Go to content Go to navigation Go to search

Boże, mój Ojcze - Tatusiu!

July 31st, 2007 by xAndrzej

Ja, stary koń, doświadczyłem dziś wielkiego cudu, nieprawdopodobnego dotknięcia łaski dzięcięctwa Bożego. Wczoraj pisałem, że mam być ojcem duchowym dla wszystkich, a dziś Bóg przypomniał mi, że najpierw jednak muszę stać się Jego dzieckiem. Żeby cokolwiek zrozumieć z ojcostwa trzeba najpierw doświadczyć miłość tego, który jedynie jest Ojcem.
Miałem dziś bardzo trudny dzień. Rano widok zniszczonych zagród, ludzi, którzy w mgnieniu oka stracili swoje domy. Potem wielki ciężar związany z finansami budowy i dręczące pytanie, czy nie zatrzymać tego dzieła, bo zaczyna brakować pieniędzy. Do tego takie beznadziejne zajęcia jak stanie blisko dwie godziny w kolejce do kasy bankowej. Kiedy tak stałem i czekałem na swój numer, słyszałem za oknem pielgrzymki, ludzi, którzy idą radośnie i chwalą Boga i myślałem sobie, że przecież mógłbym, a może powinienem tak jak oni, zostawić wszystko i iść w drogę. Nasi studenci pracowali w parafii w Skrzydlowie, a ja miałem być z nimi i zamiast tego stałem jak sierota w kolejce do banku. I to jeszcze opróżniałem swoje prywatne konto, pieniądze ciułane nie z żadnych ofiar, ale z mojej własnej pracy. Na szczęście rozum oświecony wiarą podpowiadał mi, że przecież cały mam być Boga, że nie mogę być niewolnikiem ludzkich względów i nie mogę nic zostawiać dla siebie. Czasem nie w worku pokutnym, ale w takiej beznadziejnej kolejce do kasy bankowej Bóg ogołaca człowieka, żeby go całkowicie otworzyć na swoje działanie.
Nawet po Mszy Å›wiÄ™tej miotaÅ‚em siÄ™ jak szalony. A to miaÅ‚em pomysÅ‚ na jakieÅ› jedzenie, a to wymyÅ›liÅ‚em sobie, że zakoÅ„cze lipiec lampkÄ… wina. Ale nic z tego nie wyszÅ‚o. Nawet nie mogÅ‚em pojeżdzić na rowerze, bo zapodziaÅ‚a siÄ™ pompka. ZostaÅ‚em sam z Bogiem i pozwoliÅ‚em siÄ™ Mu poprowadzić. Ubrany na sportowo postanowiÅ‚em zrobić sobie dÅ‚ugi marszobieg. Już w drodze wiedziaÅ‚em, że moim celem bÄ™dzie kapliczka u misjonarzy Krwi Chrystusa, że tam ponarzekam Panu Bogu. Ale Bóg okazaÅ‚ siÄ™ znów niesamowity. DoszedÅ‚em do kapliczki i zobaczyÅ‚em wielki duchowy cud. W kaplicy wystawiony Pan Jezus i wspaniali mÅ‚odzi ludzie ze Wspólnoty Boga Ojca, rozmodleni, wpatrzeni w Jezusa. PadÅ‚em na kolana i po prostu przez prawie 30 minut nie umiaÅ‚em powiedzić nic. “Panie TY wszystko wiesz, Ty wiesz, że CiÄ™ kocham!” - powtarzaÅ‚em jak nakrÄ™cony. I nagle ci mÅ‚odzi ludzie zaczÄ™li Å›piewać pieśń o ojcostwie Boga, o tym, że mam siÄ™ poÅ‚ożyć na rÄ™kach Pana, taki jaki jestem, sÅ‚aby, poÅ‚amany, nieufny, że mam poczuć siÄ™ po prostu jak dziecko w ramionach ukochanego Ojca. To byÅ‚o dla mnie jak balsam. W jednym momencie Bóg przywróciÅ‚ mi radość i nieprawdopodobne odczucie Jego bliskoÅ›ci. WracaÅ‚em jak na skrzydÅ‚ach, tak jakbym sie narodziÅ‚ na nowo.
Boże, mój Ojcze, Tatusiu!

Uwagi o ludziach:

Ekipa ze Skrzydlowa - Bardzo wam dziękuję za dzisiejszą pracę. Pamiętacie, jak kilka lat temu połączyła naszą grupę praca przy naszym domu? Pamiętacie te rozwalanie ścian, robienie obiadów i msze święte na strychu? Chyba wtedy najbardziej byliśmy wspólnotą, bo wspólnota, wbrew pozorom nie rodzi się w chwilach relaksu i rekreacji, ale w chwilach służby i ofiary. Nastawienie na przyjemne spędzanie czasu rodzi towarzystwo wzajemnej adoracji. Wspólnota powstaje wtedy gdy służy! Dlatego dziękuję Wam, że pokazaliście, że jesteśmy wspólnotą.

Siostra Emma - dla nas po prostu Monika Kot - Jak dobrze, że napisałaś z tego swojego zakonu. Dziękuję w imieniu własnym i całego DA za zaproszenie na pierwszą profesję zakonną. Będzie już teraz z Ciebie prawdziwa zakonnica. Koniecznie przyjedź do nas w drugiej połowie sierpnia. Tęsknimy za Tobą. Ja osobiście bardzo proszę o modlitwę.

Prof. Andrzej Myśliwski - Dzięki za pomoc w związku z chorobą MIchała. Na szczęście guz nie okazał się złośliwy i trzeba tylko podleczyć struny głosowe. Myślę, że uda nam się spotakć w przyszłym tygodniu, gdy będę na wybrzeżu. Pewnie sobie pogadamy, tak jak w naszych listach. Czuję, że mamy podobne patrzenie na Boga i Kościół.

Ludzie ze wspólnoty “Boga Ojca” - Jestem pod wrażeniem waszej postawy. Czasem mi siÄ™ wydaje, że moje oczekiwania wobec mÅ‚odych sÄ… za wysokie, za bardzo pobożne i za gÅ‚Ä™bokie. DziÄ™ki Wam zobaczyÅ‚em, że sÄ… mÅ‚odzi, którzy potrafia wypÅ‚ynÄ…c na gÅ‚Ä™biÄ™. SÄ… wakacje, a wy ponad tydzieÅ„ trwacie na modlitwie i adoracji. To piÄ™kne i budujÄ…ce. DziÅ› macie na swoim koncie nawrócenie ksiÄ™dza, czyli mnie.
Niech Wam Bóg wynagrodzi.

Zrodziłem Was dla Chrystusa

July 30th, 2007 by xAndrzej

Åšw. PaweÅ‚ czuÅ‚ siÄ™ ojcem swoich uczniów i wiernych ze wspólnot, które zakÅ‚adaÅ‚. Nie baÅ‚ siÄ™ mówić o “rodzeniu ich dla Chrystusa”. Kiedy zostawaÅ‚em ksiÄ™dzem, wiedziaÅ‚em, że najwiÄ™kszym moim problemem może nie być to, że siÄ™ nie ożeniÄ™, ale trudniej mi bÄ™dzie zrezygnować z ojcostwa. PaweÅ‚ pokazaÅ‚ mi jakiÅ› inny i niesamowity rodzaj ojcostwa - ojcostwo duchowe, rodzenie dla Chrystusa. DziÅ›, po 14 latach kapÅ‚aÅ„stwa mogÄ™ powiedzieć, że jestem ojcem, ( a jak czasem czytacie - nawet dziadkiem) dla wielu wspaniaÅ‚ych ludzi. Przynajmniej tak siÄ™ czujÄ™. Ale rodzenie dla Chrystusa musi też niekiedy dokonywać siÄ™ w bólu. ChciaÅ‚bym, żeby nawracanie ludzi byÅ‚o proste, żeby studenci z ochotÄ… biegli do koÅ›cioÅ‚a, modlili siÄ™, przestawali grzeszyć. Rodzenie nie jest czymÅ› bezbolesnym, ono wrÄ™cz z natury zakÅ‚ada cierpienie. Dlatego jeszcze wiÄ™cej muszÄ™ siÄ™ modlić i pewnie cierpieć za tych, których chcÄ™ rodzić dla Chrystusa. DziÅ› czytaÅ‚em kolejne fragmenty zapisków Å›w. Tereski od DzieciÄ…tka Jezus. Ona przynajmniej dwa razy zapisaÅ‚a, że urodziÅ‚a dla Chrystusa jakiegoÅ› grzesznika. Kiedy miaÅ‚a 14 lat modliÅ‚a siÄ™ za skazanego na Å›mierć za morderstwa Praziniego. ModliÅ‚a siÄ™ chyba półtora miesiÄ…ca. Tuż przed egzekucjÄ… Pranzini poprosiÅ‚ o krzyż i ze Å‚zami w oczach caÅ‚owaÅ‚ Chrystusa. Przez 9 lat modliÅ‚a siÄ™ Terenia za Ojca Loysy - karmelitÄ™ bosego, który odszedÅ‚ od KoÅ›cioÅ‚a i nawoÅ‚ywaÅ‚ innych do tego samego. OstatniÄ… w swoim życiu KOmuniÄ™ Å›wiÄ™tÄ… przyjęła za jego nawrócenie. ( Tak na marginesie: za morderce wystarczyÅ‚o, że modliÅ‚a siÄ™ półtora miesiÄ…ca, za niewiernego kapÅ‚ana nie wystarczyÅ‚o nawet 9 lat modlitwy !!!)
Kiedy umieraÅ‚ ojciec Loysy trzymaÅ‚ w rÄ™ku “Dzieje Duszy” MaÅ‚ej Tereski i mówiÅ‚ sÅ‚owa: “Jezu mój cichy”.

Relacja z poniedziałku będzie krótka. Zrobiłem ponad 500 km samochodem. Trasa: Częstochowa- Warszawa- Walewice- Częstochowa. Moja mama wróciła już ze szpitala do domu. Jest zadowolona i jak twierdzi czuje sie o wiele lepiej. To zasługa mojej wspaniałej koleżanki z liceum, dziś pani doktor, która wzięła moją mamę pod opiekę i najlepiej jak umiała zdiagnozowała i dostosowała leki. Bogu niech będą dzięki! W każdym razie celem mojej dzisiejszej jazdy też był szpital. Zgodnie ze słowem od Boga, niemal każdego dnia mam modlić sie za chorych i im służyć.
Do CzÄ™stochowy wróciÅ‚em okoÅ‚o 19.00. ZdążyÅ‚em jeszcze wyspowiadać dwie osoby i odprawić MszÄ™ Å›wiÄ™tÄ…. Po Mszy Å›w. krótkie spotkanie ze studentami na temat jutrzejszego wyjazdu do Skrzydlowa. Bardzo siÄ™ cieszÄ™, że choć symbolicznie bÄ™dziemy wÅ›ród ludzi, którzy przez trÄ…bÄ™ powietrznÄ… stracili niekiedy dorobek caÅ‚ego życia. Tak bardzo chcÄ™ uczyć mÅ‚odych wrażliwoÅ›ci na ludzkie cierpienie i biedÄ™. Przecież Chrystus jest gÅ‚odny, bezdomny, spragniony, nagi, chory ….

Uwagi o ludziach:

Prof. Ewelina Z.B. - Bardzo Ci dziękuję za mamę, za całą troskę i fachową opiekę. Wiem, że od cudów bardziej są księża niż lekarze, ale dobry doktor też działa cuda. I pomyśleć, że po 24 latach od matury mogliśmy się spotakć i możemy być sobie potrzebni. Wielkie dzięki. Będę pamiętał w modlitwie.

Marek i Ewa WÅ‚odarczykowie - Super pomysÅ‚ z tymi kapliczkami. Z radoÅ›ciÄ… poÅ›wiÄ™ciÅ‚em dziÅ› kolejne dwie kapliczki, które powiesicie na jakimÅ› drzewie w lesie. Stare kapliczki zaczynajÄ… już znikać z naszych lasów i dobrze, że jest ktoÅ› taki, kto uzupeÅ‚ni tÄ™ lukÄ™. To daje dużo pokoju ducha, kiedy podczas leÅ›nej wyprawy spotyka siÄ™ wizerunek Jezusa lub Maryi. MyÅ›lÄ™, że Pan Bóg na wasze konto wpisze “odsetki” z każdej zdrowaÅ›ki odmówionej przez ludzi przy tych kapliczkach.

KsiÄ…dz XYZ - DziÄ™kujÄ™ za telefon. TrochÄ™ nie zrozumiaÅ‚em tego stwierdzenia, że “tak to sobie możemy gadać na kazaniach”. Dla mnie na prawdÄ™ to co mówiÄ™ na kazaniach jest kawaÅ‚kiem mnie i bardzo chciaÅ‚bym żyć tak jak nauczam. CaÅ‚y mój kapÅ‚aÅ„ski trud poÅ›wiÄ™cam na to, żeby moje życie byÅ‚o ilustracjÄ… do gÅ‚oszonego sÅ‚owa. To bardzo trudne, ale nie traktuje swoich kazaÅ„, jako “pobożnego gadania bez żadnych zobowiÄ…zaÅ„ dla gÅ‚oszÄ…cego”.

Marysia, Kasia, Agnieszka, Monika, Kinga, Ola, Michalina, Robert, Mariusz, Tomek, Piotrek, Paweł - ekipa, która jutro jedzie do Skrzydlowa - Jestem z Was dumny! Dziękuję za chęć pracy i pomocy. Utwierdziliście moją wiarę w młodych ludzi! Nawet nie wiecie jakie to ważne dla księdza - wierzyć w ludzi!

Totus Tuus

July 29th, 2007 by xAndrzej

Cały Twój! Zapewne to biskupie i papieskie hasło Jana Pawła II jest wysoko postawioną poprzeczką w życiu duchowym. Podporządkować wszystkie swoje sprawy, decyzje, myślenie Panu Bogu! Zachwyca mnie ta droga, a jednocześnie czuję, że ciągle jestem na jej początku. Tyle jest momentów w moim życiu, które jeszcze nie są Boże i kapłańskie. Każdego dnia muszę toczyć ze sobą walkę, aby zwyciężało we mnie to co ewangeliczne nad tym co światowe. Mam coraz więcej zwycięstw, ale jeszcze zdarzają mi się takie chwile rezygnacji i kapitulacji, kiedy wybieram to co światowe, przyjemniejsze łatwiejsze. Te rozterki są jednak w momencie dokonywania wyboru, bo kiedy wybiorę to co bardziej Boże i kapłańskie, moje serce napełnia się radością. Sprawdza się reguła duchowego rozeznania, jaką sformułował św. Ignacy Loyola. Sprawy tego świata potrafią dać ci radość tylko w momencie, gdy je przeżywasz. Sprawy Boże dają radość głębszą, trwalszą, a często nieprzemijającą. Muszę się zgodzić na to, żeby nie być z tego świata, żeby ciągle wybierać Chrystusa. Może wtedy coraz bardziej będę Totus Tuus.

No i minęła sobie niedziela. Rano szybko zmówiłem brewiarz i pobiegłem do św. Zygmunta. Tam, o godz. 8.00 rozpoczęła się symboliczna pielgrzymka młodzieży francuskiej na Jasną Górę. Szliśmy zwartą grupą i rozważaliśmy różaniec. Parę minut po 9.00 odprawiłem dla nich Mszę św. po francusku. Potem przejechałem do Olsztyna, żeby odprawić Mszę św. dla narzeczonych na zakończenie naszego kursu. Mówiłem im o modlitwie, o tym, jak bardzo buduje ona jedność i szczęście małżeńskie.
O 14.00 w naszej domowej kaplicy ochrzciłem małego Tomka - synka Przemka i Marty. A więc mój kolejny duchowy wnuk narodził się dla Pana.
Po 16.00 wyruszyÅ‚em z KomuniÄ… Å›w. do moich chorych przyjaciół. Z Andrzejem jest coraz gorzej. WÅ‚aÅ›ciwie nie ma z nim kontaktu. To dziwne, ale jakoÅ› w momencie przyjmowania Komunii udaje mu siÄ™ jeszcze rozchylić usta. “Å»yjemy dla Pana i umieramy dla Pana” . Andrzej jest już chyba Totus Tuus - caÅ‚y Boga! U Piotra byÅ‚o dziÅ› bardzo radoÅ›nie. PogadaliÅ›my sobie z nim i z jego tatÄ…. Dużo byÅ‚o kapÅ‚aÅ„skich tematów.
O 19.15 Msza święta w kościółku. Po mszy poszliśmy z grupą studentów na lody.
I to caÅ‚a moja niedziela. Zastanwiam siÄ™ czasem, czy powinienem pisać na blogu co robiÄ™ i gdzie idÄ™ i czy to komuÅ› jest potrzebne. Odkrywam, że najbardziej potrzebne jest to mnie samemu. To jest mój rachunek sumienia z tego, czy moje zajÄ™cia sÄ… tak przezroczyste i kapÅ‚aÅ„skie, że mogÄ™ o nich spokojnie wam napisać. JeÅ›li zdarzÄ… siÄ™ w moim życiu takie spotkania i zajÄ™cia, które bÄ™dÄ™ ukrywaÅ‚, to bÄ™dzie znak, że one nie sÄ… dla mnie odpowiednie. Nasz ojciec duchowny, na nasze pytania gdzie mamy chodzić w koloratce, a gdzie jÄ… zdejmować odpowiadaÅ‚ czÄ™sto: ” jeÅ›li idziesz gdzieÅ› i jesteÅ› przekonany, że tam nie wypada ci być w koloratce, to zastanów siÄ™, czy jako ksiÄ…dz powinieneÅ› tam w ogóle pójść”.

Uwagi o ludziach:

Śp. Siostra Immakulata ( Janina Adamska) - W tych dniach zmarła w karmelu w Bornem Sulinowo siostra Immakulata, tłumaczka niemal wszystkich dzieł św. Edyty Stein, autorka wielu książek o Edycie. Chyba nikt w Polsce nie znal tak dobrze Edyty Stein jak siostra Immakulata.
Siostro, odpoczywaj w pokoju! Osobiście bardzo dziękuję, bo dzięki twojej pomocy napisałem doktorat.

Michalina i jej narzeczony - Super, że wasz ślub jest już tak blisko. Będzie z Was kolejne piękne małżeństwo i jeszcze jeden domowy kościół. Dziękuję za zaproszenie na ślub i jeśli tylko coś nie pokrzyżuje planów na pewno będę. A teraz jestem z Wami poprzez modlitwę.

Przemek B. - Ohoho! Widzę, że już niedługo będziesz ojcem. Grtuluję i cięszę się, że moje proroctwo o rychłych chrzcinach szybko się spełni. Cieszę się, że Was spotkałem. Zapraszam do siebie zgodnie z umową.

Studenci chętni do pracy - Bardzo Wam dziękuję i choćby symbolicznie, ale pójdziemy z pomocą. Przecież nie chodzi o wielką robotę, ale o zwykły gest solidarności. Brawo harcerze z Częstochowy. Okazało się, że wy też pomagaliście! Najpierw praca potem koncert.

Wędrówka przez pustynię

July 28th, 2007 by xAndrzej

Uczę się coraz lepiej przechodzić moje małe pustynie. Zwykle w naszym życiu nie zdarzają się Sahary, które obejmują wszystkie płaszczyzny życia. Mamy po prostu sporo takich wypalonych i zgaszonych miejsc, a pomiędzy nimi mimo wszystko zdarzają się jeszcze małe oazy. Pustynia jest w życiu każdego człowieka, takie poczucie samotności, niezrozumienia, braku chęci. Pustynia jest też miejscem walki duchowej. Diabeł dąży do tego, żebyśmy na pustyni robili mnóstwo głupst. Bóg , w naszym doświadczeniu pustyni, czeka aż zawołamy Go na pomoc, kiedy w naszej bezradości zrozumiemy wreszcie jak bardzo Go potrzebujemy. Dopóki nam się powodzi, nasza potrzeba Boga jest tylko teoretyczna i najczęściej po pięknych słówkach i deklaracjach, spychamy Boga na margines życia. Na pustyni tak się nie da. Albo dasz upust swojej złości, albo zawołasz na pomoc Boga. Przyjrzyjcie się swoim małym pustyniom i z ich wnętrza zawołajcie na pomoc Jezusa.
Dziś nie miałem czasu na pustynię, ale i ona zdrza mi się nawet w wirze aktywnego życia. Z dzisiejszego dnia jestem zadowolony. Udało mi się sensownie wszystko zmieścić i wykonać, może dlatego, że rano miałem kolejną cudowną modlitwę z rozmyślaniem, mimo, że z dwóch stron mieliśmy dziś natarcie ekip budowlanych. Z jednej strony kuli asfalt, a z drugiej piłowali granitowe płyty na schody. O spokoju można było tylko pomarzyć. Trochę się pokręciłem między robotnikami, żeby po prostu być wśród nich.
O 9.00 krótkie, ale miłe spotkanie z Anią i Marcinem. Za tydzień błogosławię ich ślub w Złotym Potoku. Będzie z nich fajna para małżeńska.
O 11.00 wyjazd do Olsztyna. MówiÅ‚em narzeczonym o sakaramentalnoÅ›ci małżeÅ„stwa.W ich towarzystwie zjadÅ‚em też obiad. O 14.00 spotkanie z WÅ‚odkiem na budowie. O 15.00 Koronka do Bożego MiÅ‚osierdzia i Msza Å›wiÄ™ta na dworcu PKP. ZawzioÅ‚em siÄ™ i nie zaintonowaÅ‚em ani jednej pieÅ›ni. Panie z kaplicy dworcowej sÄ… indywidualistkami i każda Å›piewa jak chce. BiorÄ…c pod uwagÄ™ mój kiepski talent muzyczny nie jestem w stanie utrzymać te panie w jednej tonacji. Ale może ze dwa razy i tak “zaÅ›piewaÅ‚y” coÅ› na chwaÅ‚Ä™ Boga.
O 16.00 posprzątałem trochę klatkę schodową i schody wejściowe, żeby usunąć piach i gips po pracach budowlanych. Nie zdążyłem niestety posprzątać u siebie, ale chyba nie jest tak źle.
O 17.30 odwiedziny u Kingi i Kuby. To chyba takie zaległe imieniny. Impreza była raczej nie w studenckim stylu, ale w eleganckim i dostojnym. Cóż, czasy się zmieniają i idziemy naprzód. Ale było bardzo sympatycznie, a najważniejsze, że kilka osób zdecydowało się pojechać we wtorek i środę do pomocy ludziom poszkodowanym przez trąbę powietrzną. Hurrra! Wreszcie coś drgnęło, wreszcie jakiś kawałek kamiennnego serca został skruszony. We wtorek jedziemy pomagać ludziom! Jak chcecie i możecie to dołączcie do nas. Praca na osiem godzin, zupełnie za darmo. Wyjazd we wtorek o 8.00 do Skrzydlowa.
18.30 znów dotarłem do Olsztyna do moich wspaniałych narzeczonych. Wyspowiadałem całkiem sporo osób i odprawiłem dla nich Mszę świętą. To kolejne doświadczenie jak Bóg przemienia tych ludzi i prostuje ich myślenie. Brawo Ewa i Darek, Iza i Marcin - za prowadzenie tego kursu. Jesteście wspaniałymi narzędziami Boga!
Do domu wróciłem po 22. Nie zdążyłem już pomodlić się wspólnie z Ks. Markiem, ale załapałem się jeszcze na kawałek naszych kaplicznych rozmów. Bardzo je lubię. Pomodliłem się już potem sam - a więc Bóg dał mi znowu kawałek pustyni.

Uwagi o ludziach:

Ks. Maciej Woszczyk proboszcz ze Skrzydlowa - Miło mi było dzisiaj czytać o twoim zaangażowaniu w pomaganiu ludziom poszkodowanym przez huragan. To dobrze, że nie masz urlopu i nie tłumaczysz się ważnymi sprawami Kościoła, bo Kościół powinien być tam gdzie ludzie potrzebują pomocy. Dziękuję też za zaproszenie na wtorek i środę do pracy. Twoja szybka reakcja, daje mi do zrozumienia, że potrzeba u was pomocy. Studenci! Koniec wakacji, we wtorek jedziemy pomagać ludziom. Zwołajcie kogo możecie przez niedzielę i poniedziałek, a we wtorek i środę ( a może dłużej?) zakładamy robocze ubrania i do roboty!

Basia i Romek Mika - Zupełnie przez przypadek trafiłem na uroczystość 25. lecia waszego małżenstwa. Ale było mi bardzo miło. Od wielu lat jesteście dla mnie wzorem małżonków i rodziców. Składając Wam życzenia myślałem też o Piotrku, waszym synku, który umarł na białaczkę. Piotruś na pewno, był z nami dzisiaj w tajemnicy świętych obcowania. Oj, ile ten chłopak nauczył mnie prawdy o Bogu! Dziękuję Wam za wszystko, za wasz przykład miłości i służby, za Piotrusia i dziewczyny! Niech Wam Bóg błogosławi.

Para studencka XYZ - Gratuluję decyzji na powrót do Boga! Wiem ile was to mogło kosztować. W nawróceniu jest taki moment, że człowiek już pragnie Boga, ale powstrzymuje go ludzka ambicja i pycha. Żeby uwierzyć, trzeba z pokorą złożyć broń i rzucić się w ramiona Jezusa. Resztę już zrobi Bóg!

Współodczuwać z Kościołem!

July 27th, 2007 by xAndrzej

Sentire cum Ecclesiae - to stara chrzeÅ›cijanska zasada. Kiedy KoÅ›ciół byÅ‚ mocno przesladowany, chrzeÅ›cijanie byli solidarni ze sobÄ… w cierpieniu, czuli siÄ™ KoÅ›cioÅ‚em i czuli to co odczuwa i czego doÅ›wiadcza KoÅ›ciół. Ta zasada nie mówiÅ‚a przede wszystkim o Å›lepym posÅ‚uszeÅ„stwie wobec nauczania KoÅ›cioÅ‚a, bo w swoim doÅ›wiadczeniu KoÅ›ciół czuÅ‚ siÄ™ zawsze jakÄ…Å› zbiorowÄ… osobÄ…. NIe organizacjÄ… czy stowarzyszeniem, ale Ludem Bożym zgomadzonym w Chrystusie. Tak też odbieram KoÅ›ciół - jak żywy ludzki organizm, który ma lepsze i gorsze dni, który raz jest zdrowy raz chory, raz przeżywa sukcesy, a innym razem dostaje po tyÅ‚ku od Å›wiata. Taki KoÅ›ciół wÅ‚aÅ›nie kocham i uczÄ™ siÄ™ współodczuwać z Chrystusem obecnym w swoim KoÅ›ciele. Ja wiem, że może najbardziej Chrystus cierpi w KoÅ›ciele i dlatego nie chcÄ™ z KoÅ›cioÅ‚a zdezerterować, uciec, nie chcÄ™ siÄ™ wstydzic KoÅ›cioÅ‚a, choćby miaÅ‚ najwiÄ™kszÄ… duchowÄ… zapaść. Wstydzić siÄ™ KoÅ›cioÅ‚a to wstydzić siÄ™ cierpiÄ…cego Chrystusa. KIdyÅ›, jak może pamiÄ™tacie, Å›w. Siostra Faustyna zobaczyÅ‚a okrutnie okaleczonego Chrystusa, broczÄ…cego krwiÄ…, brudnego i oszpeconego, niepodobnego do czÅ‚owieka. Jezus zapytaÅ‚ FaustynÄ™ wprost: “A czy takiego Mnie kochasz?”
Piszę dziś o Kościele, bo z samego rana miałem kilka spotkań w Kurii i rozmów o blaskach i cieniach naszej diecezji. Najpierw byłem na śniadaniu u Księdza Arcybiskupa, potem krótkie spotkanie z Księdzem Kanclerzem i Ks. Andrzejem - dyrektorem duszpasterstwa ogólnego. Dało mi to taką próbkę wejrzenia na KOściół od kuchni, na konkretny, lokalny Kościół. Ma on wiele ran i dlatego tak dużo dziś modliłem się za mój Kościól, moją diecezję, którą kocham we wszystkich jej słabościach.

W południe kręciłem się wokół Jasnej Góry, potem załatwiłem kilka spraw budowlanych i bankowych. (Oj, źródełko już prawie wyschło. Jezu, ratuj!) O 14.30 zawiozłem Komunię świętą do umierającego Andrzeja. Tak mocno dziś ściskał moją rękę, że wręcz nie mogłem się uwolnić. Z olbrzymim truden uchylił lekko usta, aby przyjąć KOmunię świętą. To są najpiękniejsze doświadczenia bliskości Boga, bo jeśli Bóg jest w swojej pełni po tamtej stronie życia, to ludzie, którzy umierają są tak blisko Niego.
O 15.30 wyjechałem do Olsztyna. Najpierw spotkanie w domku letniskowym u Państwa Wasilkowskich. Znowu trochę opowiadań o zsyłce na Wschód, o dalekim Kazachstanie ( to dziś już drugi motyw o Kazachstanie) i o sile jaką musieli mieć zesłańcy.
O 17.00 zaczął się kolejny kurs przedmałżeński. KOlejne pary tak pięknie mówily o wzajemnej miłości i o pragnieniu zbudowania trwałego domu. Te kursy, to jeden z największych cudów duchowych. Widzę wyraźnie jak Bóg działa. Miałem dla nich konferencję z zakresu antropologii chrześcijańskiej, o właściwej Bożej koncepcji człowieka.
Do domu wróciłem po 20.00. Robię ten wpis przed wieczornymi modlitwami, dlatego to co najważniejsze jeszcze jest przede mną.

Uwagi o ludziach:

Ksiądz misjonarz z Kazachstanu, spotkany na ulicy Częstochowy - Dziękuję za opowieści o pracy na Wschodzie, o biedzie, o trudnym kilmacie i ludziach spragnionych Boga. Widziałem księdza zmęczenie, dlatego zapytałem o stan zdrowia. Nie wiedziałem, że jest ksiądz po tak ciężkim zawale. Jak dobrze, że są kapłani, którzy w swojej posłudze tak dużo dają z siebie. Zrobiło mi się głupio, za siebie i za moich braci kapłanów z diecezji - jak nam czasem jest wygodnie!!!! Niech ksiądz się pomodli za nas.

Siostra Maksymiliana - Ale im siostra wygarnęła! PrzyjÄ™li to z radoÅ›ciÄ…, ale pewnie i daÅ‚o im to dużo do myÅ›lenia. Oto parÄ™ cytacików z nauki siostry do narzeczonych: “Nie Å›ciskajcie siÄ™ tak bardzo przed Å›lubem, bo nic już nie zostanie po Å›lubie”. “Każde małżeÅ„stwo musi mieć czwórkÄ™ dzieci: pierwsze za tatusia, drugie za mamusie, trzecie dla KoÅ›cioÅ‚a, a czwarte dla PaÅ„stwa”. “Wy nie uczcie dzieci pacierza, ale sami odmawiajcie co wieczór pacierz”.

Daria z Bristolu - Włączam się do modlitwy za ciężko chorego Roberta. Cieszę się, że szczęśliwie dojechałaś do Bristolu.

Arek i Agata; Dorota i Rafał; Ania i Paweł - Dziękuję Wam za pozdrowienia z wakacji. Cieszę się, że odpoczywacie i jednocześnie próbujecie bardziej zbliżyć się do Boga.

Åšmiej siÄ™ z siebie!

July 26th, 2007 by xAndrzej

“Jestem czÅ‚owiekiem poważnym. Jestem czÅ‚owiekiem poważnym - powtarzaÅ‚ nieustannie mężczyzna. “To nie jest czÅ‚owiek - to jest grzyb - skomentowaÅ‚ MaÅ‚y Książe”.
Tak sobie dziś przypomniałem cnotę humoru. Może dlatego, że wrócił Ksiądz Marek, a z nim zawsze przychodzi dużo radości i śmiechu. Zwłaszcza, gdy opowiedział mi nowy humor o długowiecznym bacy. Oj, ten baca, ten to dopiero znalazł sposób na pokonanie śmierci. ( po szczegóły odsyłam do mojego zacnego sąsiada) A swoją drogą humor, a zwłaszcza umiejętność śmiania się z siebie, to naprawdę objaw dojrzałej wiary. W świetle wiary bowiem, wszystko wydaje się śmieszne. Tylko Bóg nie jest śmieszny. Warto więc pośmiać się z siebie i przestać zgrywać ważniaka i nietykalskiego. Humor to też najlepszy sposób na diabła. Diabeł nie cierpi jak się ktoś z niego śmieje. Pośmiejcie się czasem z waszych pokus, złych myśli, trudnych sytuacji a zobaczycie, że zostaniecie z nich uwolnieni. Zacznę się chyba modlić taką wspaniałą modlitwą o humor jaką modlił się człowiek, który nawet idąc na śmierć potrafił żartować. Tym świętym jest oczywiście Tomasz More. Oto jego modlitwa:
Zechciej mi dać duszę,
której obca jest nuda,
która nie zna szemrania, wzdychań i użalań,
i nie pozwól, ażebym kłopotał się zbyt wiele
wokół tego panoszącego się czegoś
które nazywa siÄ™ “ja”.
Panie, obdarz mnie zmysłem humoru.
Daj mi łaskę rozumienia się na żartach,
ażebym zaznał w życiu trochę szczęścia,
a i innych mógł nim obdarzać. Amen

Mój dzisiejszy schemat dnia:
Rano fajne modlitwy poranne. NastÄ™pnie wizyta w “Energetyce” w sprawach przyÅ‚Ä…czeÅ„ prÄ…du. Praca w “Niedzieli”, znowu kawaÅ‚ek spraw budowlanych (wizyta WÅ‚odka) . Po poÅ‚udniu pojechaÅ‚em do Morska na spotkanie mÅ‚odzieży francuskiej. OdprawiÅ‚em dla nich MszÄ™ Å›wiÄ™tÄ… polowÄ…, a potem trochÄ™ posiedziaÅ‚em z nimi przy ognisku. SÄ… to mÅ‚odzi z obozu zorganizowanego przez katolickÄ… szkoÅ‚Ä™ z Paryża, ale sÄ… wÅ›ród nich również KoreaÅ„czycy i kilka Polek. Bardzo miÅ‚a grupa i bardzo serdeczna modlitwa. ByÅ‚ ze mnÄ… diakon Robert - jezuita.
Wieczorem, oczywiście kolejne spotkanie z Bogiem w kaplicy. Mamy teraz naprawdę wielki komfort możliwości modlenia się przed Najświętszym Sakramentem. Taka modlitwa jest nieporównywalna z modlitwą w najpiękniejszym nawet klimacie i otoczeniu. Tam po prostu rzeczywiście i prawdziwie jest Jezus. On naprawdę jest w Eucharystii.

Uwagi o ludziach:

Kochane Anie, dziś było Wasze święto, pamiętam o Was i bardzo się za Was modlę. Chcę Wam powiedzieć, że Anie to zawsze najwspanialsze, najkochańsze dziewczyny. Wszystkiego najlepszego, Drogie Anie.
( A oto niektóre z wielu Anek, o których pamiętam: Ania Mostowska, Ania Jakubowska, Ania Juroszek, Ania Filipczak, Ania Skoczek, Ania Ciołkowska, Ania Cichobłazińska, Ania Przewoźnik, Ania Repelewicz, Ania Wyszyńska, Ania Jasińska, Ania Włodarczyk, i wiele wiele innych)

Ola J. - Dzięki za dzisiejszą pomoc i sprzątanie w kuchni. To miło, że przyszłaś choć na chwilę. Nie było czasu, żeby dłużej pogadać, ale pamiętam o tobie i to co się i tak dowiedziałem to już dużo. Modlę się za ciebie. Wsiadaj na konie i nigdy nie spadaj. Nawet jak cię kiedyś zrzuci to się podnoś i jedź do przodu. Tak przez całe życie.

Student XYZ - Niby wakacje, a nie ma kiedy pogadać. Dziękuję za dzisiejsze kilka słów. Trochę się o ciebie martwię, bo widzę jak topnieje w Tobie wiara. Świat cię pochłania i nie wiem dlaczego zaczałeś bać się Boga. Bóg niczego bardziej nie pragnie, jak tylko twojego szczęścia. Rzeczy tego świata kuszą na początku, a potem mocno zniewalają.

Åšw. Tomasz More - ZazdroszczÄ™ humoru. PrzypomniaÅ‚em sobie dialog tego Å›wiÄ™tego ze swoim katem: “Czy mógÅ‚by mi pan pomóc wjeść na szubienicÄ™? Z powrotem jakoÅ› sobie sam poradzÄ™”. Nawet Å›mierć jest Å›mieszna gdy siÄ™ mocno wierzy.

Chorobliwa miłość własna

July 25th, 2007 by xAndrzej

Nie wyobrażamy sobie nawet jaką siłą w nas jest nasz egoizm, czyli nieuporządkowana miłość własna. Ona sprawia, że myślimy tylko o sobie, że patrzymy na ludzi przez pryzmat siebie, że troszczymy się o swoją pozycję, a nawet o swoją własną pobożność. Dziś rano podczas medytacji rozmyślałem o znakach chorej miłości własnej. Jednym z jej objawów jest smutek, stres, niepokój, zdenerwowanie. Szczególnie smutek jest korzeniem chorobliwej miłości własnej, bo oznacza, że nie kocham tego co mam, kim jestem, co zaplanował dla mnie Bóg. Przygotowywałem się dziś trochę do spowiedzi. Odkryłem nagle, że jestem smutny bo się nie poprawiam tak jak należy. Długo myślałem, po co idę do spowiedzi, czy po to, żebym się poprawił, czy żeby zatopić się w ramionach Jezusa Miłosiernego? Bardziej denerwuje mnie to, że się nie poprawiam, niż cieszy, to, że Bóg mi przebaczył. Z tego wynika, że bardziej koncentruje się na sobie, a mniej na Bogu. Nawet w spowiedzi myślę o sobie i oczekuję poprawy siebie, lekkości, odczucia ulgi, a tak mało myślę o odczuciach Boga. Kiedy w Ewangeliach ktoś się nawraca, wyzwala to olbrzymią radość Boga (Zacheusz, Syn Marnotrawny). Czy myślę przy spowiedzi o radości BOga, czy też o tym, jaki ja będę po tej spowiedzi? Czy myślę o Bogu, czy o sobie?

Na nogi postawiła mnie dzisiaj poranna modlitwa. Powtarzam Wam to raz jeszcze, nie kawa, nie papierosek, nawet nie gimnastyka postawią was rano na nogi - tylko modlitwa. Będziecie cały dzień skwaszeni jeśli się rano porządnie nie pomodlicie! Mnie dzisiaj Bóg postawił rano tak mocno na nogi, że czułem, że nawet największy kataklizm byłby dla mnie źródłem radości.
O 9.00 miaÅ‚em dyżur w Instytucie Teologicznym. Z ciekawszych wydarzeÅ„ podczas dyżuru byÅ‚o spotkanie z AgnieszkÄ…. Jest na drugim roku. PrzeszÅ‚a dwa wylewy do mózgu, urodziÅ‚a córeczkÄ™ z wielkim narażeniem życia. ZapytaÅ‚em jÄ… dlaczego studiuje bÄ™dÄ…c osobÄ… niepeÅ‚nosprawnÄ… i tak bardzo obolaÅ‚Ä…. OdpowiedziaÅ‚a krótko: “Nie mogÄ™ siÄ™ poddać swoim sÅ‚aboÅ›ciom. ChcÄ™, żeby moja córka wiedziaÅ‚a, że da siÄ™ w życiu pokonać najwiÄ™ksze problemy i przeszkody, jeÅ›li siÄ™ wierzy w Boga. ChcÄ™ pokazać mojej córce, że mimo takich ograniczeÅ„ mogÄ™ normalnie żyć i do tego jeszcze studiować”.
Od 11.00 praca w “Niedzieli” - głównie czytanie listów do rubryki “gadu -gadu z ksiÄ™dzem”.
O 14.00 trochę prac i spraw budowlanych. Przywieźli dziś płytki granitowe na posadzkę. Już widzę jaką będziemy mieli śliczną podłoge w kościele.
Zadzwoniłem też do szpitala do lekarzy i do mamy. Ciągle trwają badania i z całą pewnością mama będzie w szpitalu do poniedziałku.
Przed mszą świętą trochę pospowiadałem, a o 19.00 odprawiłem Eucharystię. Podczas spotkania ze studentami młodzi zaginali mnie opowieściami o filmach. Kompletnie nie znam ani aktorów, ani modnych tytułów filmów. Cóż, moje ciągotki pustelnicze dają coraz bardziej o sobie znać.
Trochę czasu wieczornego poswięciłem na prasowanie. Nie lubię prasować, dlatego pewnie ten czas był moim kawałkiem pokuty.
Za chwilę idę się modlić i to już będzie najprawdopodobniej to co lubię. Czemu ja jednak nie jestem trapistą???

Uwagi o ludziach:

Kinga i Kuba - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji imienin! Pamiętam o Was w modlitwie!

Wszystkim Krzysztofom też składam najlepsze życzenia! Sto lat z Vatem!

Majka Svetnickova - Modlę się o siły dla wszystkich organizatorów spotkania na Taborze. Z podziwem czytałem dziś jak solidnie przygotowujecie to spotkanie. Jak dobrze będzie być razem z czeską młodzieżą i przyglądać się waszemu duszpasterstwu. Dziękuję za nową propozycję zatrzymania się i zwiedzania Pragi.
Pogadam z naszÄ… “delegacjÄ…” - może siÄ™ zgodzÄ….

On nie chce mego bólu

July 24th, 2007 by xAndrzej

LubiÅ‚em jak przed kilku laty nasze dziewczyny z “Siódmego Pokoju” Å›piewaÅ‚y piosenkÄ™ o tym, że Bóg “nie chce mego bólu, On nie chce moich Å‚ez”. Tak jest w istocie - Bóg nie chce i nie chciaÅ‚ zÅ‚a. Przecież stawarzajÄ…c czÅ‚owieka i raj dla niego, ukryÅ‚ przed czÅ‚owiekiem doÅ›wiadczenie bólu, Å›mierci, zÅ‚a. To wszystko byÅ‚o ukryte w tym zakazanym drzewie. Naruszenie tego drzewa przez nieposÅ‚uszeÅ„stwo Bogu sprowadziÅ‚o na nas doÅ›widczenie zÅ‚a pod różnymi postaciami. Bóg tego nie chciaÅ‚! Ale siÄ™ staÅ‚o i na różne sposoby cierpimy. On jednak nie chce zÅ‚a, co najwyżej chce zagospodarować teraz jego skutki. Ostatni weekend byÅ‚ dość tragiczny. TrÄ…ba powietrzna niedaleko nas, wypadek pielgrzymów, to wszystko jest źródÅ‚em bólu, ale i solidarnoÅ›ci, ale i doÅ›wiadczenia kruchoÅ›ci tego Å›wiata.
Wierzę więc, że nawet ze zła sprowadzonego przez grzech Bóg zrodzi dobro. Generalnie wierzę w zwycięstwo dobra.

Dziś wspominaliśmy św. Kingę. Żyła w białym małżenstwie, a potem została klaryską. To piękna postać.
Rano ciężko mi się wstawało. Głowę miałem ciężką od różnych spraw i problemów. Jakoś natychmiast po odczuciu takiej ociężałości poderwałem się do modlitwy. Poczułem, że jak się dziś porządnie nie pomodlę to będę skwaszony cały dzień. Zrobiłem więc sobie solidne rozmyślanie i modlitwę brewiarzową. Potem było trochę spraw budowlanych.
O 9.30 odwiedziÅ‚ mnie Mateusz Herdzik z AniÄ…. Po tym spotkaniu pojechaÅ‚em do “Niedzieli” dogadać sprawy tekstów.
O 14.00 wyruszyłem z Komunią świetą do chorych. Z Andrzejem jest coraz gorzej i muszę się więcej za niego modlić. Cóż, pewnie o dobrą śmierć i życie wieczne! U Piotrka było nawet całkiem wesoło mimo róznych jego dolegliwości. Piotrek dziś wyraźnie mówił o potrzebie pokutowania za świat. Ufam, że będzie umiał dawać swoje cierpienie dla zbawienia świata, tka długo, jak długo Bóg będzie tego potrzebował i jak długo nie dotknie go łaską uzdrowienia.
Po powrocie od chorych wziąłem się trochę za pracę fizyczną. Posprzątałem wszystkie śmieci z klatki schodowej i kościoła. Mimo, że prace trwają i jeszcze dużo razy będzie pełno śmieci, to jednak muszę to robić sukcesywnie.
O 19.00 Msza święta a po niej spotkanie ze studentami. Mieliśmy dziś szalone i kontrowersyjne tematy, wśród nich sprawa ubierania się dziewczyn ( również ubioru w kościele) oraz sprawa osób zmieniających płeć.
Odprawiłem też swoją wieczorną modlitwę. Pamiętałem o mojej mamie, która leży w szpitalu i przechodzi mało przyjemne badania. Nie pracowałem dziś wyjątkowo dużo, a dzień kończę w poczuciu dużego zmęczenia. Za chwilę więc idę spać, a wszystko zrzucę na pogodę!

Uwagi o ludziach:

Paulina - Jak to dobrze, że chcesz być kroplą w wielkiej rzece, która ma odwagę płynąć pod prąd. Takie mamy czasy, że rodzice namawiają swoje dzieci do grzechu. Nie przejmuj się i nie daj sobie wmówić, że współżycie przed ślubem jest jakimś dobrem. Pomodlę się abyś była silna i bardziej słuchała (akurat w tej sprawie), swojego sumienia, a nie zdania rodziców.

Piotrek - Dziękuję za twoją gotowość do pokuty. Pokuta, czy wyrzeczenia to moja najsłabsza strona. A wiem jak światu potrzeba pokuty. Dawniej wielu ludzi podejmowało posty i umartwienia i to zapewniało światu równowagę. Dziś większość z nas chce żyć przyjmenie i wygodnie i brakuje w duchowym powietrzu prawdziwych pokutników.

Margita - redaktorka “Niedzieli” - WstrzÄ…snęły mnÄ… twoje zdjÄ™cia zrobione z terenów poszkodowanych przez trÄ…bÄ™ powietrznÄ…. I pomyÅ›leć, że te zwalone domy i zrujnowany dobytek wielu pokoleÅ„ ludzi, że te wszystkie obrazy sÄ… z tak pobliskich terenów. Ludzie, może powinniÅ›my jakoÅ› pomóc, coÅ› zrobić, ruszyć siÄ™ z miejsca! Macie wakacje, to może byÅ‚oby warto poÅ›wiÄ™cić parÄ™ dni, żeby tam być z tymi wszystkimi ludźmi. Sam nie wiem co z tym robić, ale moje serce mocno jest poruszone.

Pielgrzymka do nieba

July 23rd, 2007 by xAndrzej

Tak mocno wierzÄ™, że ci, którzy zginÄ™li jadÄ…c z La Salette zakoÅ„czyli swojÄ… pielgrzymkÄ™ w niebie. DziÅ›, w Warszawie, w jakimÅ› sklepie sÅ‚yszaÅ‚em straszny komentarz caÅ‚kiem mÅ‚odej kobiety: “Za dużo siÄ™ pewnie modlili, to majÄ… co chcieli! Ja tam siÄ™ też trochÄ™ modlÄ™, ale żeby jeszcze na urlop jeździć do koÅ›ciołów to już przesada!”. Smutne sÄ… takie komentarze i sam nie wiem z czego wynikajÄ… - na pewno nie z wiary. Co każe wiara w takich chwilach - najpierw chwilÄ™ pomilczeć, a potem żyć nadziejÄ… życia wiecznego. To zawsze jest tak, że ci co umierajÄ… pewnie sÄ… szczęśliwsi od tych co zostajÄ… na ziemi.
W każdym razie dołączam się do fali modlitw za zmarłych pielgrzymów:
“Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, niech odpoczywajÄ… w poku wiecznym. Amen”.

Dwa dni już nie opisywałem swojego życia. Wczoraj, to znaczy w niedzielę, najpierw odpoczywałem po górach, potem była msza święta i odwiedziny u moich chorych przyjaciół Andrzeja i oczywiście Piotra. Zaniosłem im Pana Jezusa. A wieczorem pojechałem do domu.
DziÅ› z samego rana wyprawa do Warszawy. ZawiozÅ‚em mamÄ™ na badania do kliniki. A wiÄ™c znów kawaÅ‚ek szpitala! Za to tam spotkanie z mojÄ… koleżankÄ… z czasów liceum, a dziÅ› paniÄ… doktor. Może czasu nie byÅ‚o za wiele na gadanie, ale naprawdÄ™ miÅ‚o siÄ™ rozmawiaÅ‚o. To już 24 lata jak skoÅ„czyÅ‚em łódzkÄ… jedynkÄ™, czyli tak zwanego “Kopra”. PowspominaliÅ›my naszych szkolnych przyjaciół. To byÅ‚o naprawdÄ™ wzruszajÄ…ce spotkanie.
Z Warszawy szybko wracałem do Częstochowy, żeby jeszcze spotkać się z robotnikami na budowie.
Budowa idzie tak sobie, choć ciÄ…gle sÄ… szanse, żebyÅ›my zaczÄ™li odprawiać w październiku. NajwiÄ™kszy dla mnie problem to oczywiÅ›cie szukanie pieniÄ™dzy. CiÄ…gle pustoszeje nam sakiewka. Ale, ci, którzy zaufali Panu, sÄ… jak góra Syjon!” Mamy też trochÄ™ opóźnieÅ„ wykonawczych, ale o nie trochÄ™ sie mniej bojÄ™, bo jest WÅ‚odek, który wciąż podgrzewa nas wszystkich do walki.
Wieczorkiem odprawiłem Mszę świętą i trochę się pomodliłem.

Uwagi o ludziach:

Pani dr Ewelina - Naprawdę bardzo się cieszę z dzisiejszego spotkania po latach. Za mamę bardzo dziękuję i myślę, że to będzie dobra okazja, aby częściej rozmawiać i może spowodować jakieś spotkanie naszej klasy.

Bartek - Dziękuję za komentarz do moich rekolekcji. Cieszę się, że przed Tobą też taki święty czas. Pytasz mnie czy można planować cokolwiek i jednocześnie całkowicie zawierzyć się Duchowi Świetemu? W jakimś sensie chodzi o współpracę między nami a Bogiem i zawsze tak jest, że człowiek ma prawo coś planować, ale i tak musi być gotowy na Boże rozwiązania, które mogą okazać się zupełnie inne.

Ktoś proszący o modlitwę - Zmieniłem ostatnio komórkę i zżarło mi wiele numerów, stąd może nie rozpoznałem osoby, która minionej nocy bardzo prosiła o modlitwę w sprawie relacji z ukochaną osobą. Nie odpisałem, bo zazwyczaj nie odpisuję na SMS od niezidentyfikowanych osób. Ale modlić, to się pomodliłem!

Mariusz - Jesteś jedyną osobą, która pyta mnie, czy mogłaby jakoś pomóc ludziom z terenów, które zostały poszkodowane przez trąbę powietrzną. Myślę, że tym ludziom potrzeba pewnie teraz środków do odbudowania swoich domów, bo pewnie jedzenie i picie mają, mają się pewnie też i w co ubrać. Ale gratuluję wrażliowści!

Nasze Kupczyki, czyli Kinga i Kuba - Najbliższe dwa dni to wasze patronalne święto - św. Kingi i św. Jakuba. Życzę wszystkiego najlepszego. Sukcesów na każdym froncie życia. Niech Wam Bóg błogosławi!

Tatrzańskie rekolekcje

July 21st, 2007 by xAndrzej

Tatrzańskie rekolekcje

18 lipca
Uciekłem z domu, z budowy, z zajęć. Może to jest niedojrzałe, porzucać wszystko i uciekać. Ludzie zazwyczaj planują, organizują, zwalniają się, rezerwują miejsca. A ja uciekłem. Oczywiście, że mam świadomość, że świat się nie zawali, a ludzie uzupełnią doskonale moją nieobecność. W każdym razie zwiałem w góry. Wyjechałem z domu parę minut po 17. W drodze drobna przygoda, a właściwie, ledwie uszedłem z życiem. Jakaś wielka ciężarówka nagle przejechała środkową linię i jechała prosto na mnie. Udało mi się uciec, choć zawadziłem barierkę i zepsułem prawe koło. Ale żyję, a i straty niewielkie. To pierwszy znak moich górskich rekolekcji: już to, że żyję jest wielkim darem od Boga. Każdy dzień jest darem i powinniśmy budzić się z dziękczynieniem.
Tym razem zamieszkałem w „Księżówce” – domu kapłanów. Tutaj mam ciszę, spokój i kaplicę. Nie planuję jakiś wielkich rekolekcji, ale chcę szukać Boga na szczytach gór i słuchać, po prostu słuchać.
Wieczorem pierwsza rekolekcyjna medytacja. Dostałem słowo o uzdrowieniu niewidomego i głuchoniemego. Już nawet się nie zadziwiam tym moim powołanie do towarzyszenia chorym. Nawet na tych rekolekcjach Bóg od samego początku potwierdza swoje słowo: na mojej drodze Jezus chce postawić chorych, a ja mam nieść im Boże uzdrowienie.

19 lipca 2007

Wstałem dość późno, bo o 7.15. Obiecuję sobie odpoczywać ile się da i nie oszczędzać na spaniu, zwłaszcza, że mam tu idealny spokój i wspaniałe górskie powietrze. O 8.00 odprawiałem mszę świętą razem z trzema kapłanami. Większość kapłanów odprawiała o 7.30. Przyglądam się tu dokładnie moim braciom kapłanom. Jest wśród nich wielu naprawdę rozmodlonych księży. To piękne i budujące. Dobrze, że tu jestem i przyglądam się modlitwie kapłanów z całej Polski. Po mszy św. śniadanie. W gronie księży jest Ksiądz Kardynał Macharski. Dobrze go widzieć, bo od razu na myśl przychodzi mi postać Jana Pawła II. Po śniadaniu odmawiam brewiarz i próbuję zrobić rozmyślanie. Kompletnie mi nie wychodzi. Cały czas myślę o górach. Z wielką zachłannością myślę o czasie, który mi ucieka, bo chcę porządnie połazić po górach. No, to idę. Dzisiejsza trasa: Kuźnice – Murowaniec – Krzyżne – Dolina Pięciu Stawów – Dolina Roztoki – Wodogrzmoty Mickiewicza – Palenica. Trasa bardzo długa, choć technicznie prosta. Pogoda dobra do wędrówki, bo małe chmurki co chwila chowają słońce. Kondycję mam nadspodziewanie dobrą. Do Murowańca dochodzę bez żadnego zatrzymania i bardzo żwawo. W czasie trasy trzy rozmyślania, związane z trzema przystankami i trzema ciekawymi obrazami.

Obraz I: Mała skała podtrzymuje wielką górę
Na szczytach Krzyżnego robię pierwszą medytację. Siadam akurat przed skałami i dziwnym widokiem. Olbrzymia skała, jakby oderwana od całości gór, trzyma się dzięki małej skałce, na której się opiera. Fizycznie pewnie jest inaczej, ale dla mnie to ciekawy i duchowy obraz. To co małe, może czasem podtrzymywać góry. Nie mogę się bać małości, bo moją wielkością i mocą jest Chrystus. Ja jestem mały, On mój Bóg jest wszechpotężny, ale bardzo potrzebuje, mojej małości, aby zbawiać świat. Chcę być taką małą skałą, na której oprze się Chrystus, aby głosić światu Ewangelię.

Obraz II: Jagoda na sośnie.
Drugą medytację robię w lesie. Trochę po to, żeby ukryć się przed słońcem. Siadam przy starym, sosnowym pniu z którego wyrasta wspaniały, zielony krzew jagody. Zastanawiam się, na ile wzrastając w latach promuje młodych ludzi, na ile pozwalam, aby dzięki mnie, jakaś młoda osoba mogła wejść dojrzale w życie. Ten obraz to piękny symbol zmiany pokoleń i oddawania swych ostatnich soków, aby mógł wyrosnąć ktoś zupełnie inny, nawet nie taki, jakiego ja oczekuję. Będę się przecież robił po woli „starym pniakiem”.

Obraz III: Moje stopy w Wielkim Stawie
Moczę nogi w stawie w Dolinie Pięciu Stawów i robię sobie trzecią medytację. Wyciągam nawet komórkę, żeby zrobić zdjęcie moim stopom. Mam zmęczone nogi. Zastanawiam się od czego w moim codziennym życiu mam zmęczone nogi? Czy od pogoni za rzeczami tego świata, za przyjemnościami i moimi osobistymi sprawami? Panie, spraw, aby moje stopy, służyły przede wszystkim Tobie.

Do „Księżówki” wróciłem o 18.30. Spóźniłem się na początek kolacji, więc zjadłem ją w samotności.
Wieczorem brewiarz i medytacja. Słowo o Adamie i Chrystusie ( z Listu do Rzymian). Paweł każe walczyć z każdym grzechem, ale jednocześnie przypomina, że łaska Boża jest i tak większa niż grzech. To jest mi potrzebne, bo czując się potwornym grzesznikiem, jeszcze bardziej muszę się poczuć dzieckiem ukochanym przez Boga.

20 lipca 2007
Kiedy piszę te słowa, za oknem szaleje burza. Taka prawdziwa, górska burza z błyskawicami, piorunami i ulewą. Dzień za to był piękny i słoneczny. Duchowo i fizycznie kręciłem się wokół krzyża. Dziś piątek, więc chciałem być blisko zbawczej ofiary Jezusa. Wstałem, tak jak wczoraj i bez żadnego pośpiechu wszedłem w dzień zajęć. Najpierw Msza św. o 8.00. Potem śniadanie. W gronie kapłanów jest dziś Arcybiskup Stanisław Ryłko z Rzymu. Patrząc na niego i słuchając myślę najpierw o Światowych Dniach Młodzieży, a potem o samych młodych ludziach. Ksiądz Arcybiskup odpowiedzialny jest w Watykanie za Światowe Dni Młodzieży. Po śniadaniu szybko odmawiam brewiarza, tak szybko, że nawet nie wiem o co się modliłem. Aż wstyd. To mój pierwszy krzyż, a może pierwsze cierpienie, które zdałem dziś Jezusowi. Odfajkowanie modlitwy. Trasę wybieram taką, żeby widzieć krzyż na Giewoncie. Na sam szczyt nie wchodzę, bo musiałbym iść w kolejce – tak dużo jest ludzi. Idę więc następującą trasą: Kuźnice – Hala Kondratowa – Kopa Kondracka – Czerwone Wierchy – Kasprowy Wierch – Kuźnice. Całe czas widzę krzyż na Giewoncie. Od czasu do czasu błąka mi się myśl, że całe życie kręcę się wokół krzyża, ale boję się do niego dojść i go przyjąć. Jestem blisko, ale jeszcze na dystans. Znów trzy medytacje i trzy obrazy.

Obraz I – Źródełko przy pustelni św. brata Alberta na Kalatówkach
Chciałem się napić wody ze źródełka przy pustelni, żeby nie zużywać mojego zapasu. Technicznie wyglądał to tak, że musiałem uklęknąć, żeby dostać się do wody. Strumień lał się wolno, a mnie się chciało pić. Usiadłem potem obok źródła i przeprowadziłem medytację patrząc na ludzi pijących z tego samego źródła. Trzeba uklęknąć, żeby pić ze źródła i trzeba klęczeć z dużą cierpliwością. To zadanie dla mojego życia i mojej modlitwy. Na klęczkach i cierpliwie.

Obraz II – Kozica za plecami
Druga medytacja na przełęczy pod Kopą Kondracką. Siedzę i patrzę znudzony na krzyż na Giewoncie. Nie przychodzą mi żadne oryginalne i pobożne myśli. Jakby się nic nie działo. Cisza i spokój. Nagle odwracam się za siebie i dosłownie metr od moich pleców stoi kozica. Jeśli byliście w Tatrach to wiecie, że trudno zobaczyć kozicę, a jeszcze trudniej stanąć oko w oko wobec niej. Chciałem wyciągnąć komórkę, żeby zrobić zdjęcie, ale uciekła. To kolejny duchowy symbol. Trzeba czasem wejść w modlitwę mimo znudzenia i uważnie się rozglądać i oczekiwać. Bóg nas zaskoczy! Można też stracić tę chwilę obecności Pan jeśli się spróbuje Go zatrzymać używając środków tego świata. (Moja kozica uciekła, kiedy chciałem ją utrwalić na zdjęciu – Boga nie da się sfotografować)

Obraz III – Ciepełko usypia
Trzecia medytacja zaplanowana na Czerwonych Wierchach. Rozłożyłem się wygodnie, wyjąłem nawet Pismo Święte ( oczywiście Snikersa i soczek też) i zamierzałem medytować. Słoneczko świeciło cały czas, a wiatr z grani sprawiał, że nie miało się wrażenia upału. Było mi miło i dobrze. Do tego cudowne widoczki po słowackiej stronie. Atmosferka – marzenie. I nagle obudziłem się po 30 minutach. Zasnąłem leżąc wygodnie na wypalonej od słońca trawie. Cóż, ciepełko usypia. Jeśli wiara będzie dla mnie tylko poszukiwaniem ciepełka – to uśpię Boga w sobie.

Wróciłem do „Księżówki” o 17.30. Ledwo wszedłem do domu rozpętała się burza. Odpocząłem trochę, bo nogi potwornie mnie bolały. Potem była kolacja. Zjadłem ją w towarzystwie miłego księdza z diecezji radomskiej. Wieczorem medytacja w kaplicy. Nie szukałem tekstów, ale rozważyłem Mękę Jezusa.

21 lipca 2007

Dzień zacząłem praktycznie od powitania Marcina. Był już o 7.00 pod „Księżówką”. O 7.30 Msza św., a potem śniadanie. Marcin poszedł swoją drogą i swoim tempem w góry. Ja zostałem, żeby porządnie zmówić brewiarz i naprawić awarię w samochodzie, żeby można było bezpiecznie wracać do domu. Ok. 10.00 wyruszam w góry. Wybieram sobie dość łatwą trasę: Kuźnice- Jaworzyna – Hala Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy – Boczań – Kuźnice. Dziś nie tyle towarzyszyły mi jakieś obrazy, ale ludzie. Postanowiłem przyglądać się i przysłuchiwać ludziom. Ten trzeci dzień moich górskich rekolekcji chciałem poświęcić na refleksję nad moją miłością i troską do ludzi. Takie nastawienie dało mi mnóstwo materiału do przemyślenia. Dzielę się z wami trzema podsłuchanymi, albo przeżytymi sytuacjami.

Scena I – Ojciec jest po to, abyś zawsze mówił mu prawdę

U zbiegu szlaków żółtego i niebieskiego, tuż pod Halą Gąsienicową siadłem na jakimś pniaku by odpocząć i posłuchać ludzi. Obok mnie, pan, może trochę młodszy ode mnie, dodawał otuchy swojemu synowi do dalszej wędrówki w góry. A potem nagle zaczął mu tłumaczyć, czego oczekuje od swojego syna. „Widzisz synku, chciałbym, żebyś wiedział, że zawsze możesz być ze mną szczery, że masz prawo mówić tacie nawet takie rzeczy, które są nawet przeciwko tacie. Najważniejsze, żebyś nie bał się przychodzić do mnie z najtrudniejszymi nawet sprawami”.- ten dialog trwał długo i był o wiele bogatszy. To była piękna katecheza o ojcostwie. Nigdy w życiu nie słyszałem takiego dialogu syna z ojcem. Zastanawiałem się potem długo, jakim jestem ojcem duchowym? Odkryłem, że jest mi bardzo daleko do tego ojca z gór.

Scena II – Pokochaj nawet tych, którzy są trudni
To miała być piękna medytacja. Dotarłem nad Czarny Staw, znalazłem ustronne i ciche miejsce, rozłożyłem cały swój turystyczny majdan i miałem się zastanawiać nad moją miłością do ludzi. Nagle, może metr obok mnie, z wielkim hukiem usadowiło się dwóch panów. Siarczyście przeklinali, opowiadali sobie o nocnych hulankach i zabawach z dziewczynkami. Szczytem ich marzeń było dojść na Zawrat i zrobić sobie zdjęcie z flaszką wódki. Oczywiście zaczepili i mnie, częstując alkoholem i próbując wciągnąć w sprośne dowcipy. Kompletnie nie wiedziałem jak się zachować. Już miałem ochotę powiedzieć im, że jestem księdzem, żeby się odczepili ode mnie i dali mi święty spokój, bo ja akurat rozmyślam! Powstrzymałem nerwy. Próbował przeczekać całą tę sytuację. W końcu pierwszy się spakowałem i odszedłem. To jest konkretna odpowiedź Boga na moją chęć rozmyślania o miłości do ludzi. Czy potrafię kochać nawet takich ludzi? Poganie kochają tych miłych i dobrych, a chrześcijanie kochają wszystkich! Kolejna sytuacja do rachunku sumienia.

Scena III – Nie zapominaj szybko o ludziach
Schodziłem z Czarnego Stawu. Było już blisko Murowańca. Z grupy turystów nagle stanęła przede mną para młodych ludzi. Chłopak krzyczy rozradowany na mój widok. Chwali Boga i zwraca się do mnie po imieniu. Widać, że doskonale mnie zna. Przedstawia mi swoją dziewczynę Sandrę i ciągle podkreśla, jak się bardzo cieszy ze spotkania. Próbuję być miły, uśmiechać się i odwzajemniać zainteresowanie. W tak serdecznym nastroju każdy poszedł w swoją stronę. Nie wiem, czy mi uwierzycie – ja nie wiem kto to był, jak miał na imię i skąd ja go mogę znać. Zrobiło mi się głupio. Jak często szybko zapominam o ludziach!

Z gór wróciliśmy przed 17.00. Marcin dołączył do mnie w Kuźnicach. Jak zawsze w szalonym tempie zrobił najwyższe szczyty Tatr. W domu szybka kąpiel i pakowanie. Na koniec jeszcze krótka i przyjacielska rozmowa z Ks. Leszkiem – dyrektorem „Księżówki” i wracamy do Częstochowy. Naprawdę odpocząłem i jeszcze coś więcej. Bogu niech będą dzięki!

« Previous Entries