prawie 40 lat cierpiaÅ‚ za mnie i byÅ‚ takÄ… kropkÄ… nad “i” w moich decyzjach o powoÅ‚aniu. Z cmentarza pojechaÅ‚em na JasnÄ… GórÄ™, żeby też powiedzieć dziÄ™kujÄ™ Matce Boże, bo to przecież Ona zwabiÅ‚a mnie do CzÄ™stochowy, żeby pokazać Jezusa KapÅ‚ana. Wieczorem odprawiaÅ‚em odpust w Lubojni. ProwadziÅ‚em procesjÄ™ i caÅ‚y czas wpatrzony w EucharystiÄ™ nie mogÅ‚em siÄ™ nadziwić, że Bóg zgodziÅ‚ siÄ™ powierzyć siebie w moje rÄ™ce. Dużo bym musiaÅ‚ jeszcze pisać o moim trwaniu w dziÄ™kczynieniu. Ale zaczyna siÄ™ nowy dzieÅ„, nowe zadania, nowe szanse na miÅ‚ość ….
Najświętsze Serce Jezusa, dziękuję Ci, że dziś jeszcze raz poznałem nędze mojego serca. Mam tylko jedną szansę na uzdrowienie mojego serca: oddać swoje serce i wziąć serce Jezus. Jezus się już na to zgodził, bo umierając na krzyżu stał się dawcą swojego serca. Tylko żebym ja miał odwagę dokonać w sobie takie przeszczepu!

Za zakrętem znów może być zakręt

May 26th, 2008 by xAndrzej

W życiu zdarzają nam się różne zakręty. To jest taki wielki zwrot, zmiana kierunku drogi. Kiedy wchodzimy w taki życiowy zakręt, zwykle mamy nadzieję, że dalej będzie już prosta droga. Tymczasem w planach Bożych za jednym zakrętem może znów być zakręt. Dlatego wiara wymaga nieustannej gotowości do zmiany kierunków drogi. Ktoś kto nie jest w tym do dyspozycji BOga i ciągle upiera się przy swoim, gotuje sobie duchową stagnację. Trzeba dać się poprowadzić Bogu przez tysiące zakrętów, bo może dopiero za tym tysięcznym będzie moja życiowa prosta. Ja nie wiem dlaczego niektórzy ludzie mają w życiu same zakręty i rzadko idą po prostej. Może czasem sami sobie to życie zakręcamy? Myślę jednak bardziej o Bożych planach. Wysłuchałem dziś historię jednego ze studentów. Wydawało mu się, że wyszedł już na prostą ze swoich opałów i problemów. Tymczasem za jednym zakrętem pojawił się jeszcze jednej, ostrzejszy zakręt. I trzeba w niego wejść, nie dać się wysadzić z drogi i iść do przodu, bo kiedyś na pewno będzie prosta.
ByÅ‚em dziÅ› na ciekawym wykÅ‚adzie Prorektora Uniwersytetu ÅšlÄ…skiego. Rzecz dotyczyÅ‚a mechaniki, a konkretnie koncepcji ruchu od Arystotelesa do Dave’a Scota. Nie tyle mnie zachwyciÅ‚a sama mechanika co myÅ›l o tym jak bardzo przekonania Arystotelesa o ruchu staÅ‚y siÄ™ dogmatem przez wieki i mimo, że wielu już podejrzewaÅ‚o nieprawdziwość jego koncepcji wszyscy bali siÄ™ o tym gÅ‚oÅ›no mówić. Sam Galileusz za zakwestionowanie Arystotelesa mocno ucierpiaÅ‚. Jak trudno jest bronić prawdy, zwÅ‚aszcza tam, gdzie ludzie już sobie coÅ› wytÅ‚umaczyli i poukÅ‚adali i chcÄ… mieć Å›wiety spokój. Nawet w nauce trzeba być gotowym na zakrÄ™ty.
Wieczorem znów trochę pograłem w tenisa stołowego ze studentami. W tym graniu nie chodzi mi tylko o ćwiczenie fizyczne. Uczę się robić rzeczy, o których myślę, że ich nie umiem robić. To jest fascynujące i radzę wam to też poćwiczyć. Nie uciekajcie od rzeczy, których nie lubicie lub nie umiecie robić, bo nigdy nie pokonacie bariery lęku i nie zobaczycie, że jesteśmy w stanie wielu rzeczy nauczyć się od nowa. Szatan najskuteczniej odwodzi nas od jakiś czynności przez zasiewanie w nas poczucia nieumiejętności, niezdarności. Umiemy więcej niż nam się wydaje, tylko często poddajemy się naszym lękom. Pamiętajcie, że lęk jest zawsze na usługach pychy. Boimy się coś robić, żeby się nie objawiło, że jesteśmy w czymś słabi. Ja nie umiem grać w tenisa stołowego i dziś przegrywałem mecz za meczem, ale największym moim zwycięstwem było to, że nie tylko przestałem się bać grać w tenisa, ale nawet to polubiłem.
DziÄ™kujÄ™ kolejnym osobom, które daÅ‚y mi znać, że Å‚Ä…czÄ… siÄ™ znów ze mnÄ… w blogowej przyjaźni. Pozdrawiam Was i tak jak mówi nasz wujcio Jóźko: “Kocham Was i nie pÄ™kajcie!”.

Wiara jako najwyższa troska

May 25th, 2008 by xAndrzej

Jeden z wielkich współczesnych teologów zdefiniował wiarę jako najwyższą troskę. To piękna myśl, że wiara jest troską. Jeśli nie zatroszczę się o obecność Boga w moim życiu może On ciągle przechodzić obok mnie. Troska jest też wyrazem wielkiej miłości. Jeśli kogoś kocham to troszczę się o niego. Dzisiejsza niedziela była właśnie takim pytaniem BOga o moje życiowe troski. Wciąż mi się wydaję, że za mało troszczę się o najistotniejsze sprawy mojego Boga. Jako ksiądz jestem zajęty wieloma rzeczami, ale przy osobistym renamencie, zawsze widzę, że jestem zmęczony sprawami, które nie zawsze są ewangeliczne. Chciałbym, abyśmy my, księża nie musieli być zatroskani o budowy, administrację, remonty, akcje, ale byśmy głosili słowo i sprawowali sakramenty. W kapłaństwie te sprawy domagają się najwyższej troski. Jest w nas jednak pokusa uciekania w światową aktywność. Dziś bardzo często pytałem się siebie o moje najważniejsze troski.

Rano odprawiałem mszę św. i mówiłem kazanie w sanktuarium Ojca Pio na Przeprośnej Górce. Przemiła i bardzo głęboka atmosfera. Jest coś niesamowitego w tym wielkim, świetym człowieku. W kazaniu rozważałem co mogło być w życiu Ojca Pio bramą dla tak skutecznego działania łaski Bożej w nim. Wymieniłem trzy rzeczy:
1. Dla Ojca Pio największą ważnością był Jezus. Wielkość Ojca Pio nie leży w jego stygmatach, czy mistycznych doznaniach, ale właśnie w tym, że był całkowicie oddany BOgu, tak bez reszty!
2. Bramą dla łaski Bożej w Ojcu Pio było cierpienie i przyjmowanie ran. ( To właśnie coś w stylu wspominanej niedawno cnoty vulenerabilite!) Wyczytałem wczoraj, że zanim pojawiły się na jego ciele widoczne stygmaty, przeżył olbrzymie wewnętrzne cierpienia i rozdarcia. Człowiek, który cierpi i konsekruje swoje cierpienie Bogu jest najpiękniejszą bramą dla łaski Bożej.
3. Ojciec Pio nawracał się natychmiast, nie odkładał nawrócenia na jutro. To był gwałtownik Boży, którego denerwowało gdy ktoś mówił, że zmieni swoje życie jutro, bo dziś nie ma jeszcze takich możliwości.

Po obiedzie byłem ze studentami na rowerach. Mieliśmy dojechać do pałacu w Kruszynie, a skończyło się na lodach w Kamyku. W każdym razie lody przełamane i sezon wreszcie rozpoczęty.
Idę się modlić. Dziś szturmuję niebo za Piotrka, bo jutro jedzie na ważnie badania do Warszawy. Wzruszyłem się też naszymi nowożeńcami Anią i Piotrem, którzy poprosili swoich gości, aby na ślub zamiast kupować kwiaty złożyli dary na pomoc dla Piotra. Zanieśli dzisiaj te pieniądze i sprawili wielką radość całej rodzinie. To też jest przykład na to, co jest najważniejsze i co przynosi największą radość.
Trzymajcie się dzielnie! Niech Bóg Was kocha! Jeśli przeczytałeś te zapiski to bądź pewny, że właśnie za chwilę za ciebie się będę modlił.

Moja dusza potrzebuje ciała

May 23rd, 2008 by xAndrzej

Na medytacji przerabiam obecnie książkÄ™ o duchowoÅ›ci Å›w. Tomasza z Akwinu. PoruszyÅ‚ mnie dziÅ› kawaÅ‚ek o duszy. Tomasz pisze, że “dusza nie jest caÅ‚ym czÅ‚owiekiem, ona nie jest mnÄ…”. Dusza bez ciaÅ‚a jest jakimÅ› niekompletnym czÅ‚owiekiem, dlatego wszyscy, nawet zmarli, czekamy na “ciaÅ‚a zmartwychwstanie”, bo tylko wtedy wszystko w czÅ‚owieku bÄ™dzie naprawdÄ™ odnowione. Tomasz stwierdza też, że dusza potrzebuje ciaÅ‚a, bez niego nie mogÅ‚aby wypeÅ‚niać swoich funkcji. To sÄ… kapitalne stwierdzenia, które uspakajajÄ… nas, ludzi, w zakresie naszej troski o ciaÅ‚o, bycia kimÅ› cielesnym. Tomasz chce powiedzieć, że to normalne, że jeÅ›li nasze ciaÅ‚o choruje, choruje też dusza, jeÅ›li nasze ciaÅ‚o jest brzydkie, cierpi nasza dusza. I możemy sobie mówić, że nasza cielesność nie jest najważniejsza to i tak w wybrakowanej cielesnoÅ›ci jakoÅ› zawsze cierpieć bÄ™dzie dusza. Gdyby tak nie byÅ‚o nasza dusza spokojnie by znosiÅ‚a każde cielesne niedoskonaÅ‚oÅ›ci. DziaÅ‚a to też w drugÄ… stronÄ™. Nasza dusza cieszy siÄ™ gdy nasze ciaÅ‚o jest zdrowe, piÄ™kne, kochane. Nasza dusza potrzebuje ciaÅ‚a, bliskoÅ›ci ciaÅ‚a, ciepÅ‚a tego ciaÅ‚a. Pewnie dlatego jak wariaci potrzebujemy kogoÅ› drugiego i wcale nie tylko dla zaspokojenia namiÄ™tnoÅ›ci, ale dla wyrażenia komunii.
U Tomasza ważne jest też przypomnienie o kierowaniu ciałem. I w tym Tomasz jest realistą. On wie, że to nie działa tak prosto, że rozkażę coś mojemu ciału i ono automatycznie wypełnia ten rozkaz. Sami wiecie ile razy nasze ciało nie chce nas słuchać, ile razy wymyka się spod dyktanda rozumu. Tomasz pisze, że ciałem nie wolno nam dyrygować na wzór despoty czy policjanta, ale na wzór dyregenta i polityka. Chodzi oczywiście o mądre kierowanie, dyrygowanie ciałem, by wygrało ono najpięniejszą melodię, o takie zarządzanie cielesnością, aby ono dało się przekonać, że warto czegoś nie robić, aby osiągnąć większe szczęście. Mamy te swoje ciała, jakie mamy, nie rozkażemy im co nam się tylko w głowie wymarzy, ale możemy na tym naszym ciele wygrać najpiękniejszą melodię, jeśli tylko będziemy wobec naszego ciała postępować bardziej jak mądry polityk niż jak głupi policjant.

Mija właśnie piątek. Całe przedpołudnie sprawdzałem kolokwia. Staram się nie stawiać dwójek, ale czasem się po prostu nie da. Po obiedzie wykład dla IV roku AJD. Temat: Podmioty systemu edukacji w perspektywie komparatystycznej, czyli o uczniach, rodzicach i nauczycielach we współczesnych badaniach porównawczych. Wieczorem odprawiłem mszę świętą za zmarłą mamę naszej Jadzi. Jaka szkoda, że nie możemy być jutro nan jej pogrzebie. Wierzę, że patrzy ona już na nas z nieba i wie, że się za nią modlimy. Wieczór zaś spędziliśmy u Jurków, naszych wspaniałych przyjaciół. Michał ma jutro urodziny więc będzie się za kogo modlić.

Coraz więcej ludzi zaczyna znów czytać blog. Witam więc z całego serca moich ukochanych i najbardziej sprawdzonych przyajciół. Chyba przestanę już wymieniać was z imienia, bo zacznie to trwać za długo. Witajcie i bądźcie pewni, że znów z całą gorliwością modlę się za każdego czytelnika mojego blogu.

Z Panem Bogiem na ulicy

May 22nd, 2008 by xAndrzej

Brałem dziś udział w dwóch procesjach Bożego Ciała. W sumie spędziłem ponad sześć godzin na wpatrywaniu się w Ciało Boga niesione w monstrancji. Jadąc do Wielunia czułem, że zmienia się dziś świat. W każdej miejscowości ludzie budowali ołtarze, stroili kwiatami. Bóg wyszedł z kościołów na ulice. Wielka jest pokora Boga, bo On zawsze wychodzi pierwszy do człowieka. Na procesji w Wieluniu miałem wręcz mistyczne doznanie. Biała hostia schowana za szkłem sprawiała, że na przemian widziałem Ciało BOga i odbicie ludzkich twarzy. Cały czas miałem przekonanie, że to jest właśnie prawada o Jezusie, w którym odbijamy się wszyscy i żyjemy. Patrzyłem na białą hostię a widziałem konkretne twarze ludzi. Jakby Jezus cały był dla nas. Mój Boże, żebyśmy choć trochę umieli zrozumieć czym jest Twoja obecność w Najświętszym Sakramencie! Wszystkie słowa wydają mi się za małe. Z olbrzymią radością siedzę teraz przy tym komputerze, z radością myślę o moich zmęczonych nogach, rwącym kręgosłupie, głowie zajętej myślami i obrazami z procesji. Cieszę się, że cały mój dzień był dla Jezusa obecnego w Eucharystii, że On kompletnie zdominował mój czas, moje myślenie i moje odczuwanie. Jakby nowe życie wpłynęło we mnie! Jego Ciało naprawdę daje życie, Jego Krew naprawdę ożywia. Nie umiem zrozumieć ludzi, którzy nic nie robią, aby mieć w sobie to prawdziwe Życie!

Zaraz bięgnę do kaplicy by zakończyć dzień kolejną porcją adoracji. Pomodlę się za was! Dziś dziękuję Paulinie za piękny list i wytrwałość w czekaniu na blog. POmodlę się za twoje rodzinne sprawy. Dziękuję też za twoją modlitwę za mnie, a zwłaszcza za wszystkich kapłanów, również tych pogubionych.

Nasze życie jest jak para - szybko przemija.

May 21st, 2008 by xAndrzej

Święty Jakub dziś bardzo trafnie porównał nasze zycie do pary wodnej. Para szybko się rozmywa i znika. Wierzę, że św. Jakubowi nie tylko chodziło o ten ostateczny kres naszego życia. Nasze życie może się rozmyć za życia! Umiemy bowiem, jak pisze św. Jakub, czynić dobro, a go nie czynimy i to jest grzech. Rozmycie życia polega właśnie na tym, że robimy mnóstwo różnych rzeczy które albo w ogóle nie są dobre, albo mogłyby być lepsze. Rozmywanie życia na drobiazgi, na nieprzemyślane ruchy sprawia, że czujemy się tacy rozmyci. Nie macie czasem takiego wrażenia, że życie pędzi w zawrotnym tempie i ucieka nam tyle szans na dobro? Nie chcę żyć życiem rozmytym przez kompromisy ze światem, a niekiedy nawet z grzechem. Nie chcę też być rozmytym księdzem, takim, który raz udaje pobożnego kapłana, a w innych okolicznościach zachowuje się jakby nim w ogóle nie był.
Å»ycie ludzkie jest jak para, można je bardzo Å‚atwo rozmyć w wirze tego Å›wiata. Podobnie jest z kapÅ‚aÅ„stwem, ono też Å‚atwo i szybko ulega rozmyciu. Co trzeba zrobić, żeby nie rozmyć swojego chrzeÅ›ciajaÅ„stwa, a w moim przypadku kapÅ‚aÅ„stwa? Matka Teresa dawaÅ‚a prostÄ… radÄ™ jednemu ksiÄ™dzu: “JeÅ›li chce ksiÄ…dz być dobrym kapÅ‚anem, niech ksiÄ…dz zaczyna każdy dzieÅ„ od ucaÅ‚owania krzyża!”. To dziaÅ‚a. Sam od jakiegoÅ› czasu to sprawdzam. Mam krzyż, który uwielbiam trzymać gdy siÄ™ modlÄ™, caÅ‚ować na poczÄ…tek i koniec dnia.
Deszcz nie ustaje. Aż trudno pomyśleć jak będzie wyglądać Boże Ciało. Rano się pomodliłem, a potem pobiegłem na uczelnię. Potem wizyta w sądzie w sprawie rejsteracji naszej fundacji akademickiej. Po 11 wizyta u Księdza Arcybiskupa w trakcie której przyszła smutna wiadomość o tragicznej śmierci Księdza Krzysztofa. Miał zaledwie 6 lat kapłaństwa. Znałem go jako młodego chłopaka, który przyjeżdżał na spotkania KSM-u, potem jako kleryka pełnego wielkich planów na pracę z młodzieżą, aż wreszcie pokornego wikariusza. Życie jest parą, tak szybko przemija. Razem z Księdzem Arcybiskupem odmówiliśmy Anioł Pański o spokój jego duszy. Westchnijcie też w swoich modlitwach za duszę tego młodziutkiego księdza, żeby mógł od dzisiaj odprawiać Mszę w niebie! Po południu trochę spałem. Nocne pisanie i sprawdzanie kolokwium daje mi w kość. Rzuciłem więc wszystko na godzinkę i zasnąłem kołysany deszczem zza okna. Wieczorem odprawiłem mszę świętą za Krzysia. A potem studenci namówili mnie na grę w ping-ponga. Mamy od jakiegoś czasu stół w garażu i dzisiaj pierwszy raz pograłem z nimi prawie dwie godziny. Na wieczornych modlitwa właściwie czytałem teksty z jutrzejszej uroczystości. Kocham mszę świętą i ten niesamowity pomysł Jezusa, aby stać się Chlebem. Jutro staniemy się świadkami największego cudu - prawdziwy Jezus będzie wędrował ulicami naszym miast i wsi. Dziękuję Jezu, że dajesz nam swoje Ciało i Krew!

DziÄ™kujÄ™ dziÅ› za listy i kolejne dowody blogowej przyjaźni. OdezwaÅ‚a siÄ™ do mnie “trzecia” Ania. I parÄ™ słów napisaÅ‚ znów brat Marek z Taize. (Jak dobrze, że siÄ™ za mnie modli!)

Szkoła zostawiania

May 20th, 2008 by xAndrzej

“Moje rÄ™ce opuÅ›ciÅ‚y kosze” (Ps) W Biblii wszyscy, którzy chcieli iść za Bogiem musieli posiąść trudnÄ… sztukÄ™ zostawiania. Abraham musiaÅ‚ zostawić dorobek swojego życia, swojÄ… maÅ‚Ä… stabilizacjÄ™ i wÄ™drować do ziemi obiecanej. Naród wybrany, jeÅ›li chciaÅ‚ w ogóle marzyć o wolnoÅ›ci musiaÅ‚ zostawić Egipt i swoje egipskie przyzywczjenia i powÄ™drować przez pustyniÄ™, żeby zostawić jeszcze coÅ› ważniejszego i trudniejszego. Dla Abrahama nie wyjÅ›cie z Ur Chaldejskiego byÅ‚o najwiÄ™kszÄ… sztukÄ… zostawiania, ale ofiara z najukochaÅ„szego Izaaka. Dla narodu wybranego nie ucieczka z Egiptu byÅ‚a szczytem ogoÅ‚ocenia, ale pustynia, czterdzieÅ›ci lat wÄ™drówki, żeby zostawić już nie zewnÄ™trzne sprawy ale swoje ukryte ambicje, roszczenia, marzenia. SzkoÅ‚a zostawiania ma kilka klas. Najpierw Bóg uczy nas zostawiać rzeczy, miejsca, majÄ™tnoÅ›ci. To może być trudne, ale to dopiero przedszkole w szkole zostawiania. Potem trzeba umieć zostawić swoje grzechy, zÅ‚e przyzwyczejnia i egoizmy. Tu już zaczyna siÄ™ trudniejsza praca. W kolejnej klasie Bóg uczy czÅ‚owieka zostawiania tych, których siÄ™ kocha, bo czasem miÅ‚ość do drugiego czÅ‚owieka może zatrzymać nas w drodze do BOga. Na sam koniec trzeba umieć zostawić samego siebie i jak PaweÅ‚ powiedzieć, “żyjÄ™ ja, a już nie ja, żyje we mnie Chrystus”.
Chcielibyśmy ciągle coś brać od BOga, a nie nauczyliśmy się zostawiać coś dla Niego. Bóg uczy mnie tej trudnej sztuki. Staram się przechodzić z klasy do klasy, ale ciągle muszę walczyć z pokusą brania przed oddawaniem. Bóg niczego mi nie musi dawać, bo dał mi już wszystko czego potrzebuję. Szkoła wiary polega więc przede wszystkim na zostawianiu tego co się kocha dla Tego, który jest źródłem miłości.

CzujÄ™, że mam przed sobÄ… czas zostawiania. Może jest to już ten moment, o którym Jezus mówiÅ‚ do Piotra: “Jak byÅ‚eÅ› mÅ‚ody, chodziÅ‚eÅ› gdzie chciaÅ‚eÅ›, a gdy siÄ™ zestarzejesz, kto inny ciÄ™ przepasze i pójdziesz dokÄ…d nie chcesz”.
DzieÅ„ byÅ‚ dziÅ› pochmurny i deszczowy. Rano zaliczenia u kleryków i miÅ‚a rozmowa z KsiÄ™dzem R. ZdumieliÅ›my siÄ™ razem nad dziwnymi okolicznoÅ›ciami Å›mierci Matki Teresy z Kalkuty. W momencie jej Å›mierci zgasÅ‚o Å›wiatÅ‚o w Kalkucie. Przez to siostry nie mogÅ‚y uruchomić respiratora i udzielić ratunku Matce Teresie. Po poÅ‚udniu zajÄ™cia na Akademii, a wieczorem pisanie tekstów do “Niedzieli”. Najcudowniejsza byÅ‚a wieczorna modlitwa. Może już dziesiÄ…ty raz medytowaÅ‚em wstÄ™p brata Alois do książki o bracie Roger. MuszÄ™ siÄ™ wtopić w misterium życia tego niesamowitego Å›wiadka Ewangelii…..

Ania z Katowic to kolejna odkrywczyni mojej nowej edycji blogu. Ania, dzięki ci za tyle dobrych słów. Szkoda, że nie wiedziałem, że czytanie moich zapisków było twoim stałym wieczornym zajęciem! Zajrzę na twój blog. Dziękuję ci przede wszystkim za modlitwę. Bardzo mi jest potrzebna. Pozdrawiam też kleryka S., który się przyznał, że był wiernym czytelnikiem blogu. Ciekawe, czy znowu zaglądasz wiedząc, że wróciłem do pisania?

Panie, daj mi małą wiarę!

May 19th, 2008 by xAndrzej

Tomasz Halik ma rację, że to wcale nie wielka wiara góry przenosi, ale taka, która jest mała jak ziarnko gorczycy. Mam czasem wiarę za wielką, za bardzo skomplikowaną i pogmatwaną. W najprostsze prawdy wiary potrafię włożyć kawałek moich skomplikowanych myśli i sądów. Dlatego ciągle wątpię, ciągle się zastanawiam i kalkuluję po swojemu. Dawniej, kiedy do surowego klasztoru przychodził kandydat na mnicha mądry mistrz nowicjatu mówił mu wyraźnie: nie przychodzisz tu, aby coś dostać, ale po to, aby dużo zostawić. Z tym zostawianiem mam czasem mnóstwo kłopotów. Idę za Bogiem, ale ciągle się z Nim kłócę, żeby zostawił mi trochę z tego co moje. Taka też jest moja wiara, ona jest więcej moja niż Boga i dlatego mnie jest w niej więcej, a BOga mniej. Mała wiara zakłada, że się tak bardzo umniejszam przed Bogiem, aby On mógł wszystko we mnie przepełnić sobą. Na tym polega pewnie pokora. W pokorze nie ma nic z miękkości, bo mała wiara jest trudniejsza niż ta wielka, przemądrzała i napuszona.
Na modlitwie ciagle walczę z Bogiem o moje i im bardziej walczę, tym więcej przegrywam. Duch Świety upomniał mnie dzisiaj za takie szukanie siebie i komplikowanie wiary. Modliłem się więc o wiarę małą, tak, abym bardziej przypominał Dawida niż Goliata.
Z lektury tekstów brata Rogera wyjąłem dla siebie wskazanie, aby nie mieć twardej mowy, aby nie bać się łagodności, cichości i uległości. Sam św. Jakub potwierdził mi te słowa w dzisiejszym czytaniu. Dlatego szukam ludzi delikatnych, wrażliwych, kruchych. Oni tylko na pozór są słabi i chwiejni, bo często w swoim wnętrzu są mocarzami pracy nad sobą, kierowania swoimi namiętnościami. Jakub wyraźnie dziś mówił, że ten kto głośniej krzyczy ma w sobie więcej mądrości ludzkiej niż Bożej.
W moim zewnętrzynym życiu rozpoczęła się gorączka zaliczeń i sprawdzania prac kontrolnych studentów. Żeby oni wiedzieli, jakie to nudne zajęcie, sprawdzanie setek tych samych prac! Nasi duszpasterscy studenci coraz bardziej dojrzewają, choć ciągle oczekuję od nich większego wzrostu wiary. Sam jeszcze się trochę ukrywam przed światem i nie odpowiadam na wiele zaproszeń. To konieczny efekt wybierania spośród wielu spraw, tych, które na dziś Bóg pokazuje mi jako najważniejsze.

Dać światu kapłana to więcej niż wybudować katedrę

May 18th, 2008 by xAndrzej

Mimo, że jestem ksiÄ™dzem już 15 lat wciąż zachwycam siÄ™ tajemnicÄ… mojego kapÅ‚aÅ„stwa. Ono mnie przerasta, zawstydza, zdumiewa, cieszy, fascynuje. MyÅ›li o kapÅ‚anstwie odżyÅ‚y we mnie za sprawÄ… mszy prymicyjnej Piotrka. To nasz neoprezbiter, który odprawiaÅ‚ w naszym koÅ›ciele mszÄ™ Å›wiÄ™tÄ… prymicyjnÄ…. Wszystko bym mógÅ‚ w swoim życiu zmienić, tylko kapÅ‚aÅ„stwa nigdy z niczym bym nie zamieniÅ‚. Ono jest źródÅ‚em mojego najgÅ‚Ä™bszego szczęścia, poczucia sensu życia i speÅ‚nienia. Rozumiem doskonale dlaczego diabÅ‚u zależy na tym, aby zniszczyć Å›wiÄ™tość kapÅ‚aÅ„stwa, aby oÅ›mieszyć je, wykrzywić, bo w kapÅ‚aÅ„stwo wÅ‚ożyÅ‚ Bóg samego siebie. Paradoks tego kapÅ‚anskiego cudu polega wÅ‚aÅ›nie na tym, że najÅ›wiÄ™tszÄ… rzecz nosimy w swoim sÅ‚abym czÅ‚owieczeÅ„stwie, w “glinianych naczyniach”. OczywiÅ›cie, że te moje zachywyty nad kapÅ‚aÅ„stwem mieszajÄ… sie z doÅ›wiadczeniem kapÅ‚aÅ„skich zdrad, odejść, niewiernoÅ›ci. Ale to wszystko nie jest w stanie osÅ‚abić we mnie miÅ‚oÅ›ci do kapÅ‚aÅ„stwa. Z mojej rodzinnej parafii wyszÅ‚o dwóch kapÅ‚anów. Zawsze fascynowaÅ‚a mnie historia powoÅ‚ania mojego poprzednika w kapÅ‚aÅ„stwie. ByÅ‚ już przez kilka lat nauczycielem w szkole i nie myÅ›laÅ‚ nad kapÅ‚aÅ„stwem. Kiedy umarÅ‚a jego pobożna babcia okazaÅ‚o siÄ™, że nie majÄ… wystarczajÄ…cej sumy pieniÄ™dzy, aby zapÅ‚acić proboszczowi za pogrzeb. Chciwy proboszcz uproÅ›ciÅ‚ przez to pogrzebowe obrzÄ™dy. Ten mÅ‚ody czÅ‚owiek zamiast oburzyć siÄ™ na zaistaniaÅ‚Ä… sytuacjÄ™ postanowiÅ‚ po prostu zostać ksiÄ™dzem i dać przykÅ‚ad innego, bardziej ewangelicznego kapÅ‚aÅ„stwa. WyleczyÅ‚em siÄ™ już z oburzania siÄ™ i gorszenia różnymi postawami moich współbraci i po prostu gorÄ…co modlÄ™ siÄ™ za nich i staram siÄ™ w swojej kapÅ‚anskiej sÅ‚użbie pracować najgorliwiej jak potrafiÄ™. Pomódlcie siÄ™ za kapÅ‚aÅ„stwo Chrystusa we mnie, abym nigdy nie zasÅ‚oniÅ‚ ludziom BOga, abym nie miaÅ‚ ani jednej chwili w życiu, w której chciaÅ‚bym ukryć to, że jestem ksiÄ™dzem.

A jednak już ktoś mnie odkrył na blogu. Aniu, dziękuję ci za dobre słowa! Może i ja też zatęskniłem za swoim blogiem? Cieszę się, że w takim ukryciu i tak długo wierzyłaś, że znowu wrócę do pisania. Wymieniam się z tobą modlitwą. Ja modlę się za Ciebie, a ty westchnij za mnie do Boga.

« Previous Entries